polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Sonar Festival 2011
Barcelona | 16-19.06.11

Chociaż Barcelona przez ostatnie kilka lat kojarzy się przede wszystkim z Primavera Sound, Sonar Festival odbywa się tam od przeszło dekady dłużej i jego tegoroczna, osiemnasta już edycja pokazuje jak ważna i ciekawa jest to impreza na mapie europejskich festiwali. Tym bardziej dlatego, że wystarczy miesiąc, żeby w jednym mieście uczestniczyć w dwóch przeglądach najciekawszych aktualnie zespołów i zjawisk na scenie muzycznej, od Primavery zaczynając a na Sonar kończąc.

Czerwcowy festiwal zwraca swoją uwagę także niecodzienną formułą i lokalizacjami w których się odbywa – część dzienna znajduje się w kompleksie MACBA i CCCB, gdzie między budynkami sztuki współczesnej a historycznymi zabudowaniami na powietrzu znajduje się scena Sonar Village, przed którą może zgromadzić się do 2 tys. widzów, namiot Sonar Dome zajmujący cały plac przed MACBA oraz dwie sceny zamknięte – w podziemiach CCCB i jednej z sal wystawowych MACBA.

Lokalizacja w samym centrum Barcelony jest niejako kontrapunktem dla części wieczornej, która startuje ok 22 i odbywa się nieopodal Placa d'Europa w halach targowych, gdzie zazwyczaj znajdowały się 3 sceny, a w tym roku organizatorzy dodali jeszcze jedną, Sonar Car, gdzie odbywały się przede wszystkim showcase'y europejskich labeli.

Do najciekawszych koncertów w Sonar by Day na pewno należy zaliczyć te grane przez rozbudowane składy. Rewelacyjnie wypadło niemieckie The Brand Brauer Frick Ensemble, zespół liczący prawie 10 muzyków, który wykonywał połączenie techno i krautrocka, angażując jako uzupełnienie do rytmiki dęciaki, instrumenty smyczkowe, harfę i ogromny fortepian. Połączenie klasycznych brzmień z rytmiką 4/4 brzmiało niesamowicie, tym bardziej dlatego, że każdy muzyk na scenie grał swoją partię czytając ją z nut – widok niesamowity!

Świetny, żywy koncert zaprezentowało Open Reel Ensemble – japończycy grali set, generując dźwięki na starych magnetofonach taśmowych podłączanych do komputerów, a uzupełniając je brzmieniem skrzypiec, basu czy werbla. Frapująco wypadł Hauschka, który swój preparowany fortepian uzupełnił o wibrafon i instrumenty perkusyjne obsługiwane przez drugiego muzyka – od rozimprowizowanych brzmień zaczął, a zakończył się na kompozycjach o niemalże dubowej rytmice.

Najlepszym występ pierwszego dnia dało niezwykle rzadko koncertujące trio Denseland, w składzie Hannes Strobl, Hanno Leichtmann i improwizujący wokalem David Moss. Ten nietypowy koncert-słuchowisko rozwijał się stopniowo – od improwizowanych, swobodnych struktur bo bardziej zwarte kompozycje, w finale z mocno tanecznym potencjałem. Na ich tle zachwycał jednak przede wszystkim genialny Moss – nie tyle śpiewał co mruczał, deklamował czy brzmiał niczym kaznodzieja, który przemawia do tłumu. Wydawało się, że ciężki do przedstawienia na żywo materiał z „Chunk” się nie sprawdzi, jednak było dokładnie na odwrót.

Fantastyczny, lekko rozmarzony i impresjonistyczny set, zanurzony trochę w chillwave'owej estetyce zagrał Teebs, a diametralnie odmienny, agresywny i porywający był występ Actress. Kompletnie nie sprawdził się showcase Tri Angle, który unaocznił, że większość ich artystów na żywo zalicza kompletną klapę – oOooO, How to Dress Well i Holy Other nie tylko nie mają pomysłu na występ, ale na dodatek brzmią wręcz tragicznie i są strasznie nudni. Obroniła się jedynie pochodząca z Francji Oy. Jej melodie są żywsze, występ ma więcej performatywności, także dlatego, że artystka potrafiła go urozmaicić – tworząc muzykę z powietrza wypuszczanego z balona czy uderzając w kolorowe pacynki, którym nawet nadała imiona.

Rewelacyjnie wypadli Shangaan Electro, którzy tak naprawdę nie mieli jakichkolwiek instrumentów. Muzyka była grana przez producenta albumu Nozinje – skondensowanym i szybkich rytmom MIDI (czasem trochę monotonnym) akompaniował śpiew dwóch wokalistek i dwóch tańczących i barwnych Tshetsha Boys – co pokazało, że nawet występ serwowany jedynie z dj'ki może być barwny, porywający, a przede wszystkim świetnie zachęcający do wspólnej zabawy.

Miłym zaskoczeniem było hiphopowe Dels, tym razem dość poprawnie wypadł Four Tet i trochę rozczarował Tyondai Braxton, który podobnie jak jego koledzy z Battles, technicznie jest bardzo sprawny, jednak jego kompozycje nie są do końca dopracowane i brzmią bardziej jak eksperymenty z dźwiękiem, dość hermetycznie i ciężko przyswajalne, niż konkretne struktury o dopracowanej formie.

Minusem części dziennej festiwalu była trochę kiepska organizacja przestrzeni, przez co często dość ciężko było przemieszczać się między scenami. Brak szlaków komunikacyjnych między CCCB i MACBA doskwierał tak samo jak brak szczegółowych informacji o tym, jak dostać się na Sonar by Night (nie wspominając o powrotnych busach, które trasę powrotną kończyły nieopodal stacji metra Dressanes, zamiast przy Placa de Catalunya, węzła komunikacyjnego z którego wszędzie w centrum jest o wiele bliżej).

Część nocna również obfitowała w niespodzianki i ciekawe wystepy, mimo że przy ich dużej rozwlekłości i rozpiętości czasowej pod koniec była trochę męcząca (na Sonar chyba lepiej niż na Primaverze widać, że „dopalacze” do późnych godzin rannych zdecydowanie pomagają).

Niebanalnie zagrał Aphex Twin, który choć nie zagrał live tak obłędnie jak 2 lata temu na Primavera Sound czy Sacrum Profanum, lecz zaprezentował dj set. Jednak słuchało się go fantastycznie – stopniowo i misternie budowany klimat i rozwijające się kompozycje plus 3 ogromne ekrany i monitory z wizualizacjami robiły imponujące wrażenie.

Świetnie wypadli Shackleton i The Gaslamp Killer. Pierwszy swoją muzykę budował w oparciu o masę basów i etnicznych partii rytmicznych, brzmiących spójnie i świeżo. Zabrakło może tylko efektów wizualnych – jego występ w Gdańsku w kwietniu tego roku pełen był mglistego dymu i wizualizacji, które idealnie pasowały do muzyki. The Gaslamp Killer natomiast zaprezentował mieszankę przebojów, zahaczając nawet o Beatlesów. Niby zwykła dyskoteka, ale sposób, w jaki robi to William Benjamin Bensussen z Brainfeedera jest unikalny w skali globu i wygląda jakby puszczał muzykę w domu dla sąsiadów – pełen ekspresji, grania na niewidzialnych instrumentach, krzyków i wrzasków, a przede wszystkim zabawy bez jakiegokolwiek skrępowania.

Komicznie brzmiało The Human League, które raczej należy traktować jako ciekawostkę, bo do współczesnych czasów w ogóle nie przystaje, a bardzo słabo Cut Copy, którzy brzmieli nudno i nieciekawie. W tym samym czasie zagrali rewelacyjni Trentemøller (zagrali - bo oprócz twórcy projektu, jego koncertowa odsłona była powiększona o kilku muzyków), na których pierwsze trzy kawałki nie zdążyłem (stąd brak zdjęć). Ich rozwlekłe kompozycje brzmiały świetnie – stopniowo się rozwijały, zmieniały tempo, czasem w niemal iście prog rockowym stylu, a ponadto miały świetną, taneczną rytmikę. Jeden z najlepszych koncertów festiwalu.

Objawieniem części wieczornej była francuzka Yelle, która pojawiła się na scenie w wielkim włochatym stroju, potem zrzucając go i zostając na scenie w obcisłej i seksownej czerwonej panterce. Jej elektro wspomagane przez dwóch bębniarzy (jeden z nich jednocześnie był klawiszowcem) brzmiało świeżo i porywczo, co potwierdziło (po Oy), że Francuzki mają smykałkę do elektronicznej muzyki (co wiadomo nie od dziś).

Mdło wypadła patetyczna i przedobrzająca z ogromną liczbą instrumentów Janelle Monáe czy okropnie nudna Katy B. nie do końca występ wyszedł Africa Hitech, za to całkiem sympatycznie brzmiała portugalska, trochę gangsterska Buraka Som Sistema. Największym show miał być koncert M.I.A., która jednak robi chyba najwięcej hałasu (i opóźnienia, niemalże 30 minut), a mało uwagi poświęca muzyce. Show robi swoje, ale pewien niedosyt przy jej rytmicznych kawałkach pozostaje, zwłaszcza jeśli jej koncert widzi się po raz wtóry.

Fajnym akcentem był showcase Smalltown Supersound w Sonar Car, który obejrzałem niestety połowicznie ze względu na występy na innych scenach – jednak nawet na tyle warto było wpaść na sety Diskjokke i Bjørna Torske.

Sonar idealnie wyważa ofertę muzyczną między koncertami „do słuchania”, a występami do zabawy. Zainteresowani mogą uczestniczyć w jednych albo drugich lub przez całe trzy dni, nieustannie celebrować muzykę elektroniczną. W przeciwieństwie do Primavera Sound, plusem na pewno jest to, że na tym festiwalu pojawia się konstelacja o wiele ciekawszych i unikatowych występów, a także muzycznych połączeń – od akustycznych występów, po bardziej żywiołowe koncerty i typowo taneczne imprezy. Większy nacisk jest na ciekawe projekty niż na sezonowe gwiazdki (chociaż tych też nie brakowało i rezultat był opłakany). I nie ma znaczenia, czy ktoś gra z żywymi instrumentami, na stole zastawionym laptopami czy jedynie odtwarza kompozycje – ważne, by artyści potrafili poradzić sobie w każdej z tych sytuacji.

[zdjęcia: Jakub Knera]

Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Shangaan Electro [fot. Jakub Knera]
Denseland [fot. Jakub Knera]
Denseland [fot. Jakub Knera]
Denseland [fot. Jakub Knera]
Denseland [fot. Jakub Knera]
Denseland [fot. Jakub Knera]
The Brandt Brauer Frick Ensemble [fot. Jakub Knera]
The Brandt Brauer Frick Ensemble [fot. Jakub Knera]
The Brandt Brauer Frick Ensemble [fot. Jakub Knera]
The Brandt Brauer Frick Ensemble [fot. Jakub Knera]
The Brandt Brauer Frick Ensemble [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Yelle [fot. Jakub Knera]
Aphex Twin [fot. Jakub Knera]
Aphex Twin [fot. Jakub Knera]
Aphex Twin [fot. Jakub Knera]
Aphex Twin [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
Hauschka [fot. Jakub Knera]
The Human League [fot. Jakub Knera]
The Human League [fot. Jakub Knera]
The Human League [fot. Jakub Knera]
The Human League [fot. Jakub Knera]
Four Tet [fot. Jakub Knera]
Four Tet [fot. Jakub Knera]
M.I.A. [fot. Jakub Knera]
M.I.A. [fot. Jakub Knera]
M.I.A. [fot. Jakub Knera]
M.I.A. [fot. Jakub Knera]
M.I.A. [fot. Jakub Knera]
Actress [fot. Jakub Knera]
Actress [fot. Jakub Knera]
Cut Copy [fot. Jakub Knera]
Cut Copy [fot. Jakub Knera]
Cut Copy [fot. Jakub Knera]
Cut Copy [fot. Jakub Knera]
Tyondai Braxton [fot. Jakub Knera]
Tyondai Braxton [fot. Jakub Knera]
Tyondai Braxton [fot. Jakub Knera]
Tyondai Braxton [fot. Jakub Knera]
Buraka Som Sistema [fot. Jakub Knera]
Buraka Som Sistema [fot. Jakub Knera]
Buraka Som Sistema [fot. Jakub Knera]
Buraka Som Sistema [fot. Jakub Knera]
Shackleton [fot. Jakub Knera]
Shackleton [fot. Jakub Knera]
The Gaslamp Killer [fot. Jakub Knera]
The Gaslamp Killer [fot. Jakub Knera]
Teebs [fot. Jakub Knera]
Oy [fot. Jakub Knera]
Oy [fot. Jakub Knera]
Oy [fot. Jakub Knera]
Oy [fot. Jakub Knera]
Open Reel Ensemble [fot. Jakub Knera]
Open Reel Ensemble [fot. Jakub Knera]
Open Reel Ensemble [fot. Jakub Knera]
Nicolas Jaar [fot. Jakub Knera]
Nicolas Jaar [fot. Jakub Knera]
Nicolas Jaar [fot. Jakub Knera]
Katy B [fot. Jakub Knera]
Katy B [fot. Jakub Knera]
Atmosphere [fot. Jakub Knera]
Atmosphere [fot. Jakub Knera]
Little Dragon [fot. Jakub Knera]
Little Dragon [fot. Jakub Knera]
Little Dragon [fot. Jakub Knera]
How to Dress Well [fot. Jakub Knera]
Diskjokke [fot. Jakub Knera]
Dels [fot. Jakub Knera]
Dels [fot. Jakub Knera]
Dels [fot. Jakub Knera]
Africa Hitech [fot. Jakub Knera]
Astrud + Col·lectiu Brossa [fot. Jakub Knera]
Astrud + Col·lectiu Brossa [fot. Jakub Knera]
Astrud + Col·lectiu Brossa [fot. Jakub Knera]
Toro Y Moi [fot. Jakub Knera]
Toro Y Moi [fot. Jakub Knera]
Toro Y Moi [fot. Jakub Knera]