polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove
The Vortex Jazz Club | Londyn | 21.07.11

Spośród tuzów awangardowego jazzu Evan Parker najrzadziej bywa w Polsce, więc ucieszyłem się niezmiernie, gdy okazało się, że zaglądając na kilka dni do Londynu mam możliwość zobaczenia go na żywo. Parker, kontrabasista John Edwards i perkusista Tony Marsh mają w klubie Vortex pewnego rodzaju rezydencję, grając cykl improwizowanych koncertów. Tym razem dołączył do nich, młodszy o generację, trębacz Percy Pursglove z Birmingham. Koncert był rozłożony na dwa 45-minutowe sety. Kwartet zagrał intensywne free, ale bardzo jazzowo, z pewną nutą liryczną. Nie słyszałem wcześniej tego składu Parkera, ale obserwując ich na żywo odniosłem wrażenie, że Pursglove wnosił trochę inną dynamikę, nieco lżejszą. Trio bardziej doświadczonych muzyków z wielką otwartością włączyło go do gry, aż miło było to obserwować. Koncert był doskonały, choć mi trochę zabrakło gry na granicy możliwości instrumentu, ale tego dnia idea była inna. Choć trafiło się kilka pasaży, w których Parker i Pursglove na długich oddechach okrężnych odkrywalali takie obszary na mapie saksofonu i trąbki, które rzadko są dostrzegalne. Świetna sprawa.

Nie mniej ważnym doświadczeniem było przeżycie koncertu w jednym z ważniejszych jazzowych klubów Londynu. Vortex jest bardziej miejscem nastawionym bardziej na awangardę niż mainstream, niemniej jednak zdziwiłem się, że sala koncertowa Powiększenia lub Alchemii są większe. Niby z opowieści Mikołaja Trzaski lub Kena Vandermarka wiadomo, że w Anglii czy Stanach free jazzu wcale nie gra się dla większej publiczności niż w Polsce, ale co innego przekonać się o tym samemu. Klub kameralny, akustyka dobra, wystrój za to rewelacyjny, z ekspresyjnymi obrazami Giny Southgate, malowanymi w trakcie koncertów. Wśród publiczności było sporo osób przed 30tką, sporo po 50tce, widać, że związanych ze sceną od dawna (Parker opowiedział m.in. anegdotę o swoim obecnym na sali przyjacielu, organizatorze pierwszego w Europie koncertu Ornette Colemana), trochę mniej pomiędzy. Z wyjątkiem jednego stolika Australijczyków, publiczność bardzo skupiona, cicha i, co mi się podobało, nie bijąca braw po wybrzmieniu "sola". Choć w Polsce wygląda to trochę inaczej, tę starszą grupę widuje się rzadziej nawet gdy przyjeżdża Brotzmann, to jedak można odnieść wrażenie, że zjawisko ma charakter uniwersalny. Taka zresztą wydaje się teraz też muzyka - przy pewnych specyfikach lokalnych, najważniejsza jest dla niej osobista ekspresja.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]
Evan Parker, John Edwards & Tony Marsh + Percy Pursglove [fot. Piotr Lewandowski]