polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Przybielski Mazurkiewicz Osicki Tren żałobny

Przybielski Mazurkiewicz Osicki
Tren żałobny

W znacznym stopniu dopiero śmierć Andrzeja Przybielskiego sprawiła, że ukazują się, i to na przestrzeni ledwie kilku miesięcy, trzy sygnowane jego nazwiskiem albumy: do De Profundis (nagranej z braćmi Olesiami), Sesji Open (z muzykami z jego autorskiej Asocjacji) dołączył wydany w Multikulti Tren Żałobny, w którym trębaczowi towarzyszą Jacek Mazurkiewicz i Paweł Model Osicki. Tytuł nadał sam Przybielski, o czym możemy dowiedzieć się z intro – wiadomości pozostawionej na sekretarce telefonu. Nagrania z 2008 i 2009 roku zrealizowano zarówno w studio, jak i podczas koncertów.

W porównaniu do swoich poprzedniczek, płycie tej stosunkowo najdalej do jazzowej tradycji, daleko jej też do klasycznej formuły tria na trąbkę i sekcję rytmiczną; to dojrzałe, odważne, bliskie estetyce free, przedstawienie wielu bogatych treści emocjonalnych w intrygująco budowanej przez wszystkich muzyków aurze. I choć muzyka ulega przeobrażeniom, bolesny wręcz liryzm i nastrój posępnej melancholii towarzyszą do końca. Rezultat taki to nie tylko zasługa dość oszczędnie budującego swoje improwizacje Przybielskiego, ale i dwójki młodszych partnerów, którym pozostawia się tu wiele miejsca i swobody. Chropowata trąbka nie wypełnia całej przestrzeni (czasem ma się wrażenie, że dobiega gdzieś z dalszego planu), a kontrabas Mazurkiewicza, często przepuszczany przez efekty i z nakładanymi na siebie liniami, wraz z gęstymi, połamanymi rytmami perkusji nierzadko wybija się na czoło, nadając całości frapującego kolorytu i podkreślając ten osobliwy liryzm. Zwracają uwagę obydwie części utworu tytułowego, mające w sobie coś z szamańskiego misterium, zwłaszcza druga, w której trąbka i donośny głos Przybielskiego ścierają się z niepokojąco szumiącym kontrabasem i kipiącą perkusją. Warto wyróżnić też ekstatyczne De Profundis oraz podane w trzech odsłonach Rotacje II – w ostatniej z nich słychać znany skądinąd temat Guru.

Tren Żałobny nie jest płytą łatwą w odbiorze, ale poprzez swój intymny klimat głęboko zapada w pamięć. Sądzę, że wydany przed śmiercią Przybielskiego, a tym samym pozbawiony tego tragicznego kontekstu, też z pewnością by się obronił. I w tym tkwi jego niezaprzeczalna siła.

[Marcin Marchwiński]