polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Avant Art Festival 2012
Wrocław | 02-07.10.12

Tego wieczoru najfajniej zabrzmiał puzon, na którym grał Sebastian Smolyn. Free-jazzowy koncert grupy Peter Brötzmann & Defibrillator rozpoczął muzyczną część 5. Avant Art Festiwalu we Wrocławiu. Defibrillator to bracia Smolyn - grający na elektronice Artur i wspomniany Sebastian na puzonie elektronicznym - oraz jazzowy perkusista Oliver Steidle. Na scenie stanęli razem z niezwykle ważnym dla free-jazzu Peterem Brötzmannem, który na koncercie grał na klarnecie i saksofonie.

Dało się odczuć, że mimo stylistyki wolnej improwizacji, koncert był dokładnie przemyślany i zaplanowany. Całość była objęta wyraźną klamrą, którą charakteryzowała m.in. jednoczesna gra wszystkich muzyków z Brötzmannem grającym na klarnecie. Pozostałe partie Peter Brötzmann wykonywał na saksofonie. Muzyka była jasna i wyrazista z dominacją wysokich tonów.

Był to świetny free-jazzowy koncert, ale pozostałby może jednym z tego typu koncertów, gdyby nie gra Sebastiana Smolyna. To właśnie jego elektroniczny puzon brzmiał najfajniej i dodał smaku występowi. Tego artystę można już było usłyszeć podczas zeszłorocznej edycji AAFu, podczas którego współtworzył muzykę do taneczno-muzycznego projektu In Between. Wtedy na długo w pamięci zapadła jego gra z perkusistą Sheldonem Suterem. Teraz natomiast jego szaleńcze dzwięki, piski, syki i jęki świetnie współbrzmiały raz to ze wszystkimi muzykami grającymi jednocześnie, a innym razem w duecie z elektroniką lub perkusją. Do zapamiętania jest też moment dialogu między puzonem a saksofonem. Taka forma przypominająca klasyczny jazz dała oryginalny efekt w świecie free.

Całość trwała niespełna godzinę i pozostawiła niedosyt. Szkoda tylko, że nieprzygotowana na tego typu występ (jednak trudny w odbiorze), a może po prostu zmęczona publiczność (poza paroma wyjątkami) nie zawalczyła o bisy.

 

Drugi wieczór festiwalu rozpoczęliśmy od koncertu Knuckleduster. Projekt jest wynikiem wspólnych eksperymentów dobrze znanego  Wrocławianom Roberta Lippoka oraz kanadyjskiego artysty Debashisa Sinha - tutaj w roli perkusisty. Kto śledzi poczynania pierwszego z tych panów czy to w ramach To Rococo Rot czy solowych produkcji, będzie miał dobry obraz tego, czego mogliśmy doświadczyć w Imparcie. Lippok może nie zaskakuje, stawia raczej na perfekcję dopieszczanego przez lata brzmienia. Na jego elektronicznie generowanych plamach dźwiękowych przeplatanych pojawiającym się gdzieniegdzie bitem budował swoje perkusyjne mikrostruktury drugi z muzyków. Sinha ma wyraźne sonorystyczne ambicje. W jego grze przejawiało się skupienie nad pojedynczym dźwiękiem, niewiele było tu gęstych struktur, a więcej przestrzeni, w której każde uderzenie mogło odpowiednio wybrzmieć. Hipnotyzujący występ.

Zupełnie inne podejście do materii dźwiękowej mają muzycy wchodzący w skład grającego pół godziny później zespołu Dÿse. W miejsce skupienia - żywioł, zamiast precyzji - entuzjazm. Ich występ przypomniał mi tegoroczne koncerty Astronautalisa i My Own Private Alaska zorganizowane przez ekipę Asymmetry festival. Dÿse mają bardzo podobny kontakt z publicznością, przetykają set dowcipami, w utworach serwują nagłe zwroty. Rzucają żartami muzycznymi, jak ten, gdy perkusista solówkę perkusyjną odegrał ustami symulując uderzanie w bębny. Pomysł goni pomysł, gatunki muzyczne zmieniają się w ramach jednego utworu. Po pierwszym utworze zacząłem uważnie rozglądać się po scenie nie wierząc, że dwóch ludzi obsługujących gitarę, perkusję i dwa mikrofony jest w stanie stworzyć tak gęste brzmienie.

W połowie koncertu do zespołu dołączyło dwóch polskich muzyków - akordeonista Arkadiusz Rejda oraz trębacz Tadeusz Kulas. Z początku wydawało się, że Polacy średnio odnajdują się w estetyce Dÿse. Na szczęście po jakichś trzech utworach udało się lepiej zgrać i od tej pory ich obecność wzbogacała (wcześniej trochę przeszkadzali) to niezwykłe doświadczenie.

 

Wydarzeniem trzeciego dnia był występ Caspar Brötzmann Massaker, który dał ekstremalny i niezwykle intensywny koncert podczas kolejnego dnia Avant Art Festiwalu we Wrocławiu. Muzycy poruszali się pomiędzy rockiem, psychodelią, noisem, a może nawet free-jazzem. Caspar Brötzmann, syn free-jazzowego saksofonisty i lider grupy, gościł już w Polsce na koncertach przed dziesięciu laty, grając wtedy w duecie z perkusistą Michaelem Wertmüllerem. Tym razem przyjechał razem z Eduardo Delgado Lopezem, mającym niemiecko-hiszpańskie pochodzenie i grającym na gitarze basowej, oraz pochodzącym z Egiptu, a mieszkającym w Holandii Dannym Arnoldem Lommenem, który grał na perkusji.

Koncert rozpoczął się od przypominających maszyny industrialnych dzwięków, podczas których na scenę weszli muzycy. Ich muzyka była dzika, niemal pierwotna. Na pierwszy plan wysunięta była perkusja, powolna i mięsista, z piekielnie mocnymi uderzeniami. Jednak to w tle rozgrywało się najważniejsze. Gitara Caspara przechodziła od zgiełku, który był na granicy możliwości psychicznych i fizycznych słuchacza, po długie transowe pasaże. Od hałasu, do pięknych improwizacji.

W ciągu godziny usłyszeliśmy cztery utwory, pozornie proste, ale niezwykle rozbudowane brzmieniowo, będące prawdziwą ucztą dla ucha, czego wyraz dała oklaskująca występ publiczność.

 

Piątek zaczęliśmy od szalonego teatralnego koncertu gwiazdorów z Bonaparte. Ich szoł, rozpisane na czterech muzyków i dwie tancerki robi oszałamiające wrażenie. Podczas gdy my kontemplowaliśmy profesjonalizm wykonawców i docenialiśmy feerię zmieniających się co chwilę strojów, (głównie, choć nie tylko) młodsza część publiczności oddawała się dzikim baunsom w rytm energetycznego dance-rocka.

Późniejszym wieczorem występ Franka Bretschneidera otworzył showcase niemieckiego labelu Raster-Noton. Oprócz Franka wytwórnię reprezentowali Byetone i Kangding Ray. Panowie, występujący w tej kolejności, wypełniali salę eteru coraz bardziej motoryczną muzyką oscylującą gdzieś na peryferiach estetyki glitch i minimalu. Eksperymenty zostały gdzieś z boku, piątkowa noc w Eterze upłynęła raczej pod znakiem tańca i tłustych bitów zalewających przestrzeń. Pozostajemy w nadziei, że w przyszłości organizatorzy festiwalu dalej będą rozpieszczać klubową publiczność.

 

Piąty dzień festiwalu to DAF, czyli  Deutsch-Amerikanische Freundschaft. Kulminacyjny moment tegorocznego Avant Artu. Gabi Delgado-López i Robert Görl dali nam usłyszeć 20 utworów (z czego aż trzy zagrane były na bis!):

1. Verschwende Deine Jugend; 2. Ich Und Die Wirklichkeit; 3. Der Mussolini; 4. Ich Will; 5. Muskel; 6. Die Lippe; 7. Mein Herz Macht Bum; 8. Mach Doch Was Du Willst; 9. Rote Lippen; 10. Liebeszimmer; 11. Du Bist Daf; 12. Sato Sato; 13. Alle Gegen Alle; 14. Nachtarbeit; 15. Der Sheriff; 16. Die Lüge; 17. Als Wär's Das Letzte Mal; 18. Der Räuber und der Prinz; 19. Alles Ist Gut; 20. Kebabträume.

Występ zapowiedział twórca festiwalu, Kostas Georgakopulos, a gdy tylko padły pierwsze dźwięki, publiczność wstała. Było to niczym hołd oddany muzyce. Publika wiedziała, po co szła na ten koncert, ale otrzymała więcej niż się spodziewała. Delgado utrzymywał ze słuchaczami świetny kontakt. Niezwykły był moment, gdy przy utworze "Sato Sato" publiczność zaczęła śpiewać jeszcze przed muzykiem. Dla Delgado szczególnie ważne było to, o czym śpiewa. Kilkukrotnie dopytywał się, czy jest rozumiany ("Verstehen Sie was ich singe?") i zawsze otrzymywał odpowiedź twierdzącą. DAF był niewiarygodny. To jest naprawdę ikona, a dwójka tych muzyków to prorocy. Nie mam słów. (BS)

 

W ostatni dzień zobaczyliśmy występujących w Imparcie Denseland. Trio składające się z Hannesa Strobla na basie, Hanno Leichtmanna na perkusji i laptopie oraz legendarnego Davida Mossa na wokalu. Muzycy tworzą na żywo przedziwne misterium - na podstawie wytwarzanych przez sekcję struktur poprzetykanych samplami wszelkiego pochodzenia Moss buduje swoje tajemnicze narracje. Bywa nawiedzonym kaznodzieją powtarzającym wersy, by za chwilę pozbawić wypowiedź sensu przechodząc płynnie w cichy bełkot; innym razem wyrzuca słowa dokładnie w rytm wystukiwany przez perkusistę, by przejść w krótką wokalizę, meloretytację, chrobot lub coś jeszcze innego. Denseland mają w zanadrzu worek pełen cudów, którymi hojnie obdarzyli publiczność. Wspaniały koncert.

Na zamknięcie festiwalu organizatorzy zaprosili jednego z bogów elektroniki - Moritza von Oswalda i jego supetrio z Maxem Loderbaerem na syntezatorach i Vladislavem Delayem na perkusji i przeszkadzajkach. Von Oswald poza wszystkimi innymi talentami jest ekspertem od basów, czemu wyraz dawał już w Tresorowych produkcjach wydawanych jako Maurizio, czy znów w minimal-dubowych kompozycjach Rhythm and Sound. Dźwięk w Imparcie miał wymiar bardzo fizyczny, muzykę odbieraliśmy całym ciałem, bit wgniatał w fotel, bas penetrował trzewia. Loderbauer koił analogowymi plamami, a Delay kontrapunktował selektywnymi dźwiękami wybrzmiewającymi z niesamowitą intensywnością (dubowa recepta!). Supergupa von Oswalda to pierwszy szereg twórców techno XXI wieku. Avant Art trzyma rękę na pulsie - oby tak dalej!

 

[tekst: Bartosz Sokołowski, Mikołaj Pasiński]

[zdjęcia: Mikołaj Pasiński, Joanna Stoga]

Peter Brötzmann & Defibrillator
  [fot. Mikołaj Pasiński]
Peter Brötzmann & Defibrillator [fot. Mikołaj Pasiński]
Peter Brötzmann & Defibrillator [fot. Mikołaj Pasiński]
Peter Brötzmann & Defibrillator [fot. Mikołaj Pasiński]
Peter Brötzmann & Defibrillator [fot. Mikołaj Pasiński]
Peter Brötzmann & Defibrillator [fot. Mikołaj Pasiński]
Knuckleduster [fot. Mikołaj Pasiński]
Knuckleduster [fot. Mikołaj Pasiński]
Knuckleduster [fot. Mikołaj Pasiński]
Knuckleduster [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Dÿse [fot. Mikołaj Pasiński]
Caspar Brötzmann Massaker [fot. Mikołaj Pasiński]
Caspar Brötzmann Massaker [fot. Mikołaj Pasiński]
Caspar Brötzmann Massaker [fot. Mikołaj Pasiński]
Caspar Brötzmann Massaker [fot. Mikołaj Pasiński]
Caspar Brötzmann Massaker [fot. Mikołaj Pasiński]
Bonaparte [fot. Mikołaj Pasiński]
Bonaparte [fot. Mikołaj Pasiński]
Bonaparte [fot. Mikołaj Pasiński]
Bonaparte [fot. Mikołaj Pasiński]
Bonaparte [fot. Mikołaj Pasiński]
Frank Bretschneider [fot. Mikołaj Pasiński]
Byetone [fot. Mikołaj Pasiński]
Byetone [fot. Mikołaj Pasiński]
Kangding Ray [fot. Mikołaj Pasiński]
Kangding Ray [fot. Mikołaj Pasiński]
DAF [fot. Joanna Stoga]
DAF [fot. Joanna Stoga]
DAF [fot. Joanna Stoga]
DAF [fot. Joanna Stoga]
DAF [fot. Joanna Stoga]
Denseland [fot. Mikołaj Pasiński]
Denseland [fot. Mikołaj Pasiński]
Denseland [fot. Mikołaj Pasiński]
Moritz von Oswald Trio [fot. Mikołaj Pasiński]
Moritz von Oswald Trio [fot. Mikołaj Pasiński]
Moritz von Oswald Trio [fot. Mikołaj Pasiński]
Moritz von Oswald Trio [fot. Mikołaj Pasiński]