polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

HUNDREDS, Tellavision
Cafe Kulturalna | Warszawa | 19.11.11

Niemiecki elektroniczny pop z reguły cechuje perfekcjonizm i wręcz sterylne piękno. Nie inaczej jest w przypadku duetu HUNDREDS. Na jego warszawskim koncercie pojawiła się odrobina szaleństwa, ale jak na polskie standardy było go bardzo mało. Za to scenicznej pewności, wyrazistości szoł i klasy, z jaką elektroniczno-fortepianowe piosenki nabierały żywego oblicza, chyba żaden polski zespół z jedną płytą na koncie (albo kilkoma nawet) nie byłby w stanie osiągnąć. Coś za coś. Rodzeństwo z Hamburga stworzyło show w pełnym słowa znaczeniu, w którym jego muzyka rozkwitła. Można na nią spojrzeć jako na przeniesienie koncepcji Lali Puna w pełni współczesny kontekst - czerpiący z najnowszych wątków elektroniki, od chłodnych eksperymentów Raster Noton po taneczne łamańce, oraz mniej zdystansowany emocjonalnie. I z piosenkami, które angażują publiczność. Pewnie jeszcze do nas wrócą, ale warto było ich zobaczyć już teraz.

Wieczór otworzyła niejaka Fee Kürten aka Tellavision, drobniutka osóbka sklejająca piosenki z loopów tworzonych na scenie z syntezatora, głosu, bębenka, gitary itp. Metoda jak wiadomo niezła, ale trzeba ją wdrażać z pełnym przekonaniem i werwą. Koncert mógł być naprawdę niezły, bo kompozycje w ciemnych barwach romantyzmu miały potencjał. Ale Fee sama go sobie zepsuła, sprawiając wrażenie, jakby sama nie wierzyła w to, co robi, przez co zamiast słuchać, kibicowaliśmy jej, by przedostała się przez ten labirynt pętli do końca.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Tellavision [fot. Piotr Lewandowski]
Tellavision [fot. Piotr Lewandowski]
Tellavision [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]
HUNDREDS [fot. Piotr Lewandowski]