polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Rebeka Hellada

Rebeka
Hellada

Niełatwo w Polsce o ciekawe, a jednocześnie proste piosenki. Rebece przychodzą łatwo, co pod tym względem wyróżnia ich na tle innych artystów w labelu Brennnessel, ale także w skali kraju. Ich retro przeboje, pełne są nostalgii, oszczędnie dozowanego instrumentarium, zawiadickich zabaw błyszczącymi syntezatorami, prostymi bitami, w które czasem wkraczają rockowo gitary, dodające muzyce bardziej drapieżnego posmaku. Rewelacyjne „Stars“ czy wpadająca w ucho „Melancholia“ z refrenem, który nuci się pod nosem mimowolnie, to tylko kilka przykładów z wierzchu na to jak ciekawe i pełne treści piosenki tworzy Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny. Z jednej strony zespołowi daleko od popu pokroju Moniki Brodki, z drugiej strony bawią się brzmieniem, ale nie na tyle żeby przypiąć im łatkę „eksperyment“ – raz piosenkowo i przebojowo, kiedy indziej bardziej nastrojowo jak w zamykającym płytę, tytułowym utworze. Rebeka stoi gdzieś po środku – kombinuje, urozmaica brzmienie, czerpie z elektroniki doby lat 80. i umiejętnie potrafi to przełożyć na swoje żywe brzmienie. Polecam sprawdzić koncerty – ten zespół jak mało który odgrywa wszystko na instrumentach i nie wyręcza się zestawem sampli. Na dodatek rewelacyjny wokal Skwarek dodaje Helladzie uroku i sprawia że jest to jedno z najciekawszych wydawnictw tego roku, a nawet ostatnich kilku lat. To muzyka skromna, szczera i bezpośrednia – nie epatuje zuchwałością czy sztucznym blichtrem jak Kamp, ale zachwyca swoją intymnością i porywczością. Naprawdę warto.

[Jakub Knera]