polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sebastian Buczek Wabienie Dziewic

Sebastian Buczek
Wabienie Dziewic

Czuję się trochę idiotycznie słuchając „Wabienia dziewic” w postaci cyfrowej i gapiąc się w komputer. Mimo nieocenionej wartości tego wydawnictwa, jego reedycja nawet w postaci płyty CD nie zdałaby się na wiele. W przypadku Sebastiana Buczka jak mało kiedy istotna jest efemeryczność i auratyczność jego pracy, która miałaby szansę objawić się jedynie w momencie odegrania na żywo tego materiału lub raczej  t w o r z e n i a  go na żywo. Buczek sam skonstruował nośniki do swojej muzyki – płyty wykonane z wosku, szelaku, plexi czy nawet jadalnej czekolady - więc forma jest tutaj nawet ważniejsza niż treść. To płyta pełna szumów i trzasków, dźwięków przeskakiwanej płyty, która z jednej strony może być pochodną dokonań Philipa Jecka, który nakłada na siebie anty-melodyjne winyle, wygrzebane z komisów, a z drugiej zabaw radioodbiornikami Johna Cage'a, bo przecież szumy jakie znajdziemy na „Wabieniu Dziewic” wcale nie są tak odległe od obszarów dźwięków jakie penetrował Amerykanin.

Płyta to więc ledwie namiastka zapisu tego osobliwego i niezwykłego eksperymentu. Mik Musik odwala świetną robotę przypominając o tym materiale w 10 lat po jego pierwszym wydaniu. I mimo że ducha muzyki Buczka przywraca tylko w znikomym stopniu to pokazuje go jako niezwykle oryginalnego i pomysłowego twórcę, a „Wabienie Dziewic” wciąż przywołuje w kategorii jednej z najbardziej bezkompromisowych i oryginalnych płyt w historii polskiej muzyki.

[Jakub Knera]