polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Deison Quiet Rooms

Deison
Quiet Rooms

O tym, że wybrzmiewanie tego, co nas otacza, może być ciekawym spektrum dźwiękowym, przekonywać nie trzeba. R. Murray Schafer pisał o kontraście między pre-industrialnym „hi-fi”, charakteryzującym obszary niezurbanizowane, wiejskie, mniej narażone na hałas z większą selektywnością dźwięków, a „lo-fi” mającym oddźwięk w społeczeństwie post-industrialnym w którym hałas, kumulujące dźwięki w mieście, ciężkie są do wyróżnienia i wychwycenia. Deison na Quiet Rooms niejako zderza ze sobą te dwa światy – operuje w mieście, ale odcina się od gwaru ulic i wielkometropolitalnego hałasu, wchodząc w ciszę przestrzeni pustki. Jedyne nagranie z otwartej przestrzeni to chwilowy szum ulicy w "Private Exploration". Później przenosimy się do wnętrza na które składają się nagrania terenowe pustych pokojów hotelowych, z czasem zaznaczonymi przerywnikami w formie wybrzmiewających wentylatorów czy domofonu. Na myśl nasuwa się Eno, bo przecież mogłaby to równie dobrze być „music for quiet rooms”. Deison z jednej strony umieszcza na płycie surowe nagrania, a czasem poddaje je drobnej obróbce, przez co brzmią bardziej „muzycznie”. Teoretycznie jako mebel, ale pełne są fascynujących brzmień, drążąc konsekwentnie przestrzenną samotność.

[Jakub Knera]