polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
FIONA APPLE The Idler Wheel Is Wiser Than The Driver Of The Screw And Whipping Cords Will Serve You More Than Ropes Will Ever Do

FIONA APPLE
The Idler Wheel Is Wiser Than The Driver Of The Screw And Whipping Cords Will Serve You More Than Ropes Will Ever Do

W przypadku Fiony Apple najlepiej przyjąć, że każda ukazująca się płyta jest ostatnią i pojawienie się nowej traktować jako niespodziankę. Fiona jest artystką o tak oryginalnej ekspresji i już charakterystycznym zmyśle kompozycyjnym i melodycznym, że po sześcio- (poprzednio), a teraz siedmioletniej ciszy jej nowa muzyka po prostu cieszy – i to bardzo. Zwłaszcza, że The Idler Wheel… to porządny zestaw piosenek o niepodrabialnej neurotyczności, ironii i słodko-gorzkim smaku. To też najbardziej dotychczas surowa brzmieniowa płyta Fiony – głos, fortepian, bas, perkusjonalia i drobne dodatki, o których za chwilę. Nie wiem, czy to konsekwencja aranżacyjnych i produkcyjnych przepychanek, jakie towarzyszyły poprzedniej płycie, ale wpuszczenie powietrza i podkreślenie rytmu wychodzi muzyce Fiony na dobre – ostatecznie już „Fast As You Can” można było pokochać z sam głos i perkusję. Inna sprawa, że gdy u Jimmy’ego Fallona zagrała „Anything We Want” z akompaniamentem The Roots, pojawiła się w tej piosence nowa jakość. Dlatego też tak cenne są tu frenetyczne perkusjonalia w „Daredevil”, hałasy w „Jonatan”, dziecięce wrzaski w „Werewolf”, bas arco w „Valentine”, czy darcie papierzysk w roli rytmicznego elementu „Periphery”, które przełamują pop-fortepianową formułę. Podobnie jak bliższe Eryce Badu czy Janelle Monae zamknięcie płyty w postaci „Hot Knife”.

Paradoksalnie, nagrywając tak rzadko, znikając na lata i funkcjonując trochę poza szołbiznesem, Fiona może powracać z kolejnymi, lekko zmodyfikowanymi wersjami siebie samej, tej szarpiącej się z życiem, nadwrażliwej, wiecznej nastolatki. Nawet na pewne powtórzenia można przymknąć oko (tutaj: „Valentine” z „Please Please Please”, „Anything We Want” z „Oh Well”). Z drugiej strony, istnieje pokusa, by te jej niespodziewane powroty odebrać zbyt euforycznie, co mi samemu przytrafiło się przy Extraordinary Machine – z perspektywy widać, że ostateczne aranżacje na tamtej płycie bywały płytkie i efekciarskie. Surowszy, oszczędniejszy The Idler Wheel… wytrzyma upływ czasu chyba lepiej, bo Fionę stawia w centrum uwagi. A w sferze spekulacji pozostaje, co by się wydarzyło, gdyby Fiona spotkała swojego Van Dyke Parksa albo sięgnęła po dźwięki „niemuzyczne” z odwagą Hanne Hukkelberg. Dziś musi nam wystarczyć jej głos i fortepian.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Fiona Apple w popupmusic