polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

TrzeciE Ucho - scena eksperymentalna inauguracji polskiej prezydencji w UE
EC Powiśle | Warszawa | 01.07.11

Spośród wszystkich scen muzycznej inauguracji prezydencji Polski w Unii Europejskiej, Scena Eksperymentalna w Elektrociepłowni Powiśle jako jedyna zabezpieczona była przed deszczową pogodą, która przerzedziła publiczność na pozostałych trzech. W przeciwieństwie do sceny folkowej i EUgeniusz, które w piątkowe popołudnie z oczywistych względów przyciągnęły nielicznych, trzeciE Ucho miało naprawdę dobrą frekwencję.

Wieczór rozpoczął się jednak w Centrum Nauki Kopernik, gdzie najpierw z solowym koncertem wystąpił Fred Frith, a następnie dyrygowaną przez niego improwizację zagrała grupa warszawskich muzyków (Moretti, Masecki, Bukowski, Zakrocki i inni). Niestety Waszym korespondentom ze względów prozaicznych nie udało się tam dotrzeć na 18.00, więc tylko z drugiej ręki wiemy, że oba koncerty były udane. Frith warszawską grupę uznał ponoć za jedną z lepszych, z jaką miał okazję pracować, więc szkoda, że muzycy mieli ze sobą tylko dwa spotkania.

Program w EC Powiśle otworzyły koncerty dwóch polskich grup – Paristetris i Ścianki – w specjalnie rozszerzonych składach. A właściwie 40-minutowa obsuwa, bo grający o 19 z Frithem muzycy Paristetris o 20 dopiero zaczęli przygotowywać się do koncertu. Pytanie, czy nie można było zacząć od Ścianki. Ale oczekiwanie zostało wynagrodzone. Z Paristetris wystąpił Eddie Stevens, producent płyty „Honey Darlin’”, który nadał jej syntetyczny szlif. Na koncercie usłyszeliśmy więc materiał z tego albumu, który Paristetris z reguły grają bardziej garażowo, a tym razem nadali mu właśnie formę połyskliwą, pulsującą syntetycznym basem. Candelaria Saenz Valiente na dużej scenie dała wręcz zjawiskowy performans. Świetny koncert w ostatnich minutach napotkał niestety obiektywną trudność – wieńczące go ciche ballady ginęły w gwarze publiczności. Grająca następnie Ścianka na tę okazję rozrosła się jeszcze bardziej – do trio dołączyły sekcja smyczkowa (znana skądinąd jako Księżniczki), dwóch puzonistów, żeński chórek z perkusjonaliami, a także Andrzej Smolik na instrumentach klawiszowych. Poszczególni z nich włączali się w różnych momentach koncertu. Ścianka zagrała nowy materiał, mocno i głośno. Było to właściwe po doświadczeniach Paristetris, ale z drugiej strony część dodatkowych brzmień przez to ginęła, zwłaszcza chórzystki. Inna sprawa, że sam realizator dźwięku był chyba ciągłym ruchem na scenie zaskoczony, przez co czasem puzony pojawiały się w głośnikach od 1/3 utworu. Bardzo mi się podobało, że Ścianka wykorzystała okazję do tak rozbudowanego występu, nawet jeśli czasem pewne rzeczy wydawały się ad hoc. Zaskakująco, mimo wielu gości, zespół zabrzmiał jeszcze bardziej transowo i psychodelicznie, niż na koncertach w trio.

Kolejny zespół w programie głównej sceny trzeciEgo Ucha był największą niewiadomą. Etiopskie trio Ililta Band trafiło do Warszawy z rekomendacji The Ex, pierwotnie sądziłem, że nawet by dołączyć do holenderskiego składu. To jednak nie nastąpiło, Ililta Band zagrali swoją muzykę na tradycyjnym instrumentarium: masinqo – jednostrunowych skrzypcach ze smyczkiem, na krarze – sześciostrunowej harfie oraz na kobero – sporych metalowych bębnach. Ich wibrująca muzyka z lekkim pulsem była przyjemna, ale szczerze mówiąc nie sposób się było na niej skupić. Dość spokojny i cichy koncert nieznanych nikomu Etiopczyków odbył się w złym miejscu i czasie – niezbyt pasował stylistycznie do całokształtu imprezy, był słabo nagłośniony i skazany na pobieżny odbiór nawet zaintrygowanej części publiczności.

Potem przyszedł czas na The Ex, którym towarzyszył Ken Vandermark i już od pierwszych dźwięków było odczuwalne, jak olbrzymią radość sprawia im granie razem. The Ex zagrali głównie materiał z ostatniej płyty oraz trzy starsze utwory, w tym dwa hity ze „Scrabbling at the Lock”. I byli fantastyczni. Na każdym kolejnym koncercie tego zespołu mam wrażenie, że to najlepszy, jaki widziałem. Wykorzystując piosenkowe ramy The Ex nadali im spontaniczny, rozimprowizowany kształt, spleciony z trzech wibrujących gitar i cholernie rytmiczny. Zwłaszcza na żywo mam wrażenie, że włączenie wszystkich instrumentów w służbę rytmu osiągnęło w The Ex błyskotliwość porównywalną z Konono no. 1. Rewelacyjny był Vandermark, który wcześniej grywał z The Ex w sekcji 3-4 osobowej. Tutaj grał rzeczy pozornie proste, wręcz zaskakujące dla osób śledzących jego twórczość, ale zarazem doskonale trafiające w pozorny nieład The Ex i zaskakujące dla nich samych. Była to rewelacyjna kulminacja gitarowej części imprezy.

Druga część nocy należała do didżejów i elektroników. Zaczął DJ /rupture, który rozczarował mnie po raz drugi w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie żebym miał coś przeciwko muzyce do tańca o posmaku południowej półkuli, ale /rupture gra ją bez szczególnej wizji, a na dodatek nieskładnie. Bez sensu. Bardziej przekonywujący był występ Mouse On Mars, choć po ubiegłorocznym Offie było wiadomo, czego się spodziewać – trochę spojrzenia na najlepsze wydawniczo lata grupy, trochę elektronicznych gier na współcześnie. Ale co tam – bezbłędnych rytmicznych symetrii, poszatkowanego brzmienia i zdeformowanego Actionist Respoke mniej więcej po 10 minutach koncertu po prostu dobrze się słuchało. Podobnie jak w Katowicach, trochę znużyła mnie jednak finalna, bezpośrednio taneczna część ich występu. Rozumiem, że set trzeba z czasem podkręcić, ale w przygniataniu bitem MoM nie są moim zdaniem najlepsi. O czwartej na ranem, już półtorej godziny za harmonogramem, zagrał Pantha du Prince i jego efemeryczny, taneczny program to dla mnie elektroniczny hit tego roku. Oparty o „Black Noise” koncert rozłożony był na trzy części, z których każda miała dobrą dynamikę, wykorzystującą odcienie i przeboje tej płyty, przeplatane materiałem innym (nowym?). Utwory przyniosły wystarczające modyfikacje w porównaniu do wersji studyjnej by uwierzyć, że są naprawdę grane, bas był przyjemnie niski, a górne rejestry szkliste. Doskonały występ, który zakończył się parę minut po piątej. Nawet nie wiem, do której trwało after party.

Dobrze zaaranżowano przestrzeń elektrociepłowni, z performansem Dis/cordu zajmującym wnękę komunikacyjnego szlaku, barem z grającymi didżejami po drugiej stronie kompleksu (choć ciemny korytarz do niego prowadzący bywał wąskim gardłem). W oddzielnej, małej sali serię setów zagrał Robert Piotrowicz, ale niestety nie udało nam się na nie dostać w przerwach między koncertami na głównej scenie. Trochę utrudnił to fakt, że impreza rozjechała się z harmonogramem, ostatecznie aż o półtorej godziny. Jednak tego chyba spodziewali się wszyscy z wyjątkiem muzyków z Niemiec. Biorąc pod uwagę miejsce, w którym odbywał się festiwal, z nagłośnieniem poradzono sobie znośnie, jednak żeby dobrze słyszeć, trzeba było podejść blisko sceny. Od połowy sali na głównej scenie było już słychać źle. Generalnie, trzeciE Ucho okazało się jednak dużym sukcesem. Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek koncert rocznicowo-okazjonalny, a do takich zaliczyć należy program inauguracji, mógł w ogóle dorównać programowi i poziomowi koncertów, które zobaczyliśmy w EC Powiśle. Które to miejsce ma zresztą spory potencjał – gdyby je przeznaczyć do zastosowań kulturalnych, mielibyśmy dobre funkcjonalne uzupełnienie okolicznego CN Kopernik i Biblioteki Uniwersyteckiej. A la Southbank Centre / Tate Modern w Londynie. Ale mleko już jest wylane, miejmy nadzieję, że zanim powstaną apartamenty, jeszcze jakiś koncert tam się odbędzie.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
ParisTetris + Eddie Stevens [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ścianka [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
Ililta Band [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex + Ken Vandermark [fot. Piotr Lewandowski]
DJ /rupture [fot. Piotr Lewandowski]
DJ /rupture [fot. Piotr Lewandowski]
Mouse on Mars [fot. Piotr Lewandowski]
Mouse on Mars [fot. Piotr Lewandowski]
Mouse on Mars [fot. Piotr Lewandowski]
Mouse on Mars [fot. Piotr Lewandowski]
Pantha du Prince [fot. Piotr Lewandowski]
Pantha du Prince [fot. Piotr Lewandowski]
Pantha du Prince [fot. Piotr Lewandowski]
Pantha du Prince [fot. Piotr Lewandowski]