polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ARIEL PINK'S HAUNTED GRAFFITI Mature Themes

ARIEL PINK'S HAUNTED GRAFFITI
Mature Themes

Mature Themes to pierwsza, od czasu Pink’owego skoku na indie mainstream – Before Today z 2010 roku, płyta z Haunted Graffitti. Zapowiadana jako „Ariela przygoda w świecie hi-fi” płyta jest dokładnie… czymś odwrotnym. Jeśli spodziewaliście się, zgodnie z kanonem stabilnego wzrostu zespołów, przestrzennych hymnów, które zabrzmią świetnie na największych scenach letnich festiwali, to będziecie musieli poczekać do co najmniej następnej płyty. Zatrudnienie zwartego obozu utalentowanych sidemanów i przemienienie ich w regularny zespół, a obecnie także w siły kompozytorskie to jedno, a paradowanie na rozdaniu Grammy to drugie. Pink podąża własnymi ścieżkami, być może czasami zbyt krętymi dla jego samego, ale zawsze z dala od instynktów samozachowawczych. I choć raporty ze studia donosiły o ciężkiej pracy pewnych swego rzemieślników, rezultatem jest wciąż stylistyczny rozkrok na granicy szpagatu i pure-nonsensowne teksty lidera.   

I co? I chwała mu za to. Ariel Pink jest Arielem Pinkiem i za to został dostrzeżony przez Animal Collective, którzy stali za pierwszymi oficjalnymi wydaniami jego płyt i za to znienawidziła publika, która wskakiwała na scenę, by przerywać jego wczesne nieporadne koncerty wspomagane taśmą lub przygodnymi grajkami. Do dziś koncerty Haunted Graffiti balansują na granicy wykonu i katastrofy, a Mature Themes to nie koncept-album, tylko surfing od lat 50-tych do 80-tych i z powrotem. Nie znajdziemy tu przeboju na miarę "Round and Round", choć singlowy cover "Baby" braci Emersonów, których biografia jest sama w sobie jest kuriozum na miarę Ariela, stała się nieoficjalnym hymnem mijającego lata. Znajdziemy także minstrelskie wstawki w Pink’owskim love-songu "Only In My Dreams". Chillwave, który przecież niechcący wymyślił, odbija się w "Pink Slime", którego sposób nagrania godny taśmowych początków autora. Miłym zaskoczeniem, nawet jak nas standardy lidera Haunted Graffitti, jest ponad 7-minutowy New-Age’owy "Nostradamus & Me".

Na szczęście żyjemy w pokręconym świecie, w którym tryumfalna reedycja przytrafia się Ram McCartneya, a R. Stevie Moore wyszedł ze swojej piwnicy na sceny festiwali. I dziękować może Pink swej kapryśnej, lecz opatrznościowej muzie, że nie musiał doczekać wieku swego mentora, aby zostać dotrzeżonym. Tak jak my dziękujemy temu pokręconemu światu za Ariela Pinka.

[Paweł Trzciński]