polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Daniel Drumz wywiad

Daniel Drumz
wywiad

Daniel Drumz, urodzony w roku 1985r. w Stalowej Woli dj i producent to bardzo wyraźny przykład artysty ukształtowanego na podstawie swoich życiowych doświadczeń. Zaczynał od gry na trąbce i hip-hopu, który kilka lat później doprowadził go do zwycięstwa w ogólnopolskim konkursie dla turntablistów. Twierdzi, że hip-hop to podstawa, ale doskonale zdaje sobie również sprawę, że życie toczy się dalej i nie można być głuchym na muzykę. O definicjach, PlayStation i winylach rozmawiał z Danielem Marcin Gładysiewicz.

Grasz na Playstation?  Wyczytałem gdzieś, że muzycy używający samplerów muszą ciągle poprawiać swoje manualne skillsy i najlepszym na to sposobem jak gra na PS. Czy tylko dla mnie jest to jakaś abstrakcja?

Jest to jedna z najśmieszniejszych wymówek jakie słyszałem! Jak ktoś ma ochotę to niech gra, ja na przykład lubię, ale staram się nie poświęcać na to zbyt dużo czasu. Jakiś czas temu kupiłem sobie nawet Xboxa, lecz dla bezpieczeństwa sprzedałem go już po trzech tygodniach.

Wojciech Mann w swojej najnowszej książce przypomina jak za czasów PRL traktowało się winyle. A jak Ty dbasz o swoje? Bo pewnie nie smarujesz ich smalcem?

Wątpię, żebym zwracał na to szczególną uwagę. Po prostu staram się płyt nie niszczyć i w razie konieczności je czyszczę. I chyba tyle.

Czy masz w swojej kolekcji albumy, które zawsze musisz mieć pod ręką?

Najbliżej gramofonów zawsze leżą zakupy z ostatnich kilku miesięcy, które później lądują w odpowiednim miejsce na regale. Posiadając względny porządek i kolekcję nie przekraczającą kilku tysięcy płyt w zasadzie każda płyta leży pod ręką.

Winyl to dzieło sztuki? Cenisz sobie zarówno zawartość, oakładkę jak i sposób wydania?

Bardzo cenię sposób wydania - zarówno jeżeli chodzi o kasety, płyty CD jak i winyle. Jednak płyta winylowa ma w tym przypadku przewagę pod względem powierzchni do zagospodarowania. Dlatego projektanci okładek mogą pozwolić sobie na więcej.

Miałem okazję być na Twoim występie w Krakowie 2 kwietnia w klubie „Łódź Kaliska”. Tracklista dotykała szerokiego spektrum ‘czarnych brzmień’. Jednak gdy na scenie pojawił się Piękny Chłopiec publika wyraźnie się zmieniła. Jak w takim razie opisałbyś fana swojej muzyki?

W zasadzie to całe moje zainteresowanie muzyką zaczęło się od hiphopu, bo to właśnie dzięki tej muzyce poznałem takie gatunki jazz, funk, afrobeat, reggae czy elektronikę - tym bardziej tę dzisiejszą, w której jest mnóstwo nawiązań do czarnych brzmień. Chociażby ze względu na to, że osoby, które ją produkują - tak samo jak ja - zaczynały swoją edukację muzyczną od hip hopu i właśnie tego typu publikę lubię najbardziej - taką, która w latach 90 zainteresowała się hip hopem, dzięki któremu poznała jego podstawy, ale bierze też poprawkę na to, że mamy już rok 2011, a nie 1998.

Właśnie, podobnie jak Ty wychowałem się na programach takich jak Yo MTV Raps czy Blah Blah Groove. Później były Mistrzostwa Świata, pierwsze tasiemce w telewizji publicznej, aż wreszcie dostęp do Internetu, który stał się głównym bodźcem do zainicjowania przyszłych zmian. Skąd teraz dzieciaki mają czerpać wzorce?

Dzieciaki mają ten sam internet co ja i Ty i właśnie on jest dla nich źródłem wszelkiej wiedzy. Nawet przeglądając pospolity youtube i wybierając tam bardzo oczywiste rzeczy można w kilka minut dokopać się do świetnych materiałów. Wystarczy chcieć. Zresztą tak jak zwykle.

Ze względu na powszechność zafundowaną przez Internet coraz więcej osób głosi, że wszystko jest mainstreamem, ale z punktu widzenia tożsamości odbiorcy i jego relacji z kulturą jest to wciąż ważny aspekt codzienności. Czy w Twoim słowniku funkcjonuje takie słowo jak underground?

Słowo undeground diametralnie zmieniło swoje znaczenie. Kiedyś, gdy jakikolwiek zespół sygnowano łatką undergroundowy, znaczyło to tylko i wyłącznie tyle, że nie miał swojej wytwórni. Jednak teraz mamy wysyp małych labeli, które wydają po kilkaset sztuk każdego tytułu. W najlepszym wypadku chodzi o kilka tysięcy płyt sprzedanych na całym świecie. To nie jest mainstream. Jednak co najgorsze, wojna pomiędzy tym co popularne i niezależne  zepchnęła na drugi plan sprawę najistotniejszą - czy coś brzmi dobrze czy źle.

To jedyny filtr jaki stosujesz? czy dla własnych potrzeb opracowałeś inne skuteczne podziały?

Muzykę dzielę na taką, którą lubię i taką, która mnie totalnie nie interesuje, choć zdarzają się rzeczy, które mnie nie interesują, ale jestem w stanie docenić ich jakość. Jedyne za czym nie przepadam to prostactwo, którego pod żadnym pozorem nie należy mylić z prostotą.

Co masz na myśli?

Sporo elektroniki i hiphopowych bitów to bardzo proste produkcje, operujące przez ładnych parę minut w oparciu o proste loopy, co jednak nie przeszkadza im w tym, żeby brzmiały interesująco, a nie prostacko!

A co z młodymi i zdolnymi siedzącymi przed Fruity Loopsem? Nie myślałeś, żeby stworzyć własną platformę promującą nieznanych producentów?

Wydawanie muzyki to świetna sprawa, ale na promocję na najwyższym poziomie trzeba poświęcić mnóstwo czasu, którego zwyczajnie w tej chwili nie mam. Z tej również przyczyny sam siebie też nie wydaję.

Dla mnie to dziwne, że artyści, otwierają po kilka wytwórni tylko po to by promować własną muzykę. W jednej disco, w innej techno, a w jeszcze innej dubstep etc.

Ale to nic niezwykłego i nawet nie trzeba daleko szukać. Najbliższy przykład to nasze rodzime trio  Junoumi / U Know Me / Funky Mamas And Papas. Nie mówiąc juz o tym, że nie każda pozycja może trafić do oficjalnej dystrybucji, stad te mnogie nazwy labeli, które powstały na potrzeby danego wydawnictwa albo danej ich serii.

Grasz z Eldo, wydajesz dla Junoumi, jeździsz po Polsce z Mako Boko czy z własnymi setami. Ta cała aktywność stanowi wypadkową Twoich zainteresowań? Czy traktujesz to jako część swojej pracy?

Jeżeli to co robię traktowałbym tylko i wyłącznie jako pracę to znalazłbym sobie zajęcie, które nie wymaga ode mnie ciągłego wyjeżdżania z miasta, pracy do 5 rano w hałasie itd.

To minusy, a co z pozytywami? Oprócz pasji, którą jest dla Ciebie muzyka, to przecież stanowi ona Twoje źródło utrzymania, prawda? Wielu chłopaków grających ambitną muzykę marzy o tym, by wskoczyć na Twoje miejsce.

To oczywiście wspaniała rzecz, mam niesamowite szczęście, że mogę tak pracować, ale jest to w porządku tylko i wyłącznie wtedy, kiedy robię to, co mnie interesuje. Znam wielu dj-ów, którzy na swoich imprezach nie grają tego, co by chcieli, ale to wciąż trwa i nic z tym nie robią. Jeżeli miałbym puszczać muzykę, która mnie nudzi, to wolałbym wykonywać jakieś inne, równie bezproduktywne zajęcie, które nie wymaga ode mnie tylu poświęceń.


Nie chciałbyś w takim razie wywołać jakieś dyskusji na temat niskiego poziomu muzyki w klubach? Chłopaki z Loud & Clear walczą w ten sposób ze słabością sceny we Wrocławiu.

Nie, nie interesuje mnie to.

Muzykę można tworzyć na starych gramofonach, przy pomocy najgorszej karty dźwiękowej, na głośnikach z wieży, którą ma się od czasów komunii. Nie liczy się sprzęt czy equalizer, kompresory i inne wtyczki z dziesiątkami pokręteł, które można wykorzystywać bez jakiejkolwiek wiedzy. Co tak naprawdę liczy się w całym procesie twórczym? Zaczynasz od jednego dźwięku i masz już w głowie ciąg dalszy?

Przede wszystkim liczy się pomysł, chociaż bez wątpienia sprzęt odgrywa tu bardzo ważną rolę. Tak jak mówisz, ograniczenia mogą być bardzo inspirujące, ale niektórych rzeczy zwyczajnie nie da się przeskoczyć - szczególnie jeżeli chodzi o jakość dźwięku. Gdy siadam do produkcji muszę mieć jakiś punkt zaczepienia - melodię, sampel do dalszej obróbki, albo chociażby pomysł na to co chcę osiągnąć. Jeżeli nie wiem czego szukam, to nie ma sensu szuka,ć bo i tak to przegapię.

Dzięki za rozmowę.

[Marcin Gładysiewicz]