polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Hjálmar Wywiad

Hjálmar
Wywiad

O muzyce z Islandii nie piszemy w ostatnich latach za często, trochę się tamtejsza charakterystyczna scena wypaliła. O muzyce reggae nie piszemy prawie wcale, bo nie leży ona w centrum naszych zainteresowań. Jeśli jednak pojawia się islandzki zespół grający reggae, to można zrobić wyjątek. Muzyka Hjálmar uderza swoją autentycznością i wyjątkowym stylem. Większość ich tekstów jest w języku islandzkim, czuć także przenikanie kultury i tradycji tej wyspy do ich muzyki. Zespół nagrał dotychczas osiem płyt, w tym jeden na Jamajce. Zapraszamy do lektury wywiadu z Hjálmar.

Na Waszym doskonałym koncercie, który widziałem na festiwalu Pohoda, miałem wrażenie, że nie spodziewaliście się tak entuzjastycznego przyjęcia, zaczęliście dosyć nieśmiało. Słowiańska publiczność była dla Was zagadką?

Mniej więcej, nie spodziewaliśmy się aż tylu osób na koncercie, zazwyczaj nie gramy dla dużej publiczności. Można powiedzieć, że było to ponad nasz standard, stąd stres na początku. Potem, gdy stres minął, już tylko cieszyliśmy się muzyką.

Reggae w Waszym wykonaniu jest specyficzne, bo większość utworów śpiewacie we własnym języku. Czy to manifestacja tego, że jesteście mocno związani ze swoją kulturą?

Tak, na pewno jesteśmy, poza tym Islandia to mały kraj, z niewielką liczbą mieszkańców, więc folk i tradycja przenika do naszej muzyki i występów. Staramy się grać tradycyjne, jamajskie roots, ale oczywiście style mieszają się z tym, co nas inspiruje i interesuje. Jako źródła używamy reggae, ale nie możemy odciąć się od wpływu Islandzkiej kultury.

Mnie zraziło do reggae udawanie przez muzyków Jamajczyków, rastamanów i komercjalizacja tej muzyki, ale mix kulturowy i szczerość Waszej muzyki, a przede wszystkim to, że ostajecie od kanonu komercyjnego roots przyciągnęło mnie na Wasz koncert.

Dzięki!

Czy korzystacie z Islandzkiego folku, mam wrażenie że co najmniej kilka Waszych utworów to bardzo stare pieśni?

To prawda, chyba najbardziej znaną jest "Eg vil fa mer kaerustu", wspólna dla kultury skandynawskiej. Melodia dotarła do nas trochę przez przypadek, kiedyś przed koncertem robiliśmy soundcheck z tą melodią, podszedł do nas pewien człowiek i powiedział że jego żona ma gdzieś bardzo stary oryginalny tekst tej pieśni. Następnego dnia rano przyniósł nam kopię tego tekstu, byliśmy bardzo wzruszeni, od tej pory gramy go w tej formie. Potem nagraliśmy go też dla telewizji trochę bardziej tradycyjnie, z klarnetem.

Wasze płyty brzmią różnie, raz klasycznie, czasem aranżacje są nowocześniejsze, jak nagrywacie muzykę?

Mamy własne studio i całkiem sporo sprzętu, zaczynamy najczęściej od linii melodycznych i nagrywania sprzętu przez mikrofony, potem aranżujemy utwory i dopracowujemy resztę.

Wasz ostatni album brzmi ciekawie i inaczej niż pozostałe, bardziej cyfrowo, skąd pomysł na taką zmianę?

Nagraliśmy jeden album na Jamajce, kilka innych w naszym studio, chcieliśmy zrobić coś innego, przełamać rutynę. Wszystkie płyty nagrywaliśmy w podobny sposób, zawsze chcieliśmy spróbować coś zmienić, rozwinąć się. Po ośmiu latach wspólnego grania poczuliśmy mocą potrzebę zmiany. Na przykład niektóre fragmenty ścieżek perkusyjnych zastąpiliśmy albo wzbogaciliśmy elektroniką, dbaliśmy by brzmiały spójnie. Było to ciekawe doświadczenie, nigdy nie próbowaliśmy tego wcześniej.

Na tej samej płycie znalazł się utwór zdubbowany przez Jimiego Tennora, opowiedzcie jak doszło do współpracy?

Podróżowaliśmy akurat z Finlandii do Rosji, mieliśmy do niego numer, bo nasz gitarzysta z nim współpracował. Wiedzieliśmy też, że mamy jeszcze miejsce na ostatni utwór na płycie, postanowiliśmy poeksperymentować i zadzwoniliśmy do Jimiego. Wytłumaczyliśmy mu jaką muzykę gramy, ale też jakiego rodzaju dub chcieliśmy nagrać. Powstał też plan na nagranie kolejnej płyty, nieco bardziej mrocznej.

Jak Hypnotix, albo African Head Charge?

Dokładnie. (śmiech) Jimi to świetny człowiek, niesamowicie otwarty, znana osobistość muzyczna, od której możemy się wiele dowiedzieć i nauczyć, myślimy że współpraca z nim to dobry kierunek.

Mam nadzieję, że po koncercie na Słowacji zechcecie zagrać w Polsce, żeby przypomnieć słuchaczom skąd pochodzi reggae (śmiech)?

Bardzo chętnie zagramy, jeszcze nie mieliśmy przyjemności…

[Michał Kamienik]