polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Metz Metz

Metz
Metz

Słuchając debiutu kanadyjskiej formacji Metz można odnieść wrażenie, że cofnęliśmy się tak z co najmniej dwadzieścia lat na zachodnie wybrzeże kiedy w Seattle panował boom na grunge i rzeczy jemu podobne. Bo Metz to album, który charakteryzuje się brzmieniem przypominającym wczesną Nirvanę czy Mudhoney łącząc to z surowością i agresywnością stricte post-hardcorową. Smaczku dodaje jeszcze fakt, że trio z Toronto swój pierwszych album wydało w Sub Pop, a więc grungeowej  Wytwórni – Mekce.  Trwająca niespełna trzydzieści minut płyta to zestaw jedenastu piosenek, zbudowanych na założeniach punkowych 2-3 minutowych kompozycji, opartych głównie na rytmicznej sekcji perkusyjnej (Hayden Menzies dokonuje totalnej rzeźni na swojej perkusji) doprawionej gitarowym noise’em oraz na wokalu, często przechodzącym w pełen agresji krzyk. Wszystko to daje niezwykle piękny, nihilistyczny obraz, który towarzyszy od początku do końca tego albumu.

Choć na swoim debiutanckim krążku Metz nie nagrali niczego nowatorskiego, to ich muzyka jest pewnym, bardzo udanym powrotem do dobrze znanej stylistyki, więc jeśli chcecie poczuć na swojej skórze moc, dobrej, flanelowej koszuli w kratę ta płyta zdecydowanie was zachwyci.

[Mateusz Nowacki]