polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Vandermark / Rempis / Zerang / Wójciński, Inner Ear
Pardon, To Tu | Warszawa | 26-27.11.13

Pokłosiem kolejnej krakowskiej rezydencji Resonance Ensemble pod wodzą Kena Vandermarka okazały się występy – w różnych konfiguracjach i przez trzy kolejne dni – aż ośmiu jej członków na scenie Pardon, To Tu. Na premierowy wieczór niestety nie miałem okazji dotrzeć, zatem relację rozpoczniemy od dnia drugiego, kiedy to do Vandermarka, Dave’a Rempisa i Michaela Zeranga dołączył – z dużym powodzeniem – Ksawery Wójciński. Początek był intensywny i żarliwy, ale później co i raz pojawiało się sporo światła i przestrzeni, szczególnie w ciekawych partiach rozegranych w trio czy duetach, ale też i nieco bardziej chwytliwych struktur. Zerang grał mocno i ogniście, czego w jego wykonaniu nie widziałem wcześniej aż tak często, ale też ze swoim szczególnym, hipnotycznym i lekko afrykańskim pulsem. Bardzo dobrze wypadły dialogi Rempisa i Vandermarka, zwłaszcza gdy zamiast spazmatycznych wymian ciosów słychać było więcej lekkości oraz różnorodnych odcieni i detali, i zwłaszcza gdy ten drugi sięgał po saksofon barytonowy i klarnet. Bardzo dobry występ i zaryzykuję stwierdzenie, że spośród wszystkich tworzonych spontanicznie czy na potrzeby jednego wieczoru na bogatej pardonowej scenie składów, ten dał pewnie nie perfekcyjny i zaskakujący, ale i tak jeden z najlepszych w ostatnim czasie koncertów.

Na zakończenie trzydniowego maratonu pod szyldem „3 nights with improvised music” wystąpił kwartet Inner Ear (Mikołaj Trzaska, Per Ake Holmlander, Steve Swell, Tim Daisy), zespół grający dość sporadycznie, ale jednak będący regularnym bandem, wyrosłym zresztą na gruncie doświadczeń i wspólnej pracy w Resonance Ensemble. Premierę drugiej płyty kwartet uczcił koncertem doskonałym. Kompozycje wyłaniały się z ciszy, dyskretnych mikrodźwięków, by z czasem nabierać intensywności i (dzięki kapitalnej komunikacji pracującego niczym organiczna jedność zespołu) przeradzać się we frapującą brzmieniowo opowieść, w której znalazło się miejsce zarówno na soniczne eksperymenty, liryczne melodie, a momentami bardzo lekkie, błyskotliwe, nawet bliskie orkiestrowej zwiewności granie. Mam wrażenie, że na tle pozostałych projektów Trzaski ten jest czymś niezwykłym – wrażliwość, wyczuwanie siebie nawzajem i ciągła interakcja to cechy w graniu opartym na zespołowej improwizacji nierzadkie, ale tutaj ukazywane są w jakimś pogłębionym, uwypuklonym wymiarze, widać je jakby pod mikroskopem, wymagają uwagi i dużej koncentracji odbiorcy, ale wywołują niecodzienne, szczególne emocje. Mam nadzieję, że ciepła jeszcze płyta, będąca zresztą nagraniem live, okaże się tych koncertowych emocji dobrym przedłużeniem.

[zdjęcia: Marcin Marchwiński]

Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Vandermark /  Rempis / Zerang / Wójciński [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]
Inner Ear [fot. Marcin Marchwiński]