polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Barn Owl
Powiększenie | Warszawa | 30.09.13

Koncert Barn Owl na Off 2011 odbył się w okolicach ich ostatniej przemożnie gitarowej płyty Lost in the Glare. Poźniejsze dokonania solowe Evana Caminitiego i Jona Porras przeplatały gitary z elektroniką, podobnie jak ubiegłoroczny koncert na Off Clubie do filmów Sasnalów. Tegoroczny album V przyniósł zwrot w stronę syntezatorów i samplerów, a pierwszy klubowy koncert w Polsce potwierdził, że gitary poszły w kąt (sprzedawana przedpremierowa na koncercie solowa płyta Caminitiego zawiera muzykę na syntezator modularny i taśmę). Muszę dodać, że niestety poszły w kąt. Nie chodzi bynajmniej o instrumentalny i formalny puryzm, lecz o fakt, że w wykorzystaniu gitar Barn Owl są po prostu dużo bardziej otrzaskani i elokwentni niż w kręceniu gałkami i naciskaniu przycisków. Dialog, stanowiący podstawę ich astralnych gitarowych improwizacji, w wydaniu elektronicznym wydaje się płytki i przezroczysty mimo gęstego dymu puszczanego spod sceny. W pierwszej części koncertu, nawiązującej do V, jeszcze jakoś się ich głośny quasi-ambient bronił, choć warstwy dronowe aż błagały o wykorzystanie strun. W drugiej części, kiedy na pierwszy plan wyszły akcenty rytmiczne i dubowe brzmienia, stało się wyraźne, że Barn Owl są raczej specami od faktur niż rytmicznych struktur. Zespół ma doświadczenie i zmysł do operowania szerokim planem, dźwiękowymi chmurami, więc niewykluczone, że z czasem i w takim nie-gitarowym instrumentarium się odnajdzie, ale to jeszcze nie teraz. Recenzując V miałem obawę, czy podążanie ścieżką Tima Heckera et cohortes jest dobrym pomysłem, po warszawskim koncercie ona się potwierdza - miałkość występu przywodziła na myśl koncertowe ściemy owego Kanadyjczyka.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Barn Owl [fot. Piotr Lewandowski]
Barn Owl [fot. Piotr Lewandowski]
Barn Owl [fot. Piotr Lewandowski]
Barn Owl [fot. Piotr Lewandowski]