polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Asymmetry Festival 5.0
WCK | Wrocław | 02-04.05.13

Choć przeniesienie głównej sceny tegorocznej edycji wrocławskiego Asymmetry Festivalu z Hali Stulecia do przyległego Wrocławskiego Centrum Kongresowego wzbudziło dwa tygodnie przed imprezą uzasadniony niepokój uczestników, to festiwalowi wyszło to na dobre. Dwie wykorzystywane sale miały dobre warunki akustyczne, ich pojemność odpowiadała frekwencji, a organizacja przestrzeni zapewniała zarówno komfort odbioru muzyki, jak i do poruszania się między scenami i życia towarzyskiego. Nie łudźmy się, festiwal o takim charakterze programowym jak Asymmetry nie wypełni (w sensownie bliskiej przyszłości) miejsc typu Hala Stulecia, do tego potrzeba byłoby Slayera albo, odpukać, Toola. Piąta edycja festiwalu każdego dnia zgromadziła na oko niecały tysiąc osób i potwierdziła, że Asymmetry stało się przez ostatnie lata najbardziej donośną w Polsce tubą post-metalu, sludge i pokrewnych wraz z elementami hip-hopu i elektroniki. Równocześnie widać wyraźnie, że i te estetyki dorobiły się swoich form i gęb, unicestwiających element zaskoczenia i głębokiego doznania. Najbardziej widoczne było to podczas koncertu headlinera drugiego dnia, czyli Cult of Luna, którzy pogrążyli się już nieznośnie w brzmieniowych, kompozycyjnych i wizerunkowych kliszach post-metalu. W połowie ubiegłej dekady przeplatające się crescenda i bujające zwolnienia temp, krzyk vs. post-rockowa delikatność itd. budowały jako tako dramaturgię i emocjonalną siłę, teraz są pustym, drętwym zaklinaniem rzeczywistości, w którym przewidywalne do bólu kompozycje prowadzą słuchacza jak po sznurku ciągle tą samą ścieżką. Lepiej wypadli Belgowie z Amenra, zarówno za sprawą bardziej brutalnego brzmienia i hard-core’owej ekspresji wokalisty, jak i dzięki bardziej naturalnie żywiołowej scenicznej ekspresji. Włoskie trio Ufommamut sprytnie wplata w masywny sludge nutę psychodelii zarówno za sprawą atmosferycznych sampli, jak i ciekawie przesterowanego basowego Rickenbackera. Koncert na Asymmetry pokazał, że to porządna koncertowa ekipa, zespół autentycznie czerpiący przyjemność z granej muzyki, choć już tak jakby zadowolony z siebie, nie podejmujący prób wejścia do ciężko-gitarowej ekstraklasy.

Mistrzami redefinicji samych siebie są za to Melvins. Dwie, trzy dekady temu rotacje i wakaty na stanowisku basisty można było postrzegać jako problem dla zespołu, teraz widać, że Buzz Osborne i Dale Crover uczynili z tego sposób na nieustanną metamorfozę, przy jednoczesnym zachowaniu charakterystycznego stylu. Najnowsze wcielenie, czyli Melvins Lite z Trevorem Dunnem na kontrabasie, przyniosło ich najlepszą płytę od paru lat i właśnie z Freak Puke usłyszeliśmy na Asymmetry najwięcej, choć nie zabrakło też starszych numerów i nawet medley prawdziwych staroci z „Set Me Straight” na czele. Podstawowy skład Melvins w ostatnich latach – kwartet z muzykami Big Business w składzie – jest może bardziej spektakularny na żywo za sprawą potężnego uderzenia dwóch perkusji i stonerowej motoryki, ale Melvins Lite są niezwykle oryginalni dzięki wykorzystaniu kontrabasu, jego drewnianych dronów i przebiegów, które tworzą wyjątkowy kontekst dla aluminiowej, twardej gitary Buzza, a wyobraźnia i elastyczność Dunna ukazuje styl Melvinsów w nowym świetle.

Ewolucji nie można też odmówić Shining, choć niestety jej ostatni etap rozczarowuje. Po przejściu od avant jazzu przez surrealistyczny prog aż w Blackjazz, zespół Jørgena Munkeby’ego zrobił krok w stronę stadionowego metalu opartego na chwytliwych piosenkach. Nowa płyta One One One, z której większość materiału usłyszeliśmy na koncercie, przywodzi wręcz na myśl nu metalowe koszmary sprzed dekady, a na żywo Shining to niestety inny zespół niż jeszcze dwa, trzy lata temu. Nadal mocno i wyraziście brzmiący, ale epatujący przerysowanym „scenicznym szaleństwem” za cenę precyzji, trochę niechlujny wokalnie i bardziej nastawiony na dyrygowanie tłumem, nawet w starszych utworach. Parę numerów rozpoczętych od partii saksofonu i kower „XXI Century Schizoid Man” na koniec koncertu przypomniały czasy, kiedy Shining byli bardziej zespołem do słuchania niż skakania, jednak niestety cały koncert upłynął pod znakiem wycieczek Norwegów w stronę piosenki łatwej i przyjemnej.

Pierwszego dnia festiwalu, generalnie najmniej kompatybilnego z naszymi preferencjami, najciekawszym punktem programu był węgierski perkusista Balazs Pandi. Rozpiętość stylistyczna składów, w których gra na co dzień jest ogromna – od muzyki noise‘owej, przez metalową, po free-improwizowane projekty. I właśnie istotę tej wielowątkowości muzyk zaprezentował na festiwalu. Jego set trwał nieco ponad 20 minut, ale był szalenie wyczerpujący. Siedząc za perkusją Pandi improwizował do zsamplowanych, puszczonych z laptopa fragmentów nagrań SBB (tak, polskiego SBB) w iście free-jazzowej formie bawiąc się metalowym podejściem do gry na bębnach. Szaleństwo perkusji z noise’owymi dźwiękami było ciężko przyswajalne, ale wymagające i jednocześnie bardzo wciągające. Pandi wystąpił ponownie w sobotę w projekcie Metallic Taste of Blood i ten akurat występ pokazał złe strony angażowania się na frontach wszelakich, czy wręcz bycia muzykiem sesyjnym. Grupa pod dowództwem Colina Edwina, basisty Porcupine Tree, zaprezentowała mdły mariaż prog rocka, dubującego jazzu czy też jazzującego dubu w duchu Billa Laswella, operujący donikąd nieprowadzącymi chwytami muzyki ilustracyjnej. Pandiego spodziewać się można było także w składzie The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble, którzy drugiego dnia wprowadzili moment wyciszenia. Perkusisty jednak na scenie nie było, a zespół, którego mocną stroną są jednak struktury podtrzymujące atmosferę, gdzieś się pogubił w półimprowizowanej formie. Brzmieniowy pejzaż był obiecujący, ale koncert utknął w mieliznach i dłużyznach.

Krótko, konkretnie i do rzeczy zagrał natomiast IconAclass, czyli MC Dälek z didżejem. Dominował materiał stworzony pod tą nazwą, bliższy klasycznej hip-hopowej formule, choć pojawił się jeden stary numer z repertuaru Dälek. To bezpośrednie, męskie, szczere granie, nawet jeśli nie jest to muzyka tak nowatorska jak Dälek onegdaj, to jest na serio przeżyta i zawsze dobrze podana na żywo. Drugi hip-hopowy gość ze Stanów przyjechał z zachodniego wybrzeża. Astronautalis to jednak o pokolenie młodsza perspektywa – taki college rock robiony po Eminemie. Wokalista, z towarzyszeniem gitarzysty i perkusisty, faktycznie emanował energia ze sceny, ale banału piosenek to nie rekompensowało. I energię, i treść mieli natomiast Napszykłat – na scenie konwentowej zagrali materiał już nie pierwszej świeżości, ale potwierdzili, że koncerty to ich żywioł. Rozbudowując utwory, tworząc z nich przestrzenne formy, łącząc rozbujane melodie, bogatą rytmikę i elektroniczne faktury zaostrzyli apetyt na nowy materiał – już teraz słychać, że są o krok dalej niż na ostatnim studyjnym albumie. Polska reprezentacja na Asymmetry w tym roku w ogóle była niezła, w szczególności na konwentowej scenie, ale ponieważ wiele z tych zespołów widzieliśmy już nie raz, to w natłoku innych zajęć udało się dotrzeć tylko na koncerty Woody Alien, którzy potwierdzili swoje olbrzymie ogranie i koncertowy charakter ich muzyki, oraz Semantik Punk, którzy potwierdzili brak ogrania i studyjny charakter ich muzyki.

Dwa zdania należą się też zamykającej festiwal na głównej scenie grupie Von Magnet. Trupa, która na scenę weszła już w nastroju wykonanej gry wstępnej zaprezentowała pretensjonalny i beznadziejnie głupi performans, czy też pseudoindustrialno pseudooperetkę połączoną z tupaniem a la flamenco i dramaturgią rodem z akademii szkolnej. Jak na razie jest to kandydat do kuriozum i żenady roku. Na opowiadanie, co się działo na scenie, naprawdę szkoda słów.

 

Na osobne zapiski zasługuje także Konwent, organizowany przez Fundację Eclectica, współpracującą z Klubem Firlej. To cenna i ciekawa inicjatywa. Zabrakło trochę jego przemyślanego programu – panele zaczynały się zbyt wcześnie, przez co widownia stawiała się licznie dopiero na tych późniejszych, a w przypadku niektórych sesji poziom ogólności był zbyt szeroki. Lepiej budować tematy wokół muzyki, niźli regionalnych zagadnień, wtłoczonych w festiwal chyba wyłącznie z powodu grantów, których przyznanie wymusza określoną tematykę. Efekty dyskusji były zróżnicowane, często zależne od prowadzących je osób. Cieszy wątek festiwalowy, który na łamach naszego periodyku był już poruszany, a także okazja do wymiany poglądów organizatorów europejskich festiwali, którzy w ciekawy sposób zobrazowali niełatwą pracę nad budowaniem marki, regularną współpracą oraz zaangażowaniem przy tworzeniu alternatywnego rynku muzycznego w Europie. To doskonała okazja do dyskusji, wymiany zdań, która wymaga kontynuacji i przy przemyślanej formule, może być istotnym punktem na kulturalnej mapie Polski w kolejnych latach. Jeśli tak się stanie, może to być wydarzenie pobudzające do dyskusji, współpracy z innymi krajami i nawiązywania nowych kooperacji. W pewnym sensie, sam konwent był ciekawszy niż muzyczna odsłona festiwalu Asymmetry 5.0, który znalazł się w punkcie, w którym estetyczne i artystyczne wybory wymagają chyba przemyślenia na nowo, zwłaszcza, że w stosunku do pierwotnych oczekiwań impreza okazałą się pewnym rozczarowaniem, zarówno frekwencyjnym, jak i artystycznym.

[tekst: Piotr Lewandowski, Jakub Knera]

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Melvins Lite [fot. Piotr Lewandowski]
Cult of Luna [fot. Piotr Lewandowski]
Cult of Luna [fot. Piotr Lewandowski]
Cult of Luna [fot. Piotr Lewandowski]
Cult of Luna [fot. Piotr Lewandowski]
Cult of Luna [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Ufomammut [fot. Piotr Lewandowski]
Amenra [fot. Piotr Lewandowski]
Amenra [fot. Piotr Lewandowski]
Amenra [fot. Piotr Lewandowski]
Amenra [fot. Piotr Lewandowski]
Shining [fot. Piotr Lewandowski]
Shining [fot. Piotr Lewandowski]
Shining [fot. Piotr Lewandowski]
Shining [fot. Piotr Lewandowski]
Shining [fot. Piotr Lewandowski]
The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble [fot. Piotr Lewandowski]
The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble [fot. Piotr Lewandowski]
The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble [fot. Piotr Lewandowski]
The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble [fot. Piotr Lewandowski]
Metallic Taste of Blood [fot. Piotr Lewandowski]
Metallic Taste of Blood [fot. Piotr Lewandowski]
Metallic Taste of Blood [fot. Piotr Lewandowski]
Metallic Taste of Blood [fot. Piotr Lewandowski]
IconAclass [fot. Piotr Lewandowski]
IconAclass [fot. Piotr Lewandowski]
IconAclass [fot. Piotr Lewandowski]
IconAclass [fot. Piotr Lewandowski]
Astronautalis [fot. Piotr Lewandowski]
Astronautalis [fot. Piotr Lewandowski]
Astronautalis [fot. Piotr Lewandowski]
Woody Alien [fot. Piotr Lewandowski]
Woody Alien [fot. Piotr Lewandowski]
Woody Alien [fot. Piotr Lewandowski]
Semantik Punk [fot. Piotr Lewandowski]
Semantik Punk [fot. Piotr Lewandowski]
Semantik Punk [fot. Piotr Lewandowski]
Semantik Punk [fot. Piotr Lewandowski]
Von Magnet [fot. Piotr Lewandowski]
Von Magnet [fot. Piotr Lewandowski]
Von Magnet [fot. Piotr Lewandowski]
Von Magnet [fot. Piotr Lewandowski]
Von Magnet [fot. Piotr Lewandowski]