polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Nick Cave and The Bad Seeds Push The Sky Away

Nick Cave and The Bad Seeds
Push The Sky Away

Nick Cave to prawdziwy człowiek renesansu – pisze książki, scenariusze filmowe, zajmuje się sztukami plastycznymi i przed wszystkim udziela się od blisko trzydziestu lat na scenie muzycznej. Po ponad pięciu latach powrócił z The Bad Seeds, aczkolwiek w składzie nieco uszczuplonym, bo ze składu odszedł Mick Harvey – jeden z założycieli. Po kapitalnym, rozbudowanym aranżacyjnie "Dig, Lazarus, Dig!!!" otrzymujemy płytę zdecydowanie spokojniejszą, minimalistyczną brzmieniowo, przywołującą No More Shall We Part. I tutaj pojawia się główny problem. Osobiście, słuchając Push The Sky Away trudno mi zapomnieć o tej konotacji. Po wcześniejszym albumie miałem właśnie nadzieję, że będzie to rzecz utrzymana w podobnym klimacie co wcześniej wspomniane No More Shall We Part. Jednakże, tamta płyta, dla mnie jedna z najlepszych w dorobku, była arcydziełem i popisem tego jak można doprowadzić do prawdziwej perfekcji aranżację, zachowując przy tym niezwykłą subtelność i kameralność. Nie mówię, że jest to płyta zła, bo mimo wszystko, Cave przyzwyczaił nas już do poziomu, z którego nie schodzi, ale brakuje na niej magii, tej aury z 2001 roku. Trzeba oddać, że Push The Sky Away jest albumem bardzo dobrze wyprodukowanym, wypolerowanym jak chyba żaden wcześniejszy. Powolne, przesycone jakiegoś rodzaju nostalgią, lecz nie pogrążone w totalnym smutku piosenki są głównie sceną dla Cave’a i Warrena Ellisa, którzy tworzą swoje muzyczne krajobrazy, gdzie rzeczywistość jawi się wyłącznie w formie fragmentów tajemniczego świata wykreowanego Cave’a, bardzo często przywołującego skojarzenia z jego twórczością prozatorską.

Push The Sky Away jest pozycją obowiązkową, niezależnie od tego, czy jest się fanem Cave’a czy nie. To album, któremu ciężko cokolwiek zarzucić oprócz osobistych pobudek (co zresztą sam uczyniłem), bo jest to po prostu kawał dobrej muzyki obok, której nie można przejść obojętnie. W dodatku, pojawiają się na nim postaci Roberta Johnsona, Lucyfera i przede wszystkim Hanny Montany i Miles Cyrus, co tylko zachęca do sięgnięcia po tę płytę. Swoją drogą, pisząc te słowa i słuchając Push The Sky Away po raz kolejny nabieram do niej coraz większej sympatii. Być może, na tym polega właśnie wielkość Nicka Cave’a i jego kolegów?

[Mateusz Nowacki]