polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Rosemary's Kids Songs On The End Of The World

Rosemary's Kids
Songs On The End Of The World

Kto by przypuszczał, że Katarzyna Herbert, żona naszego poety, przyczyni się pośrednio do powstania płyty z interpretacjami wierszy Czesława Miłosza. Gdy w 2009 roku przyszły twórca Rosemary’s Kids Tomo Żyżyk, starał się uzyskać zgodę na nagranie utworu do wiersza „Guziki”, pani Katarzyna zasugerowała poezję Miłosza, jakoby ta idealnie pasowała do połączenia jej z muzyką. Początki zazwyczaj bywają trudne, ale nie w tym przypadku. Ponoć zarysy trzech utworów powstały raptem podczas jednego wieczoru. Zresztą ten kompozytorski luz czuć na całej płycie. Poza tym mamy tu wyczucie smaku i dbałość o najdrobniejsze szczegóły. I choć na scenie nazwa Rosemary’s Kids debiutuje, to doświadczenie poszczególnych muzyków stanowi fundament do dźwiękowych eksperymentów.

Na płycie dominują ascetyczne aranżacje oraz rozmarzone, ale i wyraziste, wokale. Gdzieś w tle pejzażowe partie gitar przeplatają się z oszczędną elektroniką. Dość spokojna i czasem senna atmosfera całości zostaje urozmaicona przez dwa utwory, które podnoszą ciśnienie. W nerwowym „Proof” słychać fascynacje alternatywnym nastrojem, jakby rodem z najlepszych płyt angielskiej 4AD. W singlowym „Gift” duet Tomo Żyżyk-Misia Furtak czuje się jak na szkolnej wycieczce. Tak radosna interpretacja tekstu jest tu swoistym rodzynkiem, a porzucenie sztywnej piosenkowej formy wychodzi na plus. Z kolei „Body” ma w sobie jakiś niewinny pierwiastek, gdzie głosowym wariacjom towarzyszy delikatna gitara, by w połowie na moment zapachnieć klasycznym „Heroes” Bowiego. Wysyp eksperymentów mamy w „Woe!” a różnorodność wypływa z „A Song On The End Of The World”. W tym pierwszym czuć ducha dokonań Trenta Reznora, gdzie nieskrępowana niczym zabawa formą przybiera zadziwiające efekty. W drugim utworze grupa odpowiednio buduje atmosferę napięcia, dostosowując ją do charakteru tekstu.

Słuchanie debiutu Rosemary’s Kids jest jak odkrywanie kolejnych kart. Nigdy nie wiesz kiedy trafisz na jokera. Jednak to asy w rękach formacji mają w tym wypadku kluczowe znaczenie. A jest tych kart znacznie więcej niż cztery. Mamy tu w czym wybierać, bo album wypełnia ponad 66 minut muzyki tajemniczej, różnorodnej, organicznej, gdzie poezja Miłosza stanowi podstawę do kompozytorskiej wrażliwości.

[Marc!n Ratyński]