polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Festiwal C3
Gdańsk, Kościół św. Jana, 1-3.12.11

Festiwal C3 ma dobre ambicje, których jednak podczas pierwszej edycji gdańskiej odsłony nie do końca udało się je zrealizować. Impreza po raz pierwszy odbyła się 2 lata temu w Berlinie, w tym roku rozszerzając się o Essen i Gdańsk właśnie. O ile podczas niemieckich koncertów organizatorzy utrzymali odpowiedni balans między muzyką klasyczną, klubową i elektroniczną, o tyle w Gdańsku zbyt duży nacisk został położony na twórców muzyki współczesnej, przez co podkreślana idea imprezy nie do końca została wcielona w życie.

Najlepiej wypadł niemiecki Zeitkratzer, który przyjechał na festiwal z własnym akustykiem, co dla ich muzyki i przestrzeni w której wybrzmiewała miało kolosalne znaczenie. Dziewięcioosobowy skład z namaszczeniem zagrał zestaw utworów instrumentalnych ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, umiejętnie tworząc narastające napięcie i współbrzmienie instrumentów, a równie wielokrotnie oddając się sonorystycznym eskapadom, które w kościelnej przestrzeni brzmiały doskonale - żaden detal nie mógł uciec uszom słuchaczy. Może tylko po koncercie pozostał lekki niedosyt, ale niemiecki ansambl pokazał konszt i udowodnił, że ten materiał na żywo potrafią zaprezentować świetnie.

Drugim najlepszym koncertem imprezy był występ Hauschki, który wrócił z trasy po Japonii i w porównaniu do koncertów z wiosny bieżącego roku, rozbudował skład koncertowy o drugie perkusjonalia. Materiał z płyty "Salon des Amateurs" na żywo zabrzmiał iście żywiołowo, tanecznie, wielokrotnie zapuszczając się w rejony dub i techno. Doskonała rozgrzewka do chłodnej przestrzeni Kościoła św. Jana. Efektownie brzmiał spreparowany fortepian, na którey muzyk położył masę przedmiotów - od łańcuszków i grzechotek, po torbę piłeczek pingpongowych, które dodatkowo stworzyły niesamowitą aurę, wyskakując w trakcie gry z instrumentu.

Pozostałe koncerty pozostały daleko w tyle. Zapowiadany jako twórca pomysłowych połączeń brzmień i stylistyk pianista, Kai Schumacher zagrał efekciarski i trochę kiczowaty koncert, na którym do partii fortepianu dodawał bity puszczane z pianina. Czasem próbował bawić się we Franka Zappę lub Steve'a Reicha, minimalistyczne partie łącząc z samplami reklam albo nawet wystukując rytm na fortepianie, jednak wyglądało i brzmiało to niestety komicznie.

Marnie wypadł Moritz Eggert i duet Shraeng, zapowiadani jak wspólny występ, a koncertujący w zasadzie osobno. Ten pierwszy zaśpiewał dwa utwory wyłącznie na głos, które raczej wywoływały zażenowanie niż jakiekolwiek odczucia estetyczne. Plucie, chrząkanie i beatbox do jednej z "Baśni 1000 i jednej nocy" brzmiały płasko i mało wiarygodnie. Tym bardziej, że pół roku temu występowała u nas Maja Ratkje, która głosem operuje o wiele lepiej, ale Eggerta nawet nie ma co do niej porównywać. Schraeng zagrali koncert na dwie gitary elektroniczne z masą efektów (jakie szczęście że Eggert wytłumaczył czym są riffy i na czym polegają zapętlenia gitar), co brzmiało jednak kakofonicznie i niespójnie. Już chyba lepsza byłaby improwizacja na temat wybranych tematów.

Nemezis grający utwory Pawła Mykietyna wypadli powyżej przeciętnej, jednak na dłuższy dystans ta muzyka trochę nużyła. Podobnie było w przypadku Kwartludium i Sebastiana Meissnera, którym trochę chyba zabrakło luzu, przez co patos trochę przytłaczał ich koncert.

I jeszcze występ kuratora imprezy, Michała Jacaszka z zespołem Silva Rerum. Całkiem udany jednak szkoda, że w odsłonie scenicznej elektronika zdominowała instrumenty (klawesyn, wiolonczela barokowa, skrzypca, flet traverso, klarnety), które sprawiały wrażenie dodatków do zbyt wielu sampli. Trochę ciężko było też wyróżnić materiał z "Glimmer" i "Trenów" - ten drugi został przearanżowany specjalnie na tę okazję, jednak jakby zlał się z muzyką z najnowszej płyty Jacaszka.

Ważnym wątkiem imprezy była dyskusja o Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia, która niestety nie zgromadziła tłumów, ale wyraźnie pokazała jak brakuje wydarzeń i rozmów, poświęconych tej instytucji. Bo przecież chociażby słuchowisko z samymi nagraniami archiwalnymi, mogłoby pojawić się na niejednym polskim festiwalu. Zeitkratzer dobrze zaznaczył ten wątek, podobnie jak film o Eugeniuszu Rudniku, inżynierze w SEPR ale także autorze 95 utworów na taśmę oraz współpracowniku Stockhausena i Pendereckiego. Temat Studia Eksperymentalnego powinien powracać jak najczęściej, zwłaszcza po tegorocznych wydawnictwach Bołt, ukazujących nowatorstwo i uniwersalność tamtej muzyki.

Może to dobry trop dla kolejnych edycji tej imprezy? Warto rozszerzyć ją o więcej paneli dyskusyjnych, ale też zwiększyć różnorodność. Jeśli w Niemczech bardziej klubowe koncerty dali Arandel i Brandt Brauer Frick (którzy na żywo się sprawdzają), warto ustawić większy balans między awangardową elektroniką i muzyką klasyczną, a klubowymi brzmieniami. Dzięki czemu trzy litery C w nazwie festiwalu znajdą odwzorowanie w programie imprezy.

[zdjęcia: Jakub Knera]

Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Zeitkratzer [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Jacaszek & Silva Rerum [fot. Jakub Knera]
Jacaszek & Silva Rerum [fot. Jakub Knera]
Jacaszek & Silva Rerum [fot. Jakub Knera]
Jacaszek & Silva Rerum [fot. Jakub Knera]
Jacaszek & Silva Rerum [fot. Jakub Knera]
Nemezis [fot. Jakub Knera]
Nemezis [fot. Jakub Knera]
Nemezis [fot. Jakub Knera]
Kwartludium & Sebastian Meissner [fot. Jakub Knera]
Kwartludium & Sebastian Meissner [fot. Jakub Knera]
Kwartludium & Sebastian Meissner [fot. Jakub Knera]
Kai Schumacher [fot. Jakub Knera]
Kai Schumacher [fot. Jakub Knera]
Schraeng [fot. Jakub Knera]
Schraeng [fot. Jakub Knera]
Kai Schumacher [fot. Jakub Knera]
Moritz Eggert [fot. Jakub Knera]
Moritz Eggert [fot. Jakub Knera]