polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Kylesa Ultraviolet

Kylesa
Ultraviolet

Po znakomitym Static Tensions z 2009 roku wydawało się, że Kylesa już nigdy nie będzie zespołem „włóczącym” się po squatach. Od momentu jego ukazania się otrzymywali bowiem zaproszenia od najważniejszych ze świata cięższych, alternatywnych brzmień. Lista imponująca. Mastodon, Converge, Helmet, Isis (tutaj do skutku doszedł tylko jeden wspólny, za to jakże potężny wieczór w kultowym u naszych zachodnich sąsiadów kolońskim Essigfabrik). Po intensywnej trasie zbyt szybko wydano nieudany, najgorszy w dyskografii Spiral Shadow, co spowodowało zatarcie dobrego wrażenia nad którym grupa przez lata tak wytrwale pracowała. Ultraviolet miał więc dać odpowiedź gdzie w tych skrajnościach sytuują się obecnie przedstawiciele bardzo płodnej, metalowej sceny miasta Savannah.

Niestety. Jakiekolwiek oczekiwania czy wymagania względem potencjału nie znalazły pokrycia w rzeczywistości. Amerykanie rozczarowali na całej linii. Przede wszystkim fatalnie prezentują się wokale. Po raz kolejny okazało się, że zarówno Laura Pleasants jak i Philip Cope wypadają korzystniej, gdy stawiają na budowę klimatu. Dynamiczne wstawki i krzyk wychodzą obojgu o wiele lepiej niż czysty śpiew. Co gorsze, muzycy postawili na zbyt dużą melodyjność. Nie ma spięć, nastroju, intensywności. Utwory sprawiają wrażenie niedokończonych. Brakuje w nich rozwinięcia. Gdyby z dwóch - trzech pozycji stworzyć jedną to ten materiał starczyłby na niezłą EPkę (przykładów sporo, np. motywy ciekawego początku „We're Taking This” i świetna końcówka jedenastego „Drifting”). Zawiodły mało wyraźne bębny, czyli dotychczasowy znak rozpoznawczy zespołu, który podobnie jak Melvins korzysta z dwóch zestawów perkusyjnych. Również gitary brzmią za spokojnie, garażowo. Daje się odczuć deficyt charakterystycznych cięć i zmian, choć na tle całości to jedyny element w tej produkcji, który ledwo bo ledwo, ale się broni. 

Przestrzenność, wyczucie, kontrast, psychodelia, konstruowanie napięcia – cechy najlepszych kompozycji dzięki którym grupa zdobyła uznanie są tutaj słabo słyszalne. Wygląda na to, że Kylesa zawahała się z wyborem dalszej drogi, z czym przez prawie dziesięć lat do wspomnianego Static Tensions nie miała problemu. Samotnie na squatach czy w roli supportu w halach? Wiele wskazuje, że Ultraviolet zepchnie zespół w otchłań nicości.

[Dariusz Rybus]