polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Shellac, Helen Money
Netil House | Londyn | 28.11.13

Widząc Shellac na żywo kilkunasty raz właściwie nie wiadomo co nowego napisać – że to najlepszy koncertowy mały (tzn. do pięciu osób) rockowy skład na świecie? Ucieleśnienie potencjału bazowego rockowego trio, ubrane w skrajnie intensywną minimalistyczną formę, bez cienia rock’n’rollowej otoczki, więcej, kapitalnie ironiczne względem niej? Koncert w Netil House był zwieńczeniem krótkiej klubowej trasy po Wyspach (i drugim w Londynie) sprowokowanej ostatnim festiwalem ATP, na którym Shellac zagrają dziś. Były hity, z częstym ostatnio „Canada” na start, wybitnie przewrotnym „Prayer to God” i tradycyjnym „Spoke” na koniec, były nowe numery z płyty, które może niebawem się pojawi, było Q&A session, które w Anglii zawsze jest najlepsze dzięki zderzeniu angielskiego humoru z ciętym i cynicznym humorem Albiniego i Westona (jeśli pamięć mnie nie myli, Trainer odezwał się w historii jeden jedyny raz, na 10 Years of ATP). W klubie było piekielnie gorąco, więc koncert trwał kwadrans krócej niż zapowiadane 90 minut, ale to szczegół. Jako suport, również tradycyjnie, wystąpiła Helen Money, której utwory na zelektryfikowaną wiolonczelę solo (czasem z rytmem) są fajne, bo są ciężkie ale nie metalowe, ale to tyle co sympatyczna muzyka właśnie na otwarcie wieczoru.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Helen Money [fot. Piotr Lewandowski]
Helen Money [fot. Piotr Lewandowski]
Helen Money [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]
Shellac [fot. Piotr Lewandowski]