polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
LEE GAMBLE Diversions 1994-1996 / Dutch Tvashar Plumes

LEE GAMBLE
Diversions 1994-1996 / Dutch Tvashar Plumes

W tegorocznym katalogu PAN to właśnie Lee Gamble uplasował się na najwyższym miejscu podium za sprawą dwóch albumów, Diversions 1994-1996 i Dutch Tvashar Plumes. Pierwsze wydawnictwo, swego rodzaju wydłużona epka, to zlepek szczątków utworów, szmerów, muzycznych wycinanek, ulotnych fragmentów, odseparowanych od macierzystych kompozycji. W założeniu materiał ten powstał jako set dj'ski, który Lee Gamble zdekonstruował, przetworzył, wydobywając z archiwów stare taśmy, nagrania jungle, przerabiając je w quasi-ambientowe, efemeryczne i mocno nostalgiczne kompozycje, pełne pogłosów, efektów, zniekształceń czy nawarstwiowionych brzmień. Gamble oryginalne fragmenty wyjmuje z ich właściwego kontekstu, nadając im nową formę i znaczenie, które – jak wskazuje tytuł, odwraca i zmienia ich oddziaływanie. Wycina, łączy, przeplata, analogowy materiał poddając obróbce komputera z oryginalnych utworów wydobywając to co niezauważalne, a obcinając to co wydawało się najistotniejsze. Bawi się ulotnością, schematami, wypluwając ich pozostałości – zmięte, poboczne efekty, wspomnienia, ich skrawki i szczątki.

Ze zlepkami na Diversions 1994-1996, kontrastuje bardziej ustrukturyzowany materiał na Dutch Tvashar Plumes, przetransformowany w bardziej rytmiczne kompozycje, które mimo że dalej mają mocno abstrakcyjny charakter, zarysowują wpływy pulsującego techno. Lee Gamble tworzy tu muzykę quasi-taneczną, zniekształconą, stawiając w większym stopniu na rozmyte impresje gorszej jakości lo-fi, kontrastujące ze studyjnym wypolerowaniem. Wyciąga sample podobnie jak na Diversions 1994-1996, ale tworzy z nich nie zbieraniny szczątków, ale kompozycje bardziej spięte w całość, tworzone współcześnie, ale brzmiące archaicznie, przywołując coś nieaktualnego, przemijającego. Wizualnie efekt ten można porównać do zinów, które tworzone są z kolaży zdjęć, grafik i materiałów sprzed kilku dekad. Dostajemy coś świeżego, ale kiedy patrzymy na nie, są to wciąż materiały sprzed dekad, stare, pobrudzone, zniszczone. Tak samo utwory na Dutch Tvashar Plumes jako zlepki strzępków powracają na nowo, jak wspomnienia, tym razem a bardziej zrytmizowanej formule. Świetna rzecz.

[Jakub Knera]