polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Invisible Things Home Is the Sun

Invisible Things
Home Is the Sun

U.S. Maple było jednym z dziwniejszych zespołów z drugiej połowy lat 90. i choć od czasu rozpadu niewiele o muzykach grupy słychać (co aż dziwne, biorąc pod uwagę niekończące się reaktywacje), to obaj gitarzyści tamtej kapeli Mark Shippy i Todd Rittman robią teraz niekonwencjonalną i dobrą muzykę. Rittman jest liderem Dead Rider, składu grającego psychodeliczną, przesiąkniętą funkiem, surrealistyczną muzykę, a Shippy z perkusistą Parts & Labor Jimem Sykes zawiązał duet Invisible Things, którego pierwszy album ukazał się w Porter Records (i jest kompletnie inny niż Dead Rider). Pierwszy utwór na Home Is the Sun, mięsiste granie w stylu Mudhoney z saute podanym wokalem, w ogóle nie zapowiada tego, co nastąpi potem – kolejne szesnaście numerów przynosi meandrujące granie, długimi fragmentami instrumentalne, w którym strzępy piosenek, gitarowo-perkusyjne zderzenia odnoszące się noise’u i free jazzu, tony reverbu i ciągłe zmiany dynamiki tworzą zdumiewającą epopeję.

Jest parę zespołów, powiedzmy, rockowych, których godzinne jammy potrafią być wciągające, np. Oneida, i jak dla mnie Invisible Things tą płytą do nich dołączają. Odniesienie do Oneidy jest nieprzypadkowe – tam kluczowym spoiwem nawet najbardziej kosmicznych odlotów jest perkusista Kid Millions, tutaj Sykes też daje takie mocne podstawy, w których jednak znajduje miejsce na frenetyczne wybuchy i feerie talerzy. Shippy, w U.S. Maple odpowiadający za górny obszar brzmienia grupy, tutaj też operuje głównie w tych rejestrach, ale wypełnia całe spektrum i unaocznia, że nie wiadomo, co porabiał przez ostatnie lata, to ciągle jest gitarzystą niezwykłym. To płyta jeszcze z 2012 roku, ale trudno dostępna i przegapiona, więc jeśli chcecie w poszukiwaniu niebanalnego gitarowego grania wrócić do roku ubiegłego, to zdecydowanie warto.

[Piotr Lewandowski]