polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Flow Festival 2012
Helsinki | 10-12.08.12

Flow Festival w Helsinkach to impreza, która dużą skalę (w sobotę i niedzielę festiwal odwiedziło niemal 20 tysięcy osób dziennie) łączy z muzycznymi ambicjami, wyrażonymi zarówno nietuzinkowym doborem headlinerów, ciekawym programem scen w namiotach, jak i koncertami w zakamarkach wyjątkowej przestrzeni dawnej elektrowni Suvilahti. Różnorodności miejsc wykonywania muzyki – od dużej sceny otwartej, przez dwa namioty, zaprojektowaną specjalnie na tę edycję scenę Wastelands, dwie sale w budynkach i kilka mniejszych scen z muzyką lokalnych zespołów lub didżejami – towarzyszyła różnorodność programu, który jednak uporządkowano w kilka sekcji, zdefiniowanych mniej lub bardziej wprost. Explicite wyróżniono blok z muzyką eksperymentalną pod hasłem „The Other Sound”, grupę wykonawców afrykańskich i tureckich, natomiast bardziej domyślne były idee programowe poszczególnych dni na dużych scenach. Najważniejszą było niedzielne spotkanie z trzema wyjątkowymi wokalistkami. Najpierw Feist, jak się okazało, na pierwszym koncercie w Finlandii, z dwójką czujnych multiinstrumentalistów i perkusistą, trzema chórzystkami i kapitalnym setem, łączącym nowe utwory z przearanżowanymi kompletnie starszymi hitami (choć „1,2,3,4” nie było). Bardziej refleksyjny materiał z Metals pasuje raczej do kameralnych sal niż na otwarte sceny, ale zagrany dwuznacznie, z melodyczną lekkością i lekko eksperymentalnym sznytem, wypadł doskonale. Starsze numery były gruntownie zmienione, „My Moon My Man” i „There’s a Limit to Your Love” wręcz nabrały nowego oblicza. Feist śpiewała fantastycznie, kapitalnie też rozgrywała się jej interakcja z chórzystkami. Wyśmienity koncert zaburzał jedynie niepotrzebnie przesadzony sub-bas, zresztą natrętny na głównej scenie przez cały weekend.

Największą gwiazdą festiwalu była występująca chwilę później Björk, w wokalno-elektronicznym programie opartym o Biophilię. Wraz z żeńskim chórem, perkusistą i muzykiem obsługującym elektronikę oraz laptop, Björk wprowadziła na festiwal rzadko spotykaną ciszę, w której ta spokojna, choć dynamiczna muzyka mogła zaistnieć. Ponieważ koncert zaczął się o zmierzchu, przemyślany spektakl nie zrobił wielkiego wrażenia wizualnego, ostała się muzyka. Dobrze, że nawet na festiwalach Björk nie rezygnuje z biophiliowego konceptu, oszczędnie dozując starsze przeboje, a słuchanie jej na żywo jest przeżyciem. Jednak szkoda, że w zespole było tylko dwóch instrumentalistów – zwłaszcza po płycie tak szeroko wykorzystującej instrumenty akustyczne, odegranie ich z laptopa w przypadku artystki takiego kalibru jak Björk jednak rozczarowuje. Jest też pewna niespójność w tym, że choć Biophilia niby jest dziełem napędzanym współczesną technologią (płyta jest przecież dostępna też w formie dziesięciu aplikacji odpowiadających utworom, część instrumentów to cyfrowe realizacje pomysłów Björk na instrumenty), Björk z przesadną moim zdaniem powagą wyklucza naturalne już dla ludzi wykorzystanie tych samych technologii przy odbiorze jej koncertu – robienie zdjęć czy nagrywanie filmików komórką jest odruchowym dziś zachowaniem komunikacyjnym i zakazywanie go na festiwalowym koncercie dla kilkunastu tysięcy osób jest trochę dziwaczne (zwłaszcza gdy ochrona egzekwuje ten zakaz z pietyzmem). Jeśli Björk tak bardzo zależy na sterylnych warunkach, to czemu zamiast zapowiadanego przy premierze Biophilii cyklu koncertowych rezydencji i quasi-filharmonicznych występów w różnych miastach świata, gra teraz wyłącznie festiwalowe koncerty? Zdjęć profesjonalnych zabraniano tym bardziej, więc w galerii z tego koncertu nic nie ma – ostatecznie festiwal ma być rozrywką, a nie partyzantką.

Trzecią, najmniej uznaną, ale wręcz najbardziej pozytywnie zaskakującą artystką kobiecej niedzieli na Flow była Annie Clark, która z St. Vincent zagrała porywający koncert pełen gitarowej pirotechniki, prezentujący jej piosenki i ją samą od strony tak dzikiej, że na podstawie płyt trudno byłoby się tego spodziewać. To był drugi jej koncert, jaki widziałem tego lata, ułożony analogicznie jak poprzedni – z kowerem „She Is Beyond Good and Evil” Pop Group i punkowym „Krokodil” na koniec – ale jeszcze lepszy. Annie jest dla mnie obok Michaela Giry zdecydowanie bohaterką tego lata. Natomiast umieszczając Lykke Li w harmonogramie dwa dni przed występami ww. artystek, organizatorzy zrobili szwedzkiej piosenkarce w sumie przysługę, bo przy nich wypadłaby dramatycznie blado. Jej koncert na głównej scenie w czwartek rozczarował, a sama Lykke śpiewała słabo i nierówno. Zaprojektowanie sceny i gra zespołu trochę to przykrywały, tworząc atmosferę mroku przebijanego światłem, niemniej jednak koncert wypadł banalnie.

Wspomniany Michael Gira również zagrał na Flow – zobaczenie Swans w tydzień po koncercie na Off wyraźnie pokazało, jak szczególny balans osiągnęła ta grupa między kompozycją a improwizacją, między pietyzmem formy a apokaliptycznym wykonaniem. Tym razem grzecznie skończyli po godzinie i tak będąc najcięższym i najgłośniejszym elementem programu Flow. Natomiast The Black Keys byli jedynym prawdziwie rockowym headlinerem. Dla mnie to niespodziewana „gwiazda” – nawet jeśli w festiwalowym cyrku wypełniają w pewnym stopniu lukę po White Stripes, to jednak aż taka ich popularność jest zaskakująca. Na Flow znały ich tysiące ludzi, a hity nuciły nawet barmanki. Zagrali jako kwartet, choć cała muzyka i występ grupy oczywiście oparte były o żywiołowo grający duet Auerbach /Carney. Bez olśnień, ale porządny koncert i trochę ciekawego sprzętu na scenie. Zaś Yann Tiersen grając swoje piosenki zdawał się większą frajdę czerpać z arpeggiów na moogu niż z nich samych, a że jednak chodziło o piosenki, to było raczej nudno.

Okazję do międzypokoleniowego spotkania z soulem, jaką miał być pierwszy dzień festiwalu, zniweczyły niestety czynniki losowe, a właściwie zdrowotne – chory na raka Bobby Womack na tydzień przed festiwalem odwołał ze względu na stan zdrowia całą europejską trasę, a Frank Ocean stracił głos dzień wcześniej w Oslo i jego też zabrakło (ostał się Charles Bradley, którego jednak kilka dni wcześniej widziałem na Offie). Wątek soulowo-dyskotekowy błyskotliwie podjęli Kindness, którzy bawiąc się konwencją (od zachowania na scenie po cytaty z np. „I've Got 5 on It”) równocześnie kapitalnie i bezbłędnie grali. Adam Bainbridge na scenie wydawał się trochę takim Arielem Pinkiem soulu, ale wykonawczo się nie potykał i z pomocą dwóch chórzystek radził sobie nawet a capella. Brawo. Chromatics mogli na Flow zagrać w porze, która ich muzyce najlepiej służy, czyli o północy. Oprócz nowego materiału, starych hitów i znanego koweru Kate Bush, Chromatics zagrali też „Hey Hey, My My (Into the Black)” Neila Younga i The Crazy Horse – kower zaskakujący i pokazujący zarazem oryginalność, jak i jednowymiarowość brzmienia zespołu, operującego konsekwentnie jedną atmosferą i barwą. Przyjemny koncert, ale z tych, które chce się zobaczyć raz. Nicolas Jaar wraz z dwoma towarzyszącymi muzykami starał znaleźć koncertowe oblicze swej muzyki, wykorzystując wokal i „żywe” instrumenty. Mimo starań pozostawił jednak średnie wrażenie, gitarzysta wydawał się na scenie raczej być niż grać, a interakcje między elektroniką a saksofonem ocierały się o remiksy Candy Dulfer.

Elektroniczna część programu Flow była rozbudowana i mocna, część setów odbyła się nawet w dość dziwnych porach, np. Lindstrøm grał o 19, a Theo Parrish o 21, a oprócz namiotów i sali Voimala didżeje grali też w odpoczynkowych przestrzeniach festiwalowego areału. Voimala, jedna z dwóch obok Circo sal koncertowych w budynku, była do elektroniki świetnie przygotowana – dobre nagłośnienie, wizualizacje rzucane na trzy ściany (a na każdej po trzy ekrany). Tam właśnie świetny, trochę przewrotny i brzmieniowo różnorodny set zagrał Actress, tam też rewelacyjny set „The Ghost in Surround” zagrał Monolake – nawet jeśli grania na żywo u Monolake było niewiele, to efekty generowane przez surroundowy soundsystem i kapitalne, precyzyjne wizualizacje to rekompensowały.

W Voimali i Cirko odbywały się też koncerty pod hasłem „The Other Sound”, wprowadzające na Flow bardziej eksperymentalne podejście do muzyki. „Gwiazdami” tego bloku byli Sun Araw, których jednak bez sensu umieszczono na początek całego programu i zamiast psychodelicznego tripu wyszedł trochę dziwny koncert z miejscami siedzącymi; Oneothrix Point Never, na którego występ w Circo nie udało się jednak wejść (mieściło się tam ze 150 osób); oraz Fennesz + Lillevan, którzy jednak kolidowali, nie uwierzycie, ze Swans. Bardzo przyjemną porcję psychodelii na gitarę i zapętlone rytmy zaserwował w Circo jednoosobowy Michael Flower Band, udało mi się też zobaczyć fragment laptopowego, soundtrackowego występu, jaki dał lokalny tuz Pekka Airaksinen. Wyjątkowy w skali całego festiwalowego sezonu był performans Goodiepal. Ten Duńczyk z ewidentnym ADHD dotarł na Flow quasi-rowerem, wyruszając trzy tygodnie wcześniej (to jest dobrze ponad 1000km). Jak sam zapowiedział, zamiast grać muzykę z laptopa zrobił niby-wykład, ironicznie i prowokacyjnie traktujący muzykę współczesną i popularną, krążący wokół idei, że najwyższy czas zacząć myśleć nad muzyką dla sztucznej inteligencji, która niebawem stanie się faktem i też czegoś posłuchać będzie chciała. Ilustrowany, jakżeby inaczej, rysunkami w notatniku i kasetami. Zabawne, choć momentami płytkie, ale na pewno nietuzinkowe wystąpienie.

We wspomnianym wcześniej bloku muzyki tureckiej udało się zobaczyć tylko grupę Baba Zula, barwną, ale trochę kiczowatą wersję tureckiej psychodelii. Z bloku afrykańskiego na krótko przed festiwalem wypadł najbardziej mnie interesujący Bola, oryginalny artysta z Ghany, który nie otrzymał wizy do Europy. W jego miejsce pojawił się set człowieka, który świetną płytę Boli niedawno wydał na Zachodzie, czyli Briana Shimkovitza aka Awesome Tapes from Africa. Aż dwa koncerty zagrali Tamikrest, potwierdzając na żywo, że są solidną, ale jak dla mnie zbyt ugładzoną wersją tuareskiego bluesa.

Dwudniową rezydencję i cztery koncerty miał na Flow Jason Moran, wprowadzający jazzowy element do programu Flow. Występ w trio z Bandwagon, który widziałem na scenie Wastelands, miał zdecydowanie charakter popularyzatorski, ukazujący jazz jako muzykę nowoczesną, odnoszącą się do popkultury i przystępną. Podejrzewam, że jego popołudniowy koncert solo w Voimali mógł być ciekawszy dla osób, których do walorów jazzu przekonywać nie trzeba, ale niestety nie udało się na niego zdążyć.

Helsinki są w tym roku światową stolicą designu i uwagę przywiązywaną do estetyki przestrzeni widać na każdym kroku, także na Flow. Aranżacja i wystrój terenu dawnej elektrowni robiła duże wrażenie, od elementów dekoracyjnych w ciągach komunikacyjnych, namiotach gastronomicznych, salach i namiotach koncertowych, przez specjalnie zaprojektowaną owalną, „przykrytą” kulistym balonem scenę Wastelands, czy Fountain, drewniany bar-fontannę, po włączenie do programu imprezy wystaw, np. artysty graffiti Mode2, który na dodatek jedno charakterystyczne graffiti na miejscu stworzył. Trochę zaskakujące było jednak zorganizowanie przestrzeni pod główną sceną - mogącą pomieścić ok. 3 tysiące część vis-a-vis sceny oddzielono barierkami od reszty. Kto się tam  zmieścił, miał świetne warunki odbioru, komu się to nie udało – gorsze. Poza tym, zwłaszcza po popularnych koncertach przy jedynym wyjściu tworzyły się zatory, utrudniające dotarcie na czas na kolejny występ. Duża liczba scen i skondensowanie programu w godzinach popołudniowych i wieczornych (w piątek i sobotę koncerty kończyły się ok. 1 w nocy, w niedzielę wręcz przed północą) sprawia, że na Flow trzeba się liczyć z kolizjami w bogatym programie imprezy. To jednak drobiazgi w generalnie bardzo pozytywnym obrazie helsińskiego festiwalu, który stara się połączyć dość masowy charakter z niebanalnym programem i udaje mu się to w oryginalny sposób.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Feist [fot. Piotr Lewandowski]
Feist [fot. Piotr Lewandowski]
Feist [fot. Piotr Lewandowski]
Feist [fot. Piotr Lewandowski]
Feist [fot. Piotr Lewandowski]
St. Vincent [fot. Piotr Lewandowski]
St. Vincent [fot. Piotr Lewandowski]
St. Vincent [fot. Piotr Lewandowski]
St. Vincent [fot. Piotr Lewandowski]
St. Vincent [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Swans [fot. Piotr Lewandowski]
Swans [fot. Piotr Lewandowski]
Swans [fot. Piotr Lewandowski]
Swans [fot. Piotr Lewandowski]
Swans [fot. Piotr Lewandowski]
The Black Keys [fot. Piotr Lewandowski]
The Black Keys [fot. Piotr Lewandowski]
The Black Keys [fot. Piotr Lewandowski]
The Black Keys [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Lykke Li [fot. Piotr Lewandowski]
Lykke Li [fot. Piotr Lewandowski]
Lykke Li [fot. Piotr Lewandowski]
Yann Tiersen [fot. Piotr Lewandowski]
Yann Tiersen [fot. Piotr Lewandowski]
Yann Tiersen [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Kindness [fot. Piotr Lewandowski]
Kindness [fot. Piotr Lewandowski]
Kindness [fot. Piotr Lewandowski]
Chromatics [fot. Piotr Lewandowski]
Chromatics [fot. Piotr Lewandowski]
Chromatics [fot. Piotr Lewandowski]
Nicolas Jaar [fot. Piotr Lewandowski]
Nicolas Jaar [fot. Piotr Lewandowski]
Nicolas Jaar [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 - Fountain [fot. Piotr Lewandowski]
Actress [fot. Piotr Lewandowski]
Actress [fot. Piotr Lewandowski]
Monolake - „The Ghost in Surround” [fot. Piotr Lewandowski]
Monolake - „The Ghost in Surround” [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Sun Araw [fot. Piotr Lewandowski]
Sun Araw [fot. Piotr Lewandowski]
Michael Flower Band [fot. Piotr Lewandowski]
Michael Flower Band [fot. Piotr Lewandowski]
Pekka Airaksinen [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Goodiepal [fot. Piotr Lewandowski]
Goodiepal [fot. Piotr Lewandowski]
Goodiepal [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 - Wastelands [fot. Piotr Lewandowski]
Tamikrest [fot. Piotr Lewandowski]
Tamikrest [fot. Piotr Lewandowski]
Tamikrest [fot. Piotr Lewandowski]
Awesome Tapes from Africa [fot. Piotr Lewandowski]
Awesome Tapes from Africa [fot. Piotr Lewandowski]
Awesome Tapes from Africa [fot. Piotr Lewandowski]
Baba Zula [fot. Piotr Lewandowski]
Baba Zula [fot. Piotr Lewandowski]
Baba Zula [fot. Piotr Lewandowski]
Baba Zula [fot. Piotr Lewandowski]
Jason Moran and The Bandwagon [fot. Piotr Lewandowski]
Jason Moran and The Bandwagon [fot. Piotr Lewandowski]
Jason Moran and The Bandwagon [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Mode2 @ Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Mode2 @ Flow Festival 2012 [fot. Piotr Lewandowski]
Flow Festival 2012 - Suvilahti [fot. Piotr Lewandowski]