polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
PJ HARVEY  Uh Huh Her

PJ HARVEY
Uh Huh Her

Bardzo brakowało mi przez te 4 lata nowych nagrań PJ Harvey. Po "Stories From The City..." zapadła wokół niej niepokojąca cisza. Przedsmakiem najnowszej płyty okazała się owocna kolaboracja w ramach Desert Sessions z Joshem Homme. I to chyba pod jego wpływem PJ zdecydowała się na powrót do brudnej, niedbałej produkcji znanej z pierwszych dwóch płyt "Dry" i "Rid of Me" i stricte rockowego brzmienia, bez żadnych studyjnych smaczków. Wraz ze swym oryginalnym perkusistą z pierwszego składu Robertem Ellisem nagrała surową i piękną płytę. W jej głosie jest jakaś magnetyzująca siła, która nie pozwala się od niej uwolnić. W jej głosie jest wszystko: wściekłość, upokorzenie, ból, uległość, niewinność a przede wszystkim pasja. PJ nagrała płytę na którą z niecierpliwością czekałem: z gitarowym pazurem, dekadenckim sznytem i autobiograficznym sado-maso . Mówi się, iż PJ Harvey wygląda tak brzydko, że aż ładnie - podobnie jest z jej najnowszą muzyką. Współczuje wszystkim obojętnym na jej wdzięki.

[Marcin Jaśkowiak]