polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

10. Święto Niemego Kina
Kino Iluzjon | Warszawa | 29.11-02.12.12

Kończąc relację z ubiegłorocznej edycji Święta Niemego Kina wyraziliśmy nadzieję na podtrzymanie dobrej passy w dziesiątej odsłonie i powrót do odnowionego Iluzjonu. Plan organizatorów się zrealizował i filmy z muzyką w tle obejrzeliśmy w eleganckiej, komfortowej i pachnącej jeszcze nowością przestrzeni Iluzjonu, a jubileusz zaowocował bogatym programem, rozłożonym na pięć dni i obejmującym aż dwadzieścia jeden, realizowanych w dwóch kinowych salach, projekcji, jak też i szereg wydarzeń towarzyszących. Stali bywalcy ostatnich edycji zostali trochę zaskoczeni – główna sala Iluzjonu wyposażona została w fosę orkiestrową, przez co taperskich zmagań muzyków z kinowych foteli nie było widać. Rozwiązanie z jednej strony zaciera trochę wrażenie odbierania muzyki tworzonej tu i teraz, z drugiej jednak na pewno pozwala na głębsze zanurzenie w filmowej akcji.

Mający otwierać festiwal – muzyką do filmu "Natan Mędrzec" – zespół Kroke ostatecznie nie wystąpił, zatem obcowanie z muzyką na żywo zaczęliśmy od czwartku, kiedy wyemitowane zostały dwa obrazy. Najpierw do radzieckiego "Nowego Babilonu" zagrało młode gitarowe trio Alters. Odczucia pozostawił mieszane – początek był dość obiecujący, sprawnie operujący dynamiką i klimatyczny, ale z upływem czasu zaczęło brakować pomysłów, granie utknęło w powtarzalności i rutynie, raziła też nietrafiona miejscami korespondencja z obrazem. Kończący wieczór kwartet J4zz Puzone stanął przed zadaniem z jednej strony trudnym – amerykańskie "Narodziny narodu" trwały ponad dwie godziny, a z drugiej dość łatwym, bo wartka akcja (obyczajowa historia z wojną secesyjną i początkami Ku Klux Klanu w tle) niemal cały czas dawała kwartetowi pole do popisu. Miks jazzu i kameralistyki na cztery puzony (przez chwilę tylko uzupełnione fletem i instrumentami perkusyjnymi) w wykonaniu bardzo ciekawie operującego brzmieniem, znakomicie zgranego i barwnie dopełniającego ekranowe emocje zespołu zaowocował muzyką samowystarczalną, chwilami wręcz zaskakująco przebojową i chwytliwą. Duże brawa – dla mnie jeden z najbardziej udanych występów całego festiwalu.

Piątek przyniósł już cztery filmy, mocno zróżnicowane stylistycznie, różnorodny również i muzycznie. Brytyjski obraz "Piccadilly", jeden z pierwszych kryminałów z lat 20. ubiegłego wieku (i kiedyś już pokazywany z muzyką Contemporary Noise Quintet) zilustrował Seb Stanny Quartet – lekka mieszanka tradycyjnego jazzu i nieco bardziej wyrafinowanych brzmień sama w sobie nie była w żadnym stopniu nowatorska, nie zaskakiwała, ale jako tło sprawdziła się nieźle. Docenić trzeba płynne przechodzenie z jednych wątków w drugie i bardzo dobrą, precyzyjną spójność z fabułą. Więcej odwagi i sukces byłby większy. Kolejny punkt dnia przyniósł pierwszy występ zagranicznego gościa, jak i premierowy występ solowy. Hiszpański pianista Jordi Sabates zagrał muzykę do kilkunastu miniatur Segundo de Chomona. Krótkie filmy z pierwszej dekady dwudziestego wieku były w znacznej mierze eksperymentami z animacją i pionierskim ujęciem filmowych tricków. Sabates udanie połączył klasykę i jazz, dobrze operując dynamiką, a liryczne i ciepłe partie uzupełniając bardziej nieszablonowymi, przewrotnymi akcentami. Lekkość i gracja z pierwszej części koncertu i dynamiczna, bardziej odważna druga złożyły się na przyjemny w odbiorze występ. Ze szwedzkim obrazem "Erotikon" z 1920 roku zmierzył się duet Klaudiusz Baran / Paweł Gusnar, muzyką na akordeon i saksofon sopranowy dość udanie – z wyczuciem i kompetentną, spójną narracją – ilustrując film, który średnio dawał możliwość wyjścia poza ramy klasycznej interpretacji. Głównie dzięki żywej, barwnej końcowej części występ można jednak zaliczyć do udanych. Piątkowy wieczór zamknęła projekcja radzieckiego filmu "Aelita". Jeden z pierwszych obrazów z gatunku science-fiction wypełniła muzyka przygotowana przez Pustki, teraz występujące w trio, które dało bodaj najgłośniejszy koncert całego festiwalu. Kompozycje mieszały eksperyment, oniryczne quasi-piosenkowe formy i dynamiczne rockowe partie zamykające film. Spójna, precyzyjnie zagrana muzyka, która dobrze uwypukliła ekranowe emocje.

Bogatą w projekcje sobotę – w dwóch salach mieliśmy w sumie aż dziewięć filmów – rozpoczął obraz "Max i trzej muszkieterowie" z muzyką, którą wykonywała Asi Mina (grająca głównie na gitarze akustycznej) której towarzyszyli trębacz i fagocista, a przez chwilę i uczestnicy prowadzonych przez nią jeszcze przed filmem taperskich warsztatów dla najmłodszych. Potencjał był spory, tym bardziej, że sam film – utrzymana w szybkim tempie parodystyczna wersja słynnej powieści – stwarzał możliwość efektownego stworzenia ścieżki dźwiękowej, całość sprawiała jednak wrażenie lekko nierównej i niedopracowanej, choć przyznać trzeba, że obecność dzieci była sporym wyzwaniem. Niemniej brawa za entuzjazm i barwne urozmaicenie pokazu. Kolejne koncerty przyniosły efekt dużo lepszy. Dla Macieja Trifonidisa, który grał do "Znaku Zorro", udział w festiwalu to już niemal tradycja, tym razem pierwszy raz miał okazję wystąpić solo. W większości wyimprowizowana muzyka na gitarę zabrzmiała bardzo naturalnie, dobrze dopełniła obraz, sugestywnie i plastycznie oddając klimat pierwszej ekranizacji przygód Zorro. Dwa kolejne sobotnie seanse upłynęły w klimacie jazzu – najpierw do monumentalnej włoskiej "Cabirii" zagrał kolektyw kierowany przez Wojciecha Hartmana, akustyczny sekstet na klawisze, instrumenty dęte i sekcję rytmiczną bez zarzutu wywiązał się ze swojej roli, do samego końca z pomysłem oddając nastrój filmu. Do duńskiego "Michaela" dynamiczny jazz spod znaku fusion silnie nawiązujący do jazz-rocka zaprezentował kwartet Fusionator. Nic odkrywczego, ale całość pierwszorzędnie, z energią, wyobraźnią i wyczuciem dopełniła obrazu. Do "Gorączki Złota" zagrał na elektrycznym pianinie Christopher Voise. Improwizowany materiał przyniósł muzykę płynącą swobodnie i nie przykuwającą większej uwagi (liczyłem na bardziej nieszablonowe podejście) ale w swojej lekkości nienachalnie dopełniając przezabawny film Charlie Chaplina. Ostatnim obejrzanym w sobotę obrazem był słynny "Upadek Domu Usherów". Do jedynego w tej edycji filmu grozy spodziewałem się dobrego koncertu Pawła Penksy, ale wyszło spore rozczarowanie. Odtwarzane z laptopa soft-metalowe formy, przecinane miejscami quasi-ambientowymi pejzażami, na żywo uzupełnione bodaj tylko klawiszami, raziły pretensjonalnością i efekciarstwem, w dodatku nieadekwatnym, bo często szukającym na ekranie emocji tam, gdzie akurat ich nie było. Nieporozumienie.

Ostatni dzień festiwalu zaczęliśmy od pokazu trzech filmów Germaine Dulac, bodaj najbardziej reprezentatywnymi dla twórczości czołowej przedstawicieli francuskiego impresjonizmu lat dwudziestych ubiegłego wieku. W rolę taperów wcielili się Myslovitz, nieźle sprawdzając się w dalekich od piosenek strukturach, tworząc wciągające, hipnotyczne formy i dobrze budując napięcie. Tylko fragment jednego ze swoich przebojów mogliby sobie darować. Zaraz po nich w małej sali Iluzjonu pokazane zostały filmy Władysława Starewicza z muzyką bliżej nam nieznanego dj Seba Skalskiego. Puszczany z laptopa zestaw anglojęzycznych piosenek, uzupełniany delikatnymi skreczami i różnymi efektami dźwiękowymi, zabrzmiał banalnie, zabrakło emocji, nie mówiąc już o bardziej autorskim udziale w kreowaniu klimatu całości. Znając filmy pierwszego polskiego animatora z mistrzowskiej, pełnej precyzji, błyskotliwości i poczucia humoru interpretacji Pawła Szamburskiego i Patryka Zakrockiego, poczucie porażki staje się jeszcze bardziej wyraźne. Na zakończenie całego festiwalu pokazano odrestaurowany film "Mania". Pracownica fabryki papierosów, jeden z pierwszych obrazów z Polą Negri. Muzykę skomponował Jerzy Maksymiuk, a wykonała ją pod jego kierownictwem Wrocławska Orkiestra Kameralna Leopoldinum. Efektem takiej stylistyki i instrumentarium może być pewna przewidywalność, równość i gładkość, nie sposób jednak nie docenić precyzji wykonania i perfekcyjnego zazębienia z fabułą. Długie owacje były dowodem na to, że zgromadzonej w komplecie publiczności bardzo się podobało.

Pod względem filmowym dziesiąta edycja festiwalu okazała się w pełni satysfakcjonująca, udanie prezentując gatunkową rozpiętość projekcji, nie skupiając się tylko na historiach fabularnych, swym bogatym programem obdzielając zarówno klasykę, jak i przybliżając widzom te mniej znane, nieraz zapomniane pozycje. Fakt, że aż nadto było w czym wybierać, być może miał zasadnicze znaczenie w kontekście frekwencji, która poza kilkoma wyjątkami nie była najwyższa. Mocno mieszane uczucia pozostawiły koncerty – choć sporo było dobrych, równych i dopracowanych występów, nie było w sumie żadnego, który porwałby odwagą podjęcia ryzyka i pójścia pod prąd. Nieźle wypadły projekty jazzowe i łączące tę formułę z klasyką czy kameralistyką, dużo poniżej oczekiwań zaprezentowały się te będące na ich tle awangardowymi. Szkoda tym bardziej, że – patrząc chociażby na warszawską scenę niezależną czy awangardową właśnie – kandydatów, umiejących zaskakiwać i owo ryzyko podejmować, absolutnie nie brakuje. Niemniej, festiwal swój niezaprzeczalny urok i unikatowy (nie tylko w skali stolicy) charakter ma i zdecydowanie warto kibicować mu nadal.

[tekst: Marcin Marchwiński, współpraca Urszula Domańska]

Dziękujemy Kuźni Zdjęć za udostępnienie zdjęć.

[zdjęcia: Kuba Kiljan]

J4zz Puzone [fot. Kuba Kiljan]
J4zz Puzone [fot. Kuba Kiljan]
Alters [fot. Kuba Kiljan]
Seb Stanny Quartet [fot. Kuba Kiljan]
Seb Stanny Quartet [fot. Kuba Kiljan]
Jordi Sabates [fot. Kuba Kiljan]
Jordi Sabates [fot. Kuba Kiljan]
Klaudiusz Baran / Paweł Gusnar [fot. Kuba Kiljan]
Klaudiusz Baran / Paweł Gusnar [fot. Kuba Kiljan]
Pustki [fot. Kuba Kiljan]
Pustki [fot. Kuba Kiljan]
Pustki [fot. Kuba Kiljan]
Asi Mina [fot. Kuba Kiljan]
Asi Mina [fot. Kuba Kiljan]
Asi Mina [fot. Kuba Kiljan]
Asi Mina [fot. Kuba Kiljan]
Wojciech Hartman z orkiestrą [fot. Kuba Kiljan]
Marta Maślanka / Małgorzata Szarlik-Woźniak [fot. Kuba Kiljan]
Marta Maślanka / Małgorzata Szarlik-Woźniak [fot. Kuba Kiljan]
Fusionator [fot. Kuba Kiljan]
Fusionator [fot. Kuba Kiljan]
Barock Quartet [fot. Kuba Kiljan]
Paweł Penksa [fot. Kuba Kiljan]
Karolina Brodniewicz / Musaic [fot. Kuba Kiljan]