polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Aria Jalali wywiad

Aria Jalali
wywiad

Zaledwie rok temu rozmawialiśmy z Aria Jalali o jego projekcie Railcars. Zaskakujące jak szybko ten muzyk materializuje swoje kolejne pomysły. Killka tygodni temu ukazała się jego kolejna płyta pod szyldem Gypsy Treasures, w której zawarł zwoje młodzieńcze nagrania, a już w wakacje ukaże się płyta z coverami i reinterpretacjami utworów Kate Bush. To właśnie o tych albumach, a także o Wrocławiu w którym Arię można było zobaczyć i tym jak go zainspirował, przeczytacie poniżej.

Kiedy rozmawialiśmy w zeszłym roku, rozmawialiśmy o Twoich planach na stworzenie płyty z coverami Kate Bush. Przygotowałeś nawet specjalną akcję internetową, w której fani mogli pomóc Ci w finansowaniu tego wydawnictwa. Pięcioutworowa epka jest już gotowa, ale spróbuj przypomnieć co skłoniło Cię do takiego posunięcia?

Kiedy kilka miesięcy przed tym jak rozmawialiśmy byłem w Stanach Zjednoczonych w trasie koncertowej promującej „Cathedral With No Eyes”, poprosiłem jednego z moich znajomych w Seattle, gdzie przebywałem, żeby skopiował mi kilka płyt CD do słuchania w samochodzie. Jedną z nich była „Hounds of Love” - nigdy wcześniej nie słyszałem tych wszystkich utworów naraz obok siebie, zawsze były to pojedyncze kawałki. Teraz wszystkie układały się w pełną sekwencję na długogrającym wydawnictwie co sprawiło, że zdałem sobie jak doskonale są zorganizowane i jak bardzo są ponadczasowe. Pamiętam jak rozmawiałem z kimś podczas trasy i stwierdziliśmy, że brzmią kompletnie oldschoolowo i cały czas przypominają lata 80.

Wtedy doszedłem do wniosku, że to nie kompozycja, ale tekstura i paleta dźwięków stanowią o ich sile. I od tego momentu zapanowała we mnie jakaś niespotykana chęć, przez którą z kompletnie niewytłumaczalnego powodu chciałem uwspółcześnić te piosenki przy wykorzystaniu współczesnej palety dźwięków. Tak żeby Ci, którzy nie są tak tolerancyjni dla starego brzmienia, mogli naprawdę docenić jak wspaniałe i niemal perfekcyjne są jej piosenki.

Więc nie jest to w żadnym stopniu szyderstwo z Kate Bush?

Zdecydowanie nie, uwielbiam muzykę pop i nie ma dla mnie w tym nic z szydery.

Czy było dla Ciebie trudne przerobienie ich na swój sposób? Twoje reinterpretacje czasem brzmią trochę karykaturalnie, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Kocham prostotę tych utworów. Na przykład „Big Sky” składa się dosłownie z jednego akordu, który ciągnie się przez całą piosenkę, ale to niesamowita jazda!

Ale tak naprawdę wcale nie było łatwo zabrać się za te piosenki, nie życzyłbym tego mojemu najgorszemu wrogowi (śmiech). Przeszkód było kilka. Przede wszystkim bardzo duża liczba opcji i sposobów podejścia do muzyki. Taki jeden akord może zakończyć się nieskończoną liczbą interpretacji, w efekcie czego powstaje zupełnie inny utwór. Ich przerobienie było trudne, więc zdecydowałem się stworzyć z nich swego rodzaju impresjonistyczne wersje piosenek tak jak ja je czuję.

Był tez poziom techniczny przearanżowania tych utworów. To nie było trudne, ale zajmowało bardzo dużo czasu. Nie gram na pianinie klasycznym i najzwyczajniej w świecie nie potrafię odczytać zapisu nutowego. Musiałem więc przysiąść nad każdym kawałkiem i dokładnie przeanalizować jak nauczyć się grać każdą jego nutę na perkusji, klawiszach i gitarze.

Te utwory mogą brzmieć trochę karykaturalnie, ale wszystko zależy co przez to rozumiesz. Jej muzyka jest trochę bardziej przyswajalna niż moja. Ale to chyba głównie przez kontrast diametralnie innych stylistyk, które penetrujemy. Tak naprawdę wydaje mi się, że płyta z coverami Kate Bush to najbardziej przystępny krążek Railcars.

Myślisz, że ta płyta spodoba się fanom Kate Bush?

Bardzo w to wątpię, a jestem nawet pewien że nie. Już w momencie kiedy ogłosiłem ten projekt, otrzymałem mnóstwo maili pełnych nienawiści od ich fanów, którzy wytykali mi jak w ogóle mogę zabierać się za coś takiego. Jestem więc pewien, że kiedy album w końcu się ukaże ich grono jeszcze się powiększy. Planuję wydać tę płytę na winylu i kasecie latem, a osoby które przyczyniły się do jego powstania, dofinansowując go, już otrzymały jego wersję cyfrową.

Może warto spróbować wysłać ten materiał samej zainteresowanej?

Haha! Gdyby Kate Bush nie była najbardziej nieuchwytną osobą zaraz po J.D.Salingerze prawdopodobnie tak właśnie bym zrobił. Próbuję od dawna zdobyć jakieś namiary na nią, ale niestety nie przynosi to rezultatów. Ale jeśli ktoś mi pomoże i uda się do niej dotrzeć, będzie świetnie.

Przejdźmy do Gypsy Treasures. Kilka miesięcy temu wydałeś pod tym szyldem płytę „Buried Ghosts”, ale nagrania, które się na niej znalazły, powstały w połowie 2000 roku. Dlaczego czekały na publikację tak długo?

Cóż, to w zasadzie swego rodzaju stracony projekt. Tak naprawdę to pierwszy „zespół” jaki kiedykolwiek miałem, a właściwie mój kuzyn Rooz i ja, grający na orientalnych i perskich instrumentach naszych rodziców - dombak, sehtar, santoor, daft – z których tworzyliśmy pętle i dodawaliśmy linie basowe, a potem dodatkowo do nich improwizowaliśmy. Ja zazwyczaj grałem na gitarze, a mój kuzyn na perkusji. Robiliśmy to przede wszystkim dla zabawy w garażu a potem chcieliśmy słuchać tego materiału w samochodzie i sprawdzać jak słucha się go jeżdżąc po mieście. To tylko hobby, w końcu sam o tym zapomniałem i tak naprawdę nikt już nie myślał o tych nagraniach.

Wszystkie utwory zostały zarejstrowane przy pomocy mojego przyjaciela Zhubina, a utwór nr 2 zarejestrowaliśmy na żywo. Planujemy grać koncerty w pełnym składzie i jedynie przy wykorzystaniu analogowych urządzeń.

Czyli to powstało na długo przed stworzeniem Railcars?

Taak, na długo przed! Z tym samym kuzynem, cztery lata później chcieliśmy razem przenieść do San Francisco. W tym samym czasie zostałem poproszony o zagranie kilku koncertów z Handsome Furs i stworzłem Railcars. Kiedy stworzyliśmy Gypsy Treasures, nie mieliśmy pojęcia że kiedykolwiek ktoś to usłyszy – nie było wtedy jeszcze mowy o tak rozwiniętym systemie blogów muzycznych.

Mój kuzyn i jego dziewczyna grali z Railcars podczas ubiegłorocznej trasy koncertowej. Podczas jednego z koncertów, w Budapeszcie, zagraliśmy dość nerwowy i krótki koncert. Jego organizator po skończeniu powiedział, że było zbyt krótko i mamy grać dalej. Nie wiedzieliśmy co robić. Na moim efekcie z loopami zupełnie przypadkowo znalazłem właśnie te stare struktury, które stworzyliśmy jako Gypsy treasures i zaczęliśmy grać „Stray Dogs of Wrocław”. Potem kiedy skończyliśmy, zacząłem poważnie myśleć nad tym aby je wydać, więc zwróciłem się do Not Not Fun, bo wydało mi się że to jedyny label, który je zrozumie i zechce wydać. I tak właśnie zrobili.

Te dwa projekty znacząco się od siebie różnią, jak to postrzegasz? Gypsy treasures to długie utwory, z transowym rytmem i orientalnymi melodiami, a Railcars to krótkie noisowe utwory.

To prawda. Widzę je jako dwa klasyczne przeciwieństwa – zespół analogowy i zespół elektroniczny. Zgadzam się z tym co mówisz. Railcars to dla mnie po prostu miniaturki piosenek pop.

A czy ten zespół jest w jakimś stopniu wynikiem twoich zainteresowań kulturą cygańską?

Hmm, jestem nią zainteresowany, ale nazwa wzięła się zupełnie od czego innego. To taki żart, który powstał podczas trasy koncertowej, kiedy oglądaliśmy w naszym hotelu jeden z odcinków „It's Always Sunny in Philidelphia”.

Bardzo interesuje mnie kawałek otwierający płytę „Stray Dogs of Wrocław”. Znam Wrocław i zastanawiam się na ile tytuł i klimat tego utworu są powiązane z tym miastem?

Całkowicie. To znaczy ta piosenka powstała nim się tam pojawiłem, ale kiedy pojawiłem się we Wrocławiu od razu dopasowałem tytuł do utworu. Pamiętam jak byłem tam na jednym z dziedzińców opuszczonych budynków, gdzie były bezpańskie psy i zniszczone samochody. Pamiętam, że śnieg cicho padał na to wszystko i że wyglądało to szczególnie dziwne, niemal postapokaliptycznie. Nigdy nie zapomnę twgo widoku. Kiedy więc utwór był już dopracowany i gotowy przed wydaniem go w Not Not Fun, słuchając go, miałem ten obraz w głowie i wiedziałem, że musi się nazywać właśnie tak.

Przygotowujesz do wydania siedmiocalówkę „Said Sister”. A co dalej z Railcars?

To jedno z naszych pierwszych płyt demo. Na początku w Railcars były aż cztery osoby, a cały ten zespół powstał jedynie po to żeby być supportem na koncertach. W zespole grała Dasha z Rosji, która śpiewa na stronie b oraz Biljana, która potem wróciła do Macedonii. Śmieszna historia – nagraliśmy ten utwór, a potem gdzieś mi się zapodział i praktycznie straciłem nadzieję, że go znajdę. Pewnego dnia chciałem uzupełnić listę naszych koncertów na last.fm i zauwazyłem, że ktoś go słucha, więc poprosiłem o jego przesłanie. To było niesamowite. Zremasterowałem oba kawałki i latem planuję chcę je wydać.

Tak naprawdę wszystko to co teraz wydaję to zbiór pierwszch utworów, starych taśm demo czy dziwnych okładek. Chcę jakby się tego pozbyć, a potem planuję się zabrać za tworzenie nowego i świeżego materiału, który złoży się na pierwszą długogrającą płytę Railcars.

[Jakub Knera]