polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Region Łódź Region Łódź

Region Łódź
Region Łódź

Region łęczycki jest najdalej na południe i zachód wysuniętym fragmentem Mazowsza. Bliskość dużych miast i względna zamożność ludności sprawiły, że autentyczna muzyka ludowa dość dawno przeniosła się tam z wesel i zabaw na festyny i przeglądy. Na dodatek, już w latach 70-tych minionego wieku tradycyjne instrumentarium „zmodernizowało się” – harmonię zastąpił akordeon, pojawiła się perkusja, a instrumenty dęte z czasem wyparły skrzypce. Ujmując rzecz kolokwialne – zaczęło się „granie dżezów”. Uproszczając można powiedzieć, że kolejny krok to sięgnięcie po weselny keyboard i disco-polo już wygląda zza krzaka.

Urzędujący obecnie w Trójmieście saksofonista Irek Wojtczak postanowił pochylić się nad zubożałą tradycją muzyczną tego regionu, jak się okazuje, jego rodzinnego. Wojtczak wskazuje, że główną inspiracją był dla niego Tadeusz Kubiak, ponad 80-letni muzyk niosący, żywą, autentyczną tradycję, kilkukrotny laureat najważniejszego bodaj festiwalu muzyki ludowej w Polsce, czyli Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. Do współpracy przy „Region Łódź” zaprosił zaś Wojtczak muzyków tak wielu, że na okładce płyty ich nazwiska zajmują kilkanaście wersów.

Zamiarem było „dążenie do jedności przez różnorodność”, ale efekt niestety przypomina tradycyjne danie Mazowsza – groch z kapustą. Kilka numerów, jak otwierający album Owczarek, z samplami głosu i skrzypic Tadeusza Kubiaka, przywodzi na myśl „OjDADAna” Grzegorza z Ciechowa, przesuniętą w stronę lekkostrawnego jazzu. Podobnie jest w Wiwat, Wiwat, tonącym w instrumentach klawiszowych. Ale „Region Łódź” to nie ta liga, co nowatorski, ale pełen zrozumienia przetwarzanej tradycji album Ciechowskiego. O ile bronią się jeszcze oberki zdeformowane przez Wojtczaka z Tomkiem Ziętkiem i Kubą Staruszkiewiczem u boku, to te zagrane na sentymentalną nutę przez Sławomira Jaskułke albo zaaranżowane na kwartet smyczkowy, sopran i smętny saksofon drażnią. Dwóch kuriozalnych pomysłów pojąć wręcz nie mogę – Oj Tao z buddyjskimi mnichami i niejakim Glennem Meyerem rymującym o „Yang i Ying” oraz Łęczycak, przynoszący tropikalne bujanie z Larry’m Okey Ugwu i Marsiją Loco na wokalach, są po prostu kiczowate.

Niesmak zaciera w finale Leszek Możdżer w solowej aranżacji pokazującej, że ludowy temat można przetransponować nowocześnie i sensownie. To niestety za mało. Prezentować muzykę tradycyjną „na współcześnie”, poprzez kontrasty i rearanżacje można do bólu. Problem w tym, jak zrobić to eksponując i respektując inspiracje, a zarazem wnosząc do nich nową wartość muzyczną i duchową. Albo chociaż podkreślając więzi. Niestety na „Region Łódź” tego nie ma. Są dżezy.

[Piotr Lewandowski]