polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
BLACK RAIN Stuart Argabright - wywiad

BLACK RAIN
Stuart Argabright - wywiad

Stuart Argabright to człowiek orkiestra. Mimo że jeszcze kilka miesięcy temu znany był głównie za sprawą twórczości legendarnego Ike Yard czy dzięki soundtrackowi do Johnny’ego Mnemonica, to teraz przeżywa coś na kształt renesansu swojej artystycznej działalności. Jego cyber-punkowe wspomnienia, opublikowane za pośrednictwem oficyny Blackest Ever Black stały się trampoliną dla innych, niezwykle ciekawych projektów i pomysłów. O ich wszystkich opowiedział nam na kilka tygodni przed swoim występem na festiwalu Unsound.

Sean Canty i Miles Whittaker z Demdike Stare powiedzieli kiedyś, że trzeba pogrzebać w przeszłości, żeby zacząć myśleć o przyszłości. Już od wielu lat poszukują nagrań, które nie trafiły w swój czas. Myślisz, że podobnie było z Twoim projektem Black Rain? Właśnie teraz nadszedł właściwy moment chwały czy traktujesz to raczej jako przypomnienie swojego dorobku?

Bardzo możliwe. Ja również poszukuję różnych dźwięków i towarzyszących im idei i staram się dać im trochę czasu i przestrzeni, żeby znowu mogły przebywać wśród ludzi. Żałuję, że częściej ten fakt nie dotyczy filmów, bo niezwykle trudno docenić ich prawdziwą wartość, gdy upływający czas powoduje, że są one praktycznie nie do dostania. Filmy nakręcone i niedocenione przed 1995 tak naprawdę zostały bezpowrotnie utracone. Ale uważam, że ten okres był niezwykle szczęśliwy dla artystów i publiczności obracających się w nurcie cyberpunku.

Niezwykłe było to, że Johnny Mnemonic trafił w swój czas i do dziś uważany jest za film legendarny. Gdyby nie to, może moja muzyka - ze względu na ten film, który nigdy nie doczekałby się chwały również przepadłaby bez echa? Ale myślę, że moje ostatnie wydawnictwo dla Blackest Ever Black należy traktować z obu wymienionych przez Ciebie perspektyw.

A jak w ogóle narodził się ten pomysł? Kiran Sande (właściciel Blackest Ever Black) po prostu do Ciebie napisał? Znałeś jakiś wcześniejszy dorobek tej wytwórni czy było to dla Ciebie totalną niespodzianką?

Spotkałem się z chłopakami z Raime,  chyba pod koniec roku 2011 w Londynie i dyskutowaliśmy na temat remixu jednego z utworów Ike Yard jaki chcieli zrobić, jako część większego pomysłu reedycji albumu wydanego dla Factory. To był pierwszy raz, choć wprost na temat reaktywacji Black Rain nie rozmawialiśmy.

Ale później poszło już z górki, bo przesłałem im video z fragmentami Johnny Mnemonica i utworem „Lo Tek” w tle. W tym samym czasie w sieci pojawiły się fragmenty Neuromancera i Blackest Ever Black odezwało się po raz drugi. To był trochę przypadek, ale myślę, że pasujemy do siebie idealnie.

Co czułeś, wybierając muzykę na „Now I'm Just A Number: Soundtracks 1994-95”? Materiał na ile płyt skrywają Twoje kasety magnetofonowe?

Czułem jakbym ponownie wchodził w tamte buty, zresztą – bardzo wygodne.

Ogólnie myślę, że dzięki temu, że brytyjska produkcja słynie ze swojej dbałości o szczegóły to po dziś dzień mam wiele ostrych i czystych taśm z tamtego okresu, ale szczerze mówiąc to tylko dwa etapy mojej działalności jako Black Rain byłyby warte pokazania publiczności. Są to lata 1989-1993 i 1994-1998.

Myślałeś o tym by wystartować z własną wytwórnią promującą muzykę ze swoich archiwów?

W 2009 roku wystartowałem z oficyną REC, ale w ostatnim czasie jej aktywność mocno wygasła. Oficyna wypuściła dwa utwory mojego projektu Dominatrix, powstała również reedycja EPki „The Voodooists” (choć tylko w formie cyfrowej) i krążek Vandal Tribes w 2010.

W tym momencie wiele wydawnictw czeka na wydanie, w różnych wytwórniach, także nie mam zbyt wiele czasu, żeby zająć się działalnością REC, ale bez wątpienia kiedyś do tego wrócę.

Oczywiste jest również dla mnie to, że po albumie „Now I'm Just A Number: Soundtracks 1994-95”  muszę na nowo rozpocząć historię Black Rain - nagrać nowy materiał, zastanowić się nad wszystkimi pomysłami na występy live, zaplanować trasę koncertową czy w końcu, nagrać materiał na następny krążek. Black Rain powraca do życia.

Wszystko fantastycznie, tylko czy razem z Shinem jesteście w ogóle w stanie powtórzyć tamto brzmienie? Czyt Black Rain nie jest uzależnione od starych, oldschoolowych automatów perkusyjnych?

Jeżeli cokolwiek ma w sobie choć trochę życia i jest jednocześnie trwałe i odtwarzalne, musisz to dostosować i wykrzesać z tego tę iskrę, która towarzyszyła Tobie i temu czemuś podczas tworzenia. W tym wypadku chyba nie będzie dla Ciebie dziwne, gdy powiem, że wciąż ten projekt czuję i mam wiele pomysłów, które tylko czekają na realizację. Poprzedniej nocy, razem ze swoim inżynierem dźwięku – Paulem Geluso, słuchałem jednej z taśm z 1995 roku, które dzięki technice udało mu się przetransferować do oprogramowania ProTools. To będzie baza dla naszych przyszłych działań.

Wiesz, musiałbym zapytać Shina, ale wydaję mi się, że on wciąż ma nasz koncertowy automat perkusyjny (śmiech).

Szczerze Ci powiem, że największym naszym problemem nie będzie sprzęt czy forma, ale to, że większość materiału na Soundtracks czy nawet sam Neuromancer były rejestrowane na taśmach, a my później mixowaliśmy to na żywo, dodając do tego różne instrumenty, najczęściej w domu Shina. I właśnie to brzmienie może być trudne do odtworzenia.

Nową działalność dla Black Rain otworzył Twój wspólny projekt z Kotrą. Gdzie się spotkaliście? Czy punktem wspólnym, który doprowadził do współpracy była industrialna przeszłość Waszej muzyki? Czy może raczej wspólne oczekiwania dla jej dalszych losów? Szukam odpowiedniej recepty bo znam Twoje zamiłowanie do rytmu, czego o Kotrze powiedzieć raczej nie można.

To była idea Mata (Mat Schulz – dyrektor artystyczny Unsound) żeby zestawić nas razem. Przesłuchałem parę nagrań jego muzyki i postanowiłem, z czystej ciekawości spróbować. Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się w moim mieszkaniu, żeby odbyć pierwsze próby, już po kilku chwilach spojrzeliśmy na siebie i uśmiechaliśmy się, bo już wtedy wiedzieliśmy, że to się uda. Nasze muzyczne partnerstwo to prawdziwa praca u podstaw, to fakt. Już w październiku, w Krakowie – spróbujemy pociągnąć to dalej.

Co ciekawe, premiera tego projektu podczas nowojorskiej edycji festiwalu Unsound była moim pierwszym występem live jako Black Rain od 1996 roku!

Teraz będziesz miał okazję występować live nie tylko przy okazji projektu Black Rain. Słyszałem, że dzięki Twojej inicjatywie - Death Comet Crew wraca do życia. Dla mnie brzmi to niesamowicie, bo do dzisiaj numer „America” uważam za kultowy dla środowiska hip-hopowego. Tylu szalonych beatów w jednym utworze nie słyszałem do dziś. Szykujesz kontynuacje myśli z „This is Riphop” czy to będzie kompletnie nowa rzecz?

Tak naprawdę to działalność Death Comet Crew wznowiona została niemal 6 lat temu, przy okazji reedycji krążka o którym wspomniałeś, kiedy to zagraliśmy kilka koncertów w Europie i Japonii. Ale teraz zaczynamy całkowicie nowy rozdział. Na początek już wkrótce wydamy nową EPkę nakładem niezależnej, londyńskiej wytwórni, choć w obwodzie mamy tyle zarejestrowanego materiału, że wystarczy na cały długogrający krążek.

Przy pracy nad tym albumem pomagali nam gościnnie gitarzyści – Naomi & Honeychild.

Wspominaliśmy wcześniej o soundtracku do Johnny Mnemonica. Czy myślisz sobie czasem, siedząc na kanapie czy w kinie „cholera, zrobiłbym lepszą muzykę do tego filmu”?

Chciałbym więcej pracować z muzyką filmową i być w obiegu artystów pracujących przy kinematografii, ale nie wiedzieć czemu, tak się nie dzieje (śmiech). Mam kilka swoich typów – „Atlas Chmur” byłby dla mnie idealny. Nie pogardziłbym również pracą nad muzyką do „High Rise” na podstawie powieści Ballarda czy drugą częścią „Incepcji”. Mógłbym jeszcze dorzucić zapowiadaną ekranizację komiksów z serii „Inhumans”. Jak widzisz swoje przemyślenia na ten temat mam (śmiech).

Czy wciąż jesteś zainteresowany wątkiem cyber-punku w filmie? Czy istnieje w ogóle coś współczesnego w tej tematyce godne polecenia?

To musiałoby być naprawdę coś specjalnego, ale jak coś wpadnie mi w oko to dam Ci znać.

A co z Twoimi filmami, które w latach osiemdziesiątych robiłeś z Shinem Shimokawą? Może to dobry czas, żeby wgryźć się w ten wątek z własnymi produkcjami?

Hip Tech High Lit z 1987 było filmem, który zrobiliśmy za pomocą 17 milimetrowej kamery i miał on swoją premierę podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu Unsound. Poza tym mamy bardzo dużo materiału, stanowiącego kilkuminutowe inspiracje różnymi pokręconymi eksperymentami ze sprzętem, ale na dzisiejsze czasy to już w sumie nic szczególnego. Z filmem eksperymentowaliśmy z wieloma artystami takimi jak Bruce Sterling , Sean Young czy Judy Nylon.

Współpracujesz naprawdę z masą różnych artystów. Opowiedz mi o utworze Nau Sau Ser Bil Uma Rah Rab, który nagrałeś razem z muzykami z Mirror Mirror. Po raz kolejny była to inicjatywa wytwórni? Tym razem modnej RVNG Intl.?

Tak, to była idea wytwórni, żeby nas połączyć. Zrobiliśmy krótką sesję nagraniową w ich studio i natychmiast zaskoczyło. Ten krótki czas był bardzo inspirujący, to niesamowite, że możesz tak dogadać się z ludźmi, z którymi widujesz się pierwszy raz. Na początku miałem odpowiadać za perkusję, ale skończyło się na tym, że zaprogramowałem również brzmienie syntezatorów.

Moja muzyczna działalność przeżywa coś na kształt renesansu i uważam to za coś niesamowitego.

[Marcin Gładysiewicz]