polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
P.I.L. THIS IS P.I.L.

P.I.L.
THIS IS P.I.L.

Rok 2012 obfituje w nieoczekiwane i dziwne powroty starych mistrzów i różnego autoramentu pionierów, również płytowe. Dla wielu powrót Public Image Limited jest pewnie szczytowym momentem tej nawałnicy.

John Lydon wracał już wiele razy, czasem dla kasy, czasem dla przyjemności. Nowa płyta według mnie jest zrobiona właśnie dla przyjemności i, jednak, idei. Trudno oczywiście sobie nawet próbować wyobrażać, co John miał tak naprawdę na myśli, ale wydaje się, że zdał sobie wyraźnie sprawę, że jednak jest i pozostaje autorytetem dla całkiem sporej grupy świadomych słuchaczy i postanowił, być może, tego zaufania nie zawieść. 

Występ na zeszłorocznym Off Festivalu, który miałem szczęście w całości zobaczyć, był dla mnie bardzo wyraźnym znakiem ponownego przejścia na pozycje walczące. John się wkurzył i nie wyczuwam tutaj ani trochę wkurzenia pod publikę. Ma coś do powiedzenia. Oczywiście mniej lub więcej to samo mówi od początku swojej niesławnej kariery, że system, cokolwiek to słowo może oznaczać jest ZŁY. I tak się niezabawnie składa, że przypominanie o tym fakcie jest coraz ważniejsze, mimo zmieniających się rządów, czasów, technologii, rozrywek, używek, świat nie staje się ani trochę lepszy, a na pewno coraz bardziej skomplikowany. Ilość generalnego pomieszania rośnie coraz szybciej. Nowa płyta PILa to takie być może drobne, około popkulturowe ale istotne przypomnienie o tym, że warto marzyć o lepszym świecie mimo wszystko, co odważniejsi mogą nawet o ten lepszy świat zawalczyć, chociażby słowem i muzyką, nie od razu mołotokoktajlem.

Wystarczy tylko kilka słów z tekstów wyłapać, żeby wiedzieć, że Lydonowi „o coś chodzi“, że nigdy nie będzie się kumplował z politykami i że systemowi napluje tyle razy w twarz, ile będzie trzeba. Że wiele spraw w życiu społecznym idzie w coraz gorszą stronę, edukacja zawsze była słaba i ciągle upada, korupcja, nieszczerość, miałkość i parę innych oczywistych spraw. Daje przytyczka w nos nawet futbolowi, co w ustach Anglika nabiera szczególnego znaczenia. Nie brakuje tutaj także poezji i zabawy ze słowem. Im bardziej idzie w tą stronę, tym bardziej staje, się, hm, metafizyczny, nie egzystencjalny.

A muzyka? To być może najbardziej eklektyczna płyta Lydona w ogóle. Przegląd przez wszystkie wcześniejsze płyty P.I.L., może brakuje trochę metalboxowych lub flowerofromanceowych odjazdów, bo to były kamienie milowe, ale dziadkom pozwala się porzucić eksperymenty. Za to bas jest cały czas wyrazisty, momentami dubowy, szkoda, że nie gra tutaj Jah Wobble, bo niektóre partie wniósłby na wybitność, ale i tak jest dobrze i mnie osobiście bas na tej płycie kręci najbardziej ze wszystkich instrumentów. A najbardziej kręci wokal Lydona, który interpretacyjnie wspina się na swoje własne wyżyny, nie musi śpiewać, wystarczy że spuści ze smyczy swoją charyzmę i już niczego więcej nie trzeba. Gitara tnie jak powinna, ale potrafi rozlać się w ocean. Perkusja czasem tylko precyzyjnie, ale nie bez luzu mierzy takty, lecz są także chwile gdzie wypływa i żyje własnym post-etnicznym życiem.

Każdy kawałek jest inny, odmiennie produkcyjnie opracowany, są momenty tradycyjne (Fool), są momenty taneczne, jak np. w hitowym One Drop lub w Lollipop Opera (dubstepowe i Gorillazowate wtręty!), są quasi-rockowe fragmenty żywcem wyjęte chociażby z Album i inne klasyczne pile, np. Terra-Gate albo It Said That, gdzie omalże aktorska kreacja wokalisty jest naprawdę wstrząsająco… piękna.

Chciałoby się to wszystko podsumować, że P.I.L nagrał po prostu dobrą płytę, ale myślę, że to nie jest aż tak łatwe, bez kontrowersji się niczego nie burzy. Bo może nagrał jedną z najważniejszych swoich płyt, samym faktem powstania odważną, a może to jest zupełna porażka, ponieważ naruszył swoją legendę, a to nie było nikomu potrzebne. Ale do odważnych świat a szczególnie showbusiness należy, więc ten krok jest bardzo znaczący. Gdyby tylko jeszcze jakaś sensowna okładka temu towarzyszyła, ale może tak właśnie miało to wszystko wyglądać, żeby działało? Żeby się zastanawiać, o co kurde chodzi? Wynik jest jeden - Lydon jest kimś, kogo finalnie osądzi historia i nie inaczej będzie z tą płytą. I pamiętajcie - system to ZŁO. Zawsze.

[Wojciech Kucharczyk]