polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
TONBRUKET Dig It to the End

TONBRUKET
Dig It to the End

Drugi album szwedzkiego kwartetu (Dan Berglund – kontrabas, Johan Lindström – gitary, Martin Hederos – instrumenty klawiszowe i wiolonczela, Andreas Werliin – perkusja) pokazuje, że jego potencjał nie jest hipotetyczny, jak na pierwszym, lecz faktyczny i naprawdę spory. Debiutancki album sygnowany był zresztą jako Dan Berglund’s Tonbruket, co podkreślało, że była to pierwsza płyta Berglunda, basisty e.s.t., po tragicznej śmierci Esbjörna Svenssona. Tamtą płytę trochę na siłę – autorem ponad połowy kompozycji, tak jak i tutaj, był gitarzysta Lindström – wytwórnia ACT ometkowała jako swoisty akt oddalenia się  od estetyki e.s.t., a formacja nie pokazała, o co jej tak naprawdę chodzi. Na „Dig It to the End” słychać, że jest już zespołem – z wizją i zdolnością jej realizacji.

Już otwierające go, 9-minutowe Vinegar Heartwprowadza nową jakość, wciągając lekko filmową dramaturgią, tortoisowymi zwrotami i kapitalną ewolucją instrumentarium wykorzystywanego na przestrzeni utworu. Metodologię grupy z Chicago można zresztą odnaleźć na całej płycie, choć pomysły i brzmienia Tonbruket są zdecydowanie inne. Chodzi jednak o stylistyczny eklektyzm wątków (prog-rock, post-rock, Americana, koktajlowe latino, surf a nawet jazz) pojawiających w poszczególnych kompozycjach oraz zestawianie delikatnych brzmieniowych kontrastów w ich ramach, o plastyczność brzmienia i umiejętność błyskotliwego wykorzystania instrumentarium na pierwszy rzut oka odległego od stylistyki grupy – w tym przypadku głównie gitary slide. Atmosfera płyty przepoczwarza się raz po raz, od lekko sentymentalnej, przez przewrotnie niepokojącą, po z dystansem pogodną. Zmieniają się odcienie brzmienia, lecz ono samo pozostaje spójne na przestrzeni całego albumu, a kwartet gra bardzo zespołowo, unikając przerostu solówek – czy to rozumianych jazzowo, czy rockowo. W efekcie, sięgając po elektroakustyczne brzmienia i scalając jazzowe oraz rockowe wątki, Tonbruket nagrali płytę wolną od klisz nie tylko obu tych nurtów, ale też fusion, pełną lekkości, zaskakującą, wciągającą – po prostu świetną.

[Piotr Lewandowski]