polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Heliocentrics 13 Degrees of Reality

The Heliocentrics
13 Degrees of Reality

Płyta 13 Degrees of Reality jest pierwszym w pełni autorskim wydawnictwem The Heliocentrics od czasu debiutu Out There sprzed 6 lat. To długi okres, jednakże londyńczycy okazali się dalecy od spędzania go bezproduktywnie. W czasie dzielącym wydawnictwa powstały dwie płyty będące zapisem kreatywnej współpracy pomiędzy kolektywem a tuzami muzyki orientalnej – Lloydem Millerem oraz Mulatu Astatke. Tegoroczne wydawnictwo jawi się jako konglomerat doświadczeń wyniesionych z przeszłych dokonań, obdarzony klarowną, uporządkowaną strukturą i umiejętnie budowaną dramaturgią.

Album składa się z szeregu stosunkowo krótkich (choć bardzo intensywnych) kompozycji przedzielonych interludiami, na dodatek wszystko otwiera intro, a zamyka outro. Chyba nie można nadać płycie bardziej czytelnego układu. Początkowo patrząc na podobnie skonstruowaną listę utworów pomyślałem, że ktoś próbuje mnie uraczyć pozycją przekombinowaną i szykuje się przerost formy nad treścią. Całe szczęście byłem w błędzie, okazało się, że fragmentaryzacja nie pociągnęła za sobą niespójności – wręcz przeciwnie. Płytę otwiera paranoiczno-apokaliptyczny kawałek „Feedback”, doskonale zapowiadający atmosferę całości. Samplowany głos ogłasza przez megafon amerykański koszmar w miejsce amerykańskiego marzenia na tle dźwięków wystrzałów karabinowych i coraz bardziej gęstniejącego podkładu, który w pewnym momencie ociera się nawet o brzmienia dubowe. 13 Degrees of Reality towarzyszy właściwie nieustannie bardzo oniryczny, tajemniczy klimat. Z pewnością nie uświadczy się na płycie brzmień radosnych. Większość kompozycji przesycona jest charakterystycznym, żywym brzmieniem perkusji, nadającej często orientalnym tematom melodycznym jazzowy groove. Centralnym punktem albumu jest najdłuższy, blisko ośmiominutowy utwór „Wrecking Ball”, rozpoczynający się jednostajnym, nieco industrialnym dźwiękiem, ewoluuje w rejony przywodzące na myśl dokonania krautrockowych grup z początku lat 70-tych. Psychodeliczna aura unosząca się nad wydawnictwem (o czym może świadczyć już sama okładka) odsyła najczęściej w rejony lat 60/70-tych i choć słychać gdzie sięgają muzyczne inspiracje, Heliocentrics udało się je wymieszać z kunsztem wytrawnych alchemików. Na albumie jazz przeplata się z motywami wschodnimi, rockowa kąśliwość gitar sąsiaduje z dubowym basem, a wszystko spowija niepokojąca, acz subtelna elektronika, podkreślająca momentami wręcz futurystyczny charakter wydawnictwa. Krótkie interludia wbijają się klinem w strukturę albumu, urozmaicając całość i pod tym względem ich obecność jest absolutnie uzasadniona. Możliwe, że po prostu osiągając 13 stopni rzeczywistości zaczynają cię majaki i halucynacje? Sprawdźcie sami.

[Krzysztof Wójcik]