polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Brandt Brauer Frick wywiad

Brandt Brauer Frick
wywiad

Click this link for English version of the interview

Miami to już trzecia płyta w dorobku Brandt Brauer Frick i w wielu miejscach odmienna w porównaniu do poprzedniczek. Trio zmieniło na niej podejście do kompozycji, różnicując je, a także zapraszając wielu gości. Daniel Brandt, Jan Brauer i Paul Frick opowiadają nam o trasach koncertowych, nagrywaniu płyt, matematyce w muzyce i graniu elektroniki na instrumentach klasycznych. Efekty poniżej.

Jakub Knera: Powiedzielibyście, że tworzycie muzykę matematyczną?

Brandt Brauer Frick: Cała muzyka ma mnóstwo matematycznych aspektów. Starożytni filozofowie greccy postrzegali ją jako „brzmiącą matematycznie”. Nasze kompozycje są często bardziej dziwaczne i asymetryczne niż te innych twórców, ale przede wszystkim chodzi nam o wyrażanie emocji i myśli.

Czy macie muzyczne wykształcenie?

Wszyscy gramy od trzeciego roku życia na fortepianie. Poza tym Daniel ma wykształcenie w grze na perkusji klasycznej, a Paul na gitarze, potem studiował także klasyczną kompozycję.

Cofnijmy się trochę w czasie. Dwa lata temu koncertowaliście z całym ensemble, pod tym szyldem wydaliście także album Mr Machine. Widziałem wasz koncert na Sonar Festival. Jaki był pomysł, aby odtworzyć wszystkie utwory na klasycznych instrumentach?

To nie była "idea", to przede wszystkim nasza ogromna ciekawość tego, co może wyjść, wykorzystując takie a nie inne narzędzia. Chcieliśmy aby nasze utopijne myślenie o graniu elektroniki na instrumentach klasycznych, nabrało realnego kształtu. Ale koncert na Sonar był jednym z naszych najgorszych występów – nagłośnienie było straszne i dopiero pod koniec zaczęliśmy dobrze się bawić.

Na Mr Machine postanowiliście reinterpretować kompozycje z pierwszej płyty You Make Me Real na klasycznych instrumentach. Nie chcieliście stworzyć kompozycji od podstaw?

Na początku chcieliśmy wykorzystać te instrumenty jedynie je na żywo, ale kiedy do tego doszło, postanowiliśmy je również nagrać w studiu, ponieważ uległy dosyć dużym przeobrażeniom. W końcu na Mr Machine znalazły się cztery aranżacje kompozycji z You Make Me Real i cztery zupełnie nowe utwory, covery innych artystów.

Przez to Mr Machine jest bardziej organicznie brzmiącym albumem niż jego poprzednik.

Na pewno!

Czy granie techno z nut nie jest dziwne? Poza ciekawym brzmieniem, ogląda się was z niekłamanym zainteresowaniem. Nie czujecie że przypisano wam łatkę zespołu, który „gra techno na klasyczne instrumenty”. Czy to jakoś na was wpływa?

To jest rzeczywiście dziwne. Ale teraz, zagraliśmy już tak wiele koncertów jako ensemble, że przerosło się to w prawdziwy zespół i nie musimy korzystać z nut. Faktycznie, wielu dziennikarzy użyło takiego sformułowania, ale po wysłuchaniu Miami zmienią zdanie i dostrzegą, że znacząco wykraczamy poza jeden styl.

Jak ważna w waszej muzyce jest precyzja? Zostawiacie sobie pole do improwizacji?

Kiedy gramy jako zespół, mamy tylko kilka pól na improwizację, ale gdy występujemy jako trio, wszystko opiera się na jammowaniu. Ogólnie rzecz biorąc, proporcje między improwizacją a ściśle zaaranżowanymi utworami wynoszą 50 do 50.

Jaki był wasz zamysł na Miami? Ten album różni się od poprzednich brzmieniem, strukturą kompozycji, inną rytmicznością utworów.

Zawsze chcemy zrobić coś nowego i po prostu się nie nudzić.

Wystarczy szybki rzut oka na tracklistę Miami, aby zobaczyć, że album to rodzaj ścieżki dźwiękowej - szczególnie czytając utwory "Skin Miami", "Drift Miami", "tytuły Miami". Czy to celowe - to wyimaginowana ścieżka dźwiękowa?

Masz rację, jest to całkowicie wyimaginowana ścieżka dźwiękowa!

Jestem ciekaw bardzo mrocznej atmosfery albumu. Powiedzieliście, że chcieliście zrobić coś zupełnie innego, ciemniejszą i bardziej szorstką muzykę. Jaki był pomysł na niego pomysł?

To nie była ściśle określona idea, ale konsekwencja naszego życia. Ono uległo całkowitemu przeobrażeniu, przez fakt bycia w trasie i nieustannego koncertowania. „Miami” jest tego rezultatem.

Wokaliści bardzo mocno oddziałują na muzykę. Tym razem na waszej płycie pojawia się ich wielu – skąd pomysł aby zaprosić aż tylu? Czy znacząco wpłynęli na finalny kształt płyty?

Tak, mocno zmodyfikowali nasza muzykę. Wcześniej byliśmy bardziej pod wpływem linearnego budowania utworów opartych na strukturze muzyki klubowej.

Jakie są różnice w tworzeniu piosenek z wokalem? Czy to pomaga?

Zawsze zaczynamy od instrumentalnych utworów. Potem wysyłamy je do wokalisty, z którym chcemy współpracować, a on – jako feedback – wysyła nam swoje pomysły. Z jednej strony chcemy im pokazać, jak powinni się do nas przypasować, ale bez tłamszenia ich kreatywności. Sugerujemy im pewne pomysły, rozwiązania, a potem wybieramy to, co naszym zdaniem najlepiej się sprawdza. Z wieloma z nich wymieniliśmy się masą pomysłów i sporo z naszych kompozycji uległo znaczącym przeobrażeniom. Chociaż oczywiście w przypadku każdego z nich, sytuacja wyglądała inaczej. Finalnie każdy z nich – poza Om’mas Keith, który mieszka w Los Angeles – przybył do naszego studia do Berlina, aby razem z nami zarejestrować swoje partie.

Najpierw występowaliście jako trio, potem jako ensemble, teraz znów jako trio. Zapraszacie wokalistów na wspólne trasy koncertowe?

Jasne! Graliśmy koncerty z Om’mas Keith, a wcześniej wykonywaliśmy część nowego materiału z Jamie Lidell’em, Eriką Janunger i Gudrun Gut. Staramy się wykorzystywać możliwość grania z każdym z nich. Ale często gramy instrumentalne wersje naszych utworów lub po prostu samplujemy wokalizy. Jakby nie było, nasze koncerty i tak różnią się od materiału, który znalazł się na płycie. O to w tym wszystkim chodzi – kompozycje mają ewoluować i rozwijać się w porównaniu do pierwotnego materiału

 

English Version


"Miami" is the third album by the Brandt Brauer Frick, and in many places different compared to predecessors. Trio has changed its approach to composition, differentiating them, and invited many guests. Daniel Brandt, Jan Brauer and Paul Frick tell us about touring, recording albums, mathematics in music and playing electronic music on classical instruments. Effects below.

 

Jakub Knera: Do you make mathematical music?

Brandt Brauer Frick: All music has mathematical aspects, ancient greek philosophers saw it as “sounding mathematics”. Ours is often a bit more freaky and asymmetrical than other music, but in the core it's about expressing emotions and thoughts.

Do you have university background on classical instruments?

We've all played instruments from child on, all 3 the piano, Daniel also drums and classical percussion, Paul also guitar and he later studied classical composition.

Two years ago you've played in Poland as a trio, but I saw your concert at the Sonar Festival in Barcelona 2011 with whole ensemble. What was the idea to play all the songs on classical instruments?

It was not an “idea”, it was mainly our huge curiousity what would come out and also a utopia we wanted to become real. But Sonar 2011 was one of our worst gigs ever, cause the sound was super bad. Only in the end, it became fun.

Why did you decide to reinterpretate your first album compositions in a classic way on “Mr machine” than to record a completely new material?

At first, we only wrote these arrangements in order to play live. And once we did that, we realized that the pieces had changed so much that we wanted to record these new versions too. In the end, on “Mr. Machine” you find 4 arrangements of pieces from “You Make Me Real” and 4 new pieces, which were mostly sort of cover versions of other artists.

"Mr. Machine" is more organic-sounding album, with real solutions, arrangements utilizing not only the method of "copy and paste" as "You Make Me Real".

Definitely!

Do looking at keynotes playing techno is not strange? It was funny, but also very interesting when I saw you at Sonar. Do not you feel that the journalists assigned to you as "the band that plays techno classic instruments." Is it useful at work, or not?

It is indeed strange. But now that we played so many ensemble gigs already and grew to become something like a real band, we don't need the score as much as before. About what many journalists said, we understand why but we don't like to be reduced to that. Luckily, after listening to our new album “Miami”, most of them seem to have understood that we go far beyond a mere translation of one style into another. It was from the beginning about the chemistry of emotions and thoughts.

How important is accuracy in your music? Do you leave the room for any improvisation?

With the ensemble, we have only few room for improvisation, but with the trio it's all about jamming. In general, when we create the music in our studio, improvisation is at least 50% of the process.

What was your idea to record "Miami"? Do you want to achieve something new or beginning to do "something else" than on previous albums?

We always want to do something new and basically not get bored of our own music.

Just a quick look at the tracklist "Miami" to see that the album is a kind of soundtrack - especially reading the songs "Theme Miami", "Miami Drift," "Miami titles". Was this intentional - it is a imaginary soundtrack?

You're right, it's totally an imaginary soundtrack!

I'm curious about very dark atmosphere of the album. You said that you wanted to do something completely different, darker and more rough music. What was the idea then?

Again, it was not an “idea”, it was the consequence of our lives having changed totally, being on tour the whole time, living an absurd live...this is what came out.

Singers have a big influence on the direction in which the album followed, this time there are a lot of them. Why did you decide to invite so many singers? In the press release you say that singers of the songs helped make the song. Can we therefore say that before "Miami" you were not so much songs-oriented, and now you are?

Before that, we were still much more influenced by a linear build-up club track structure.

What are the differences in the creation of songs with vocals? Does it help if it is more difficult to compose?

We always started with instrumental pieces, like we had always done. Then we usually sent it to the vocalist we wanted to work with, so he/she came back with some ideas. But of course we somehow had to brief them to achieve what we wanted, but still without killing their creativity and their own vibe. So we rather gave vague allusions, and from their ideas chose what we could feel. From there on we exchanged more ideas, and often changed our pieces a lot, inspired by the new input from the singers. Still with each singer it was different, but that was the general way of starting. In the end, every singer, except Om'mas Keith (who lives in L.A.), came to Berlin to our studio so we could make the recordings together.

You played as a trio, then as a ensemble, and now as a trio again. But it is impossible to bring all the singers on a tour. So how do you intend to approach and play concerts?

We just played a tour with Om'Mas Keith. And before that, we had also performed some of the new material together with Jamie Lidell, Erika Janunger and Gudrun Gut. And we make use of opportunities to perform with all of them. But we also play instrumental versions and in a few cases also sample the voices. Anyway, our live performances were from day one very different to our studio recordings. It's great for us, when the pieces keep evolving, even if they're already released.

[Jakub Knera]

recenzje Brandt Brauer Frick w popupmusic