polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Tauron Nowa Muzyka 2011
26-27.08.11 Katowice

Festiwal Tauron Nowa Muzyka ma z założenia i nazwy prezentować muzykę nowatorską oraz – trzymając się swojej tradycji – pokazać słuchaczom najnowsze trendy muzyki elektronicznej i okołoelektronicznej, nierzadko związej z wytwórnią Ninja Tune i kojarzonymi z nią brzmieniami. Nowatorstwo nie zawsze idzie w parze z muzyką elektroniczną, bo ta po falach ambientu, glitchu i IDMu, nu-jazzu, przeróżnych odmianach muzyki tanecznej: od minimal techno, przez acid house, drum'n'bass, breakbeat po elektroniczny funk, neosoul i okolice, czyli muzykę z lat 80. i 90. zeszłego wieku i początku XXI wieku, niekoniecznie jest pionierskim nurtem muzycznym.  Tegoroczna edycja festiwalu przebiegała zgodnie z powyższym podziałem: z jednej strony słuchalismy koncertów porywających, wywołujących silne emocje, z drugiej – uczestniczyliśmy w przyjemnych, zapraszających do tańca, acz niekoniecznie nowatorskich wystepach i setach DJskich.

Piątkowy line-up rozpoczął koncert kwintetu Wojtka Mazolewskiego i duetu Niewinni Czarodzieje – był to jeden z najciekawszych wystepów tegorocznej edycji festiwalu. Muzycy poruszali się swobodnie od brzmień utrzymanych w duchu akustycznego jazzu z lat 60. i 70. połączonych z elektronicznym instrumentarium Maceo Wyro i Envee, przez elementy wkraczające w sfery fusion po najciekawsze, niemal psychodeliczne, sonorystyczne improwizacje w drugiej części koncertu i utworów, gdzie zespół "odjeżdżali".

Nieco inaczej wyglądał przeniesiony na godzinę dziewiętnastą występ duetu Walls, którzy zaprezentowali micro-house na dwa zestawy DJskie, wokal i gitarę. Muzyka nie porywała, nie była wybitna, niemniej był to bardzo przyjemny, mocny punkt drugiego dnia, który tanecznie rozkręcił uczestników festiwalu. Koncert grupy Bonaparte wywołał z kolei skrajne odczucia. Z jednej strony większość publiki została oczarowana melanżem gatunków: elektronicznych breaków z elementami punkowymi i post-punkowymi oraz teatrem, który grupa zaprezentowała na scenie (nagie kobiety, postać przebrana za konia, księżniczka, persona z metrowym penisem), z drugiej – można było odnieść wrażenie, że brawura i cyrk sceniczny mają przesłonić braki instrumentalne. Na poziomie w nagraniach studyjnych, na scenie sprawdzające się tylko wraz z elementami dodatkowymi? - być może, choć czy koncert w XXI wieku na festiwalu Nowa Muzyka nie jest show scenicznym, w którym równie istotne, co muzyka są elementy wizualne? Bonaparte dostarczyło wrażeń i – większości publiczności – rozrywki, jednak z nowatorstwem nie miało to zbyt wiele wspólnego.

Przeniesiony z godziny drugiej na dwudziestą pierwszą występ grupy When Saints Go Machine  można określić jako koncert elektropopowego zespołu z ambicjami. O ile momenty popowe były poprawne, przyjemne, melodie kreowane syntetycznie współbrzmiały z wysokim głosem Nicholasa Manuela Vonsilda, a akustyczna i elektroniczna perkusja dopełniała całości rytmicznym szkieletem, najciekawsze były fragmenty, w których wszyscy muzycy pozwalali sobie na nieco więcej brawury instrumentalnej, drążyli i nicowali brzmienia, co zdarzyło się, niestety, tylko raz podczas tego koncertu.

Zapowiadany jako jeden z najciekawszych występów Modeselektor Live okazał się setem Djskim z prostym beatem techno i brzmieniami basowymi, uzupełnionymi wysokimi tonami wziętymi z mniej ambitnych brzmień DJów festiwalu Love Parade, czy Mayday. Publiczność bawiła się rewelacyjnie – zdaniem wielu uczestników był to jeden z najlepszych wydarzeń drugiego dnia festiwalu. Zdaniem niżej podpisanego, najciekawszy był występ grupy Seefeel. Gdyby nie masa kabli, przetworników, przystawek, przedwzmacniaczy, elektroniczny pad perkusyjny i laptop znajdujące się na scenie, muzycy wygladali by jak zwyczajna grupa rockowa, jednak ich technika kompozycyjna, precyzyjne podejście do kreowania brzmień, emocjonalny charakter muzyki (rzadkość na festiwalu oscylujacym wokół tanecznych brzmień!) decydowały o oryginalności.

Zapowiadany jako gwiazda imprezy, Amon Tobin (w historii festiwalu pojawił się drugi raz) był esencją tegorocznej imprezy. Brzmienia niczym muzyka do ekranizacji powieści Ballarda, masywne beaty, a do tego nowatorskie, być może najciekawsze pod względem efektowności wizulizacje współczesnej muzyki: kilka wież złożonych z klocków, na których prezentowane przeróżne grafiki przetwarzane w czasie rzeczywistym pod wpływem muzyki (częściowo widoczne w fotorelacji), a sam muzyk schowany w dwóch, trzech blokach konstrukcji pojawiał się co kilkanascie minut – wszystko dzięki działaniom artystów sztuki wizualnej: ekipy V Squared Labs i grupy Leviathan, których praca w tym multimedialnym spektaklu jest równorzędna do samej muzyki. Podczas jego wystepu rewelacyjne nagłośnienie sceny głównej zostało wyeksplowatowane do granic możliwości, konstrukcja hali zakrywającej teren głównej sceny w rewelacyjny sposób rezonowała brzmienia wydobywające się z głośników.

Następujące po Amonie Tobinie sety Ford&Lapatin oraz Machinedrum były tyleż sympatyczne, co w porównaniu z występem gwiazdy wieczoru nie spawiały już takiego wrażenia. O ile pierwsi ze swoim minmal techno potrafili zdobyć się na oryginalność, występ Travisa Stewarta oscylujący wokół drum'n'bassu, breaków po pewnym czasie stał się niezwykle przewidywalny i nudny. Acz – publiczność, która dotrwała do czwartej rano bawiła się świetnie na setach obu wykonawców.

Ważnym koncertem sobotniego dnia imprezy był występ Little Dragon. Muzycy skupili się na nowym materiale i roztańczyli festiwalową publiczność. Synthpop z mocnym podbiciem basu, raczej prostą konstrukcją utworów z użyciem klawiszy, gitar, żywej perkusji i laptopów oraz urzekającym głosem Yukimi Nagano wywołał fale tańca, gorące owacje i był realnym otwarciem trzeciego dnia.

Bodi Bill zaprezentowali synthpopowe piosenki przeplatane z acid house'em i rasowym minimalem. W kilku utworach skrzypce i gitara elektryczna posłużyły za kolejny element "elektronicznej" konstrukcji utworów, zdominowane przez wokalistę i gitarzystę Alexa Stolze fragmenty popowe były przeplatane ze znakomitą współpracą przy deckach Antona Feista i Fabiana Fenka. Rewelacyjny występ. Darkstar pozwolił odetchnąć, wprowadzając w swój introwertyczny świat dubstepowych, melancholinych opowieści. "Zadymione" brzmienie kwaśnych, ambientowo-dubowych przestrzeni było wspierane przez okołotriphopowe,  beaty i komentowane introwertycznym wokalem lidera. 

Jeden z najciekawszych koncertów festiwalu był występ niemieckiego Apparat Live Band. Decyzja Saschy Ringa o odejściu od muzyki stricte elektronicznej na rzecz łączenia jej z brzmieniami żywych instrumentów była przełomowym krokiem w jego karierze, być może jednym z najważniejszych. Czteroosobowy zespół stworzył niesamowity spektakl, koncert wywołujący silne emocje z dobrze zaplanowaną dramaturgią. Świadomość brzmienia (Ring programuje własny software muzyczny) przekłada się na dokładność w przełożeniu emocji na dźwięki, co w muzyce jest wartością samą w sobie – tym bardziej na festiwalu prezentującym nowe brzmienia. Wywoływani owacjami muzycy wyszli się pożegnać, stwierdzili, że nie mają już przygotowanych żadnych piosenek i podziękowali za świetne przyjęcie.

Nie sposób określić TNM 2011 inaczej, niż festiwalem udanym. Dodatkową atrakcją było przeniesienie terenu festiwalu w realnie industrialną przestrzeń KWK Katowice/Ferdinandgrube (nie tak jak na wcześniejszych edycjach: obok terenu kopalni), co wytworzyło niesamowitą atmosferę - szczególnie dla przyjezdnych spoza przemysłowego Górnego Śląska, dla których otoczenie kopalń i hut nie jest środowiskiem naturalnym. Muzycznie mieliśmy do czynienia z  emocjonalnymi koncertami przeplatanymi ze stricte tanecznymi, stylowymi brzmieniami na poziomie. Muzyka nie zawsze musi być nowatorska, czasem wystarczy, że – obok kreowania pionierskich nurtów i wywoływania głębokich emocji - sprawia przyjemność, wywołuje uśmiech i porywa do tańca.

[zdjęcia: Łukasz Folda]

Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Apparat Live Band [fot. Łukasz Folda]
Amon Tobim ISAM Live [fot. Łukasz Folda]
Amon Tobim ISAM Live [fot. Łukasz Folda]
Amon Tobim ISAM Live [fot. Łukasz Folda]
Amon Tobim ISAM Live [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Bonaparte [fot. Łukasz Folda]
Seefeel [fot. Łukasz Folda]
Seefeel [fot. Łukasz Folda]
Seefeel [fot. Łukasz Folda]
Seefeel [fot. Łukasz Folda]
Bodi Bill [fot. Łukasz Folda]
Bodi Bill [fot. Łukasz Folda]
Bodi Bill [fot. Łukasz Folda]
Bodi Bill [fot. Łukasz Folda]
Little Dragon [fot. Łukasz Folda]
Little Dragon [fot. Łukasz Folda]
Little Dragon [fot. Łukasz Folda]
Little Dragon [fot. Łukasz Folda]
Walls [fot. Łukasz Folda]
Walls [fot. Łukasz Folda]
Walls [fot. Łukasz Folda]
When Saints Go Machine [fot. Łukasz Folda]
When Saints Go Machine [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]
Wojtek Mazolewski Quintet & Niewinni Czarodzieje [fot. Łukasz Folda]