polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SETTING THE WOODS ON FIRE Ruins

SETTING THE WOODS ON FIRE
Ruins

Krajowe blogi opływają pozytywnymi recenzjami tej EP-ki, a ja wciąż upatruję tu punktu zaczepienia. Może zbyt dosłownie podchodzę do muzyki warszawskiego zespołu i staram się umiejscowić ich twórczość w szerokim wachlarzu codziennych, muzycznych doznań. Tak jest, iż na „Ruins” podobają mi się tylko fragmenty, a przez resztę przechodzę dla niepoznaki. Może wreszcie staram się po kilku przesłuchaniach oddalić wszelkie skojarzenia i wpływy, które słyszę w dokonaniach Setting The Woods On Fire. Może dałem się tym materiałem zapędzić w kozi róg, bo choć jedni strzępią języki, iż to emocore, screamo czy inny hardcore, to ja wciąż mam to głęboko w poważaniu. Na „Ruins” liczy się przede wszystkim żywioł i bezpośredniość przekazu. Trio wie jak budować swoje utwory, wie jak spotęgować napięcie, jak krzyknąć głośniej, aby tynk odpadł ze ściany. I zabawa w szufladkowanie tu się nie sprawdza, bo choćby w takim „We’re Falling” lśni paleta barw, którą ciężko sklasyfikować. Alternatywny posmak i taka postpunkowa zadziorność prowadzą ten materiał w rejony dobrze skrojonego grania. Bo choć Amerykę słychać tu aż za głośno, to na teraźniejszym gruncie nie wydaje się to być wadą. Formacja porusza się po terenie, który zna doskonale i tylko od inwencji jej kompozytorów zależy czy przetrze szlaki na przysłowiowym Zachodzie. Pierwszy krok już zrobili – zainteresowali tym materiałem brytyjskiego wydawcę.

[marc!n ratyński]