polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
AQUAVOICE Electronic Music

AQUAVOICE
Electronic Music

Zadziwia konsekwencja Łukasza Pawlaka, twórcy rodzimej wytwórni Requiem. Od dziesięciu lat stara się on promować muzykę i artystów, tworzących z dala od blasków mainstreamu, w zasadzie szerszemu gronu słuchaczy kompletnie nie znanych. Requiem początkowo specjalizowało się w wydawnictwach z okolic industrialu, dzisiaj w katalogu wytwórni odnaleźć można downtempo, lounge czy nowy jazz - osadzone w muzycznym podziemiu, jednakże wybijające się na muzyczne wyżyny. Sam Pawlak w mojej pamięci zapadł jako współtwórca ciekawego projektu Nemezis (wraz z Maćkiem Stanieckim, być może ich kolejna płyta ukaże się na jesieni tego roku), istniejącego od 1996 roku i emitującego na swoich płytach przyciągające polotem i pomysłowością dźwięki przypominające natchnioną elektroniczną medytację.
    W czasach, kiedy masy odwracają się od muzyki artystycznej, kiedy nowatorstwo i talent do umiejętnego łączenia karkołomnych często gatunków przestało mieć znaczenie, istnienie i kolejne wydawnictwa Requiem zasługują na szczególną uwagę i szacunek.
    Wśród licznych projektów i skrywających się pod nimi artystów, jednym z ostatnich albumów, który ujrzał światło dzienne dzięki labelowi Pawlaka jest muzyczna odyseja organizowanych w Gorlicach Międzynarodowych Prezentacji Muzycznych Ambient.
    Płyta, wydana w skromny acz interesująco barwny dvd-case (świetny projekt okładki Łukasza Pawlaka), jest autorstwa samego organizatora tychże prezentacji - Tadeusza Łuczejko, realizatora dźwięku i plastyka, który swoje koncerty wzbogaca wizualizacjami (w tej chwili zajmuje się nimi Wojtek Wójcik), wywołując wrażenie staranności w pracy nad swoim przedsięwzięciem. Album "Electronic Music" uchodzi oto za nie tyle obraz gorlickiego przeglądu co efekt dotychczasowej pracy artystycznej Łuczejki. Album długi - składający się z dwunastu kompozycji, trwający blisko siedemdziesiąt minut posiada jednakże jedną z główny zalet podobnego typu pozycji - nie nuży i nie przeciąga się w niepotrzebną czasową przestrzeń. Ktoś rzec mógłby, iż za maksymą Requiem - to muzyka na dobranoc i jedynie najlepiej sprawdzić się może "do poduszki", jednak - o dziwo - sprawdza się ona świetnie i w innych sytuacjach.
    "Electronic Music" odebrałem jako doskonałą ścieżkę dźwiękową do niewinnej wegetacji. Fakt, zasypia się przy tym wybornie, ale muzyka na niej zawarta znakomicie potrafi ukoić także po ciężkim, pełnym stresów i nieszczęść, dniu (jak również w jego trakcie). Słucha się tego z podświadomym podejrzeniem przebywania w zupełnie innym miejscu aniżeli w danej chwili przebywamy - momentami zdaje się to być najciemniejsza wodna głębina, innym przestrzeń kosmiczna, bądź też przedział w pociągu pełzającym w żółwim tempie po torach. Nieznana mi wcześniej postać Łuczejki ukazuje nieszablonowe podejście do kwestii ambientu i plastycznej strony muzyki. Malownicze dźwiękowe pasaże, pełne ogromnej przestrzeni, wzbogacane odpowiednio przygotowanymi niespodziankami muzycznymi, pluskającymi i trzeszczącymi daleko w tle. Niekiedy muzyka nabiera charakteru mrocznej podwodnej podróży, innym zaś razem stosując subtelność strun gitary kojarzy się z przenikaniem zmysłowych granic.
    Zachwycony niegdyś wydawnictwami Cold Meat Industry, odnalazłem tutaj niespodziewanie udane rodzinne odpowiedniki dla najlepszych propozycji Zoviet France, dubowo-ambientowych zapędów Laswella czy klasyków z Brianem Eno na czele.
    Nie tylko zasypiajcie przy tej muzyce. Spędzajcie z nią dużo czasu.

[Tomek Doksa]