polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
PHILIPPE PETIT Extraordinary Tales of Lemon Girl Trilogy

PHILIPPE PETIT
Extraordinary Tales of Lemon Girl Trilogy

Philippe Petit, który używa pseudonimu identycznego jak zuchwalec, który w 1974 roku przeszedł na linie z jednej wieży World Trade Center na drugą, stworzył dzieło monumentalne i rozbudowane, które w jego dosyć licznej dyskografii z pewnością się wyróżnia pod względem rozmachu. Czy i pod względem treści? Tutaj można mieć wątpliwości. Dostajemy trzy albumy zróżnicowane pod tym względem, ale przeważa w nich przepych i trochę chaotyczne nagromadzenie kompozycji i użytych środków.

Petit miesza muzyczne wpływy od sampli, elektroakustycznych dźwięków, improwizacji, po brzmienia tworzone na instrumentach stworzonych specjalnie dla niego. Część pierwsza, Oneiric Rings On Grey Velvet jest najbardziej mroczna – opiera się na złowrogim powtarzającym się motywie filmowym, zbudowanym z brzmienia klasycznych instrumentów, inspirowanych twórczością Holsta, Berlioza i Shostakovicha. Rozbudowane instrumentarium muzyk miesza z elektronicznymi samplami, perkusją, wsamplowanymi dźwiękami, dzieląc je na elekstroakustyczną, melancholijną część i drugą, bardziej dramaturgiczną odsłonę, ze zdecydowanie większą liczbą zwrotów akcji. Pięcioutworowa część druga, Fire-Walking To Wonderland w większym stopniu mierzy się z możliwościami brzmień instrumentów klasycznych, czasem wielokrotnie zniekształconych, brzmiących bardziej elektronicznie, metalicznie. Słychać pogłosy preparowanego pianina, niby-zepsutych instrumentów, mikromelodii, dźwięków z pozytywki, zniekształconych taśm lub instrumentów. Ponadto Petit zwinnie manipuluje winylami, skleja ich zepsute brzmienia z syntezatorami oraz nawarstwiającymi się nagraniami terenowymi. Część trzecia, Hitch-hiking Thru Bronze Mirrors brzmi najbardziej klasycznie, w sposób stonowany. Wielorakość instrumentów tworzy z niej spójną i zorganizowaną całość, przerywaną w kilku momentach sonicznymi wybuchami, preparowaniem instrumentów, które nie pozwalają nawet przesłuchać jej całkowicie spokojnie.

Łącznie ta niemal 2,5 godzinna sesja, mimo że wydawana w odstępach czasowych, jawi się jako trochę egocentryczna i pyszna. Petit, który współtworzył opisywane kiedyś na łamach Popup, String of Consiousness, ma w swoim dorobku masę nagrań, ale Extraordinary Tales of Lemon Girl jest tak straszliwie rozwlekłe, zróżnicowane i rozbudowane, że aż zbyt bardzo chaotyczne. Raczej jawi się jako zabawa, sztuka dla sztuki, niż rzeczywiście przemyślany i wyczerpujący materiał.

[Jakub Knera]