polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Oblivians  Desperation

Oblivians
Desperation

Cóż za ironia losu - podczas gdy poprzednie albumy Oblivians recenzowano głównie na łamach punkowych zinów, Desperation najszerzej omawiają serwisy mainstreamowe. Z jednej strony jest to całkiem fajne - okazuje się, że jeden z najlepszych zespołów rockowych lat dziewięćdziesiątych wreszcie znalazł należne im uznanie. Z drugiej - trudno dziwić się niewielkiemu odzewowi ze strony fanów garażówki, szesnaście lat następujące po przedostatnim albumie Oblivians przyniosło wiele zespołów, które ich brzmienie i podejście przerabiało w sposób jeszcze ciekawszy (vide: The Hunches, Tokyo Electron). Nie pomaga w tym też fakt, że Desperation to kolekcja nagrań bardzo konserwatywnych, tak brzmieniem jak i treścią.

Całość dominują piosenki Cartwrighta (Grega Obliviana). Trudno się dziwić, to właśnie on był przez te wszystkie lata z całej trójki najaktywniejszy muzycznie. Jednak przez to Desperation brzmi bardziej jak nieco prymitywniejsza wersja Reigning Sound niż sami Oblivians sprzed dekady. Cartwright w wywiadach opowiadał, że starał się nagrać album lżejszy, bez przekleństw i prymitywnego humoru. To przesuwa płytę niebezpiecznie blisko okropnego "retro". Na szczęście kawałki w większości się bronią, otwierający "I'll Be Gone" czy utwór tytułowy to świetna Cartwright'owa robota. Najbardziej "obliviansowo" brzmi napisany przez Erica Friedla "Woke Up in a Police Car". Nie zabrakło też archeologii - na album wrzucono doskonałe covery "Call The Police", Stephanie Mcdee, "Loving Cup" Paul Butterfield Blues Band i "Mama Guitar" Toma Glazera. Nie będę udawał, że znałem którykolwiek z wymienionych, ale samo sprawdzanie oryginałów jest ogromną przyjemnością. Można się na przykład dzięki temu dowiedzieć, jak brzmi cajuńskie zydeco.

Pomimo, że album w żadnym wypadku nie ma startu do wcześniejszej twórczości zespołu, warto pamiętać, że to nadal Oblivians w oryginalnym składzie. Już nieco starsi, doroślejsi, ustatkowani, wygładzający najostrzejsze krawędzie swojego starego brzmienia. Jeśli jednak dzięki temu albumowi młodsi fani rocka sięgną po Never Enough, Sympathy Sessions lub sprawdzą resztę katalogu In The Red - można to wydawnictwo uznać za rzecz udaną.

[Marek J Sawicki]