polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Gabriel Araujo Ludismo

Gabriel Araujo
Ludismo

O Gabrielu Araujo oprócz tego, że pochodzi z Brazylii, swoje pierwsze kroki stawiał grając na basie, a potem tworzył muzykę do kilku krótkometrażowych filmów (o czym dowiadujemy się w enigmatycznej notce na jego myspace) nic więcej nie wiadomo. „Ludismo” to jego druga płyta - o ile jednak jego debiut to dośc zwyczajny krążek, na który składają się folkowe, akustyczne piosenki, o tyle ten album jest płytą na o wiele wyższym poziomie.

Z jednej brzmi jak zlepek pomysłów czy wręcz muzycznych śmieci, które zostały skrupulatnie poupychane między siebie. Słychać surowość z jaką przeplatają się elementy new age'owej elektroniki, ambientowe i dronowe kolaże czy folkowe, zwiewne gitary. Momentami pobrzmiewa echem wspaniała gra Jamesa Blackshawa, często z powodu monumentalnie rozbudowanych melodii, które w niemal awangardowo-progresywnym stylu zmieniają formę kilkakrotnie w obrębie jednego, czasem nawet jedenastominutowego utworu. Kiedy indziej Araujo wpuszcza do swojej muzyki więcej free-jazzowej swobody, zarysowując luźne i abstrakcyjne kompozycje, czasem składające się z kilku diametralnie odmiennych pod względem rytmicznych warstw. Czerpie też garściami z naturalismo jak w „Amor em Movimentos” albo dorzuca gitarę elektryczną i sekcję rytmiczną perkusji z pogłosami, a wszystko pieczołowicie uzupełnia rozlazłymi, snującymi się i utrzymanymi w stylistyce lo-fi wokalami.

Taki zlepek pomysłów i stylistyk świetnie jednak się ze sobą spaja. Narracja i konstrukcja całego albumu jest płynna, czasem może się trochę dłużyć, ale ta wielorakość wątków brzmi jednocześnie spójnie i przekonująco. Tak może brzmieć muzyka ze współczesnych peryferiów – nie wiadomo naprawdę skąd, nie wiadomo jak powstała, ale niemal instynktownie czerpiąca z wielu aktualnych stylistyk i na swoje własne potrzeby komponowana i wyprodukowana w niepowtarzalny sposób.

[Jakub Knera]