polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
CAMERA Radiate!

CAMERA
Radiate!

Berlińskie trio Camera poznałem rok temu dzięki nagraniu ich wspólnego koncertu z Michaelem Rotherem i Dieterem Moebiusem na „Krautrock Nacht” w klubie HBC (możecie je obejrzeć tutaj), jednak w Berlinie ludzie kojarzą ich głównie za sprawą „guerilla gigs” – partyzanckich występów w różnych miejscach miasta, z których najlepiej dla potomności zachowały się te na stacjach S- i U-bahnu (w tłumie zawsze znajdzie się ktoś, kto takie zdarzenie nagra). W tym roku panowie wydali jednak swój pierwszy album, na którym hipnotyczne jammy ubrali w ramy rozimprowizowanych kompozycji. Zagrali też kolejne koncerty z Rotherem, np. na grudniowym ATP z Rotherem i Aronem Mullenem wykonywali materiał Neu! i Harmonii.

Słuchając Radiate! nie mam wątpliwości, dlaczego Rother zaprosił ich do tego projektu – Camera czują kraut-rocka jakby pamiętali lata 70-te z pierwszej, a nie drugiej ręki, a ponadto wnoszą do niego sporo świeżości. Camera wykorzystują oszczędne instrumentarium (bądź co bądź na początku ich sprzęt musiał był niewielki i mobilny, a teraz taki pozostał) – gitara, syntezator, perkusja składająca się z trzech bębnów i jednego talerza, a perkusista gra na stojąco. Sprawia to, że muszą się skupić na podstawach – hipnotyzmie repetycji, głębi barw, przestrzenności faktur i obrazowości melodii. Wychodzi im to świetnie, nieważne, czy są to melancholijne, mgliste, wolne numery a la Kraftwerk, czy uzależniające petardy w tempie „Hallo Gallo”. Nagrany na setkę album nie tyle sprawia, że czujemy się jak w latach 1970., ale raczej udowadnia, że ówczesna eksplozja kreatywności stworzyła język, który wykorzystany dziś w sposób tak błyskotliwy jak robią to Camera, nadal fascynuje.

[Piotr Lewandowski]