polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Dour Festival 2013
Dour | Belgia | 18-21.07.13

Przez pięć lat Dour Festival zmienił się z najciekawszego eventu muzycznego w Europie w najlepszą dużą imprezę taneczną. Coraz mniej na festiwalu zespołów, więcej za to djów (i djek) skrytych za elektronicznym sprzętem. O ile na 15 edycji grali Melvinsi i King Crimson, a jeszcze przy 20. edycji festiwalu Dour było mekką fanów post-rocka/metalu i światowej klasy reggae/dubu, to obecnie (25. edycja) znacznie więcej tu muzyki z okolic techno i elektro; do tego trochę baunsującego hiphopu i kilka soundsystemów. 

Pierwszy dzień (czwartek) rozpoczęliśmy późnym popołudniem od znakomitego koncertu Tomahawka. Kilka dni przed niechlubnym występem na wrocławskiech Nowych Horyzontach zespół zaprezentował się w bardzo dobrej formie. Resztę wieczoru spędziliśmy w namiocie La petite maison dans la praire, zaczynając od koncertu Otto von Schirach, potem przez Phon.o, dj set Bambonou i kończąc na smakowitym liveact Modeselektora. Podobnie upłynęła reszta festiwalu - w dzień kilka koncertów, wieczorem gruba taneczna impreza.

W piątek udało się nam zahaczyć o koncerty weteranów post-metalu - Amerykanów z Pelican oraz Belgów z Amen Ra. Jak zwykle było potężnie i solidnie. Publiczność tego dnia skupiła się jednak raczej wokół namiotu De Red Bull Elektropedia Balzaal, gdzie pod patronatem producenta napojów dyskotekę rozkręcali Compuphonic, Nina Kraviz, Fritz Kalkbrenner i Carl Craig. W międzyczasie posłuchaliśmy solowego projektu Chucka Inglisha z The Cool Kids. Dobre wrażenie zrobił też Superpoze - jego plumkająca elektronika dużo lepiej sprawdza się na żywo niż z płyty.

Zmęczeni trzydniowym upałem w sobotę kryliśmy się głównie w Dub Corner, gdzie wysłuchaliśmy (i wytańczyliśmy) czterogodzinnego setu Dub Invaders [High Tone Crew], po którym znów znaleźliśmy się w namiocie Red Bulla, żeby zobaczyć Adriana Sherwooda i Pincha. Wieczorem wspaniały koncert zagrał Devendra Banhart z zespołem, a po nim wystąpił znakomity Flying Lotus - zdecydowanie faworyt tego dnia.

Jednym z highlightów festiwalu był niedzielny występ Thee Oh Sees z San Francisco, po nim przenieśliśmy się pod dużą scenę, gdzie francuski IAM serwował porządny, łatwostrawny hip-hop. Tego dnia trafiło nam się też najbardziej pretensjonalne show festiwalu - koncert metalowego Dagoba. W zastępstwie zapowiadanego lecz odwołanego Klaxons obejrzeliśmy belgijski zespół indie Balthazar. W niedzielę uwagę zwrócił jeszcze set Stand High Patrol z Pupa Jim w roli nawijacza oraz, oczywiście, grający na zamknięcie festiwalu Dj Shadow, który zawsze na Dour występuje w zbyt małym namiocie.

[zdjęcia: Mikołaj Pasiński]

Tomahawk [fot. Mikołaj Pasiński]
Tomahawk [fot. Mikołaj Pasiński]
Tomahawk [fot. Mikołaj Pasiński]
Compuphonic [fot. Mikołaj Pasiński]
Pelican [fot. Mikołaj Pasiński]
Pelican [fot. Mikołaj Pasiński]
Chuck Inglish [fot. Mikołaj Pasiński]
Amenra [fot. Mikołaj Pasiński]
Amenra [fot. Mikołaj Pasiński]
WE ARE ENFANT TERRIBLE [fot. Mikołaj Pasiński]
WE ARE ENFANT TERRIBLE [fot. Mikołaj Pasiński]
IAM [fot. Mikołaj Pasiński]
Devendra Banhart [fot. Mikołaj Pasiński]
Devendra Banhart [fot. Mikołaj Pasiński]
Devendra Banhart [fot. Mikołaj Pasiński]
Stand High Patrol z Pupa Jim [fot. Mikołaj Pasiński]
Balthazar [fot. Mikołaj Pasiński]
Balthazar [fot. Mikołaj Pasiński]
Thee Oh Sees [fot. Mikołaj Pasiński]
Thee Oh Sees [fot. Mikołaj Pasiński]
Thee Oh Sees [fot. Mikołaj Pasiński]
Flying Lotus [fot. Mikołaj Pasiński]
Flying Lotus [fot. Mikołaj Pasiński]