polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Larry Polansky The World's Longest Melody

Larry Polansky
The World's Longest Melody

Najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa jako pierwszy wynik dla hasła „Larry Polansky” podaje stronę Dartmouth College w stanie New Hampshire. Polansky jest bowiem akademikiem i teoretykiem, a także współzałożycielem i kierownikiem Frog Peak Music – inicjatywy zrzeszającej i wspierającej eksperymentalnych kompozytorów, takich jak Anthony Braxton, Alvin Curran czy Ezra Sims. Wydany przez New World Records „The World’s Longest Melody” jest szóstą płytą poświęconą jego muzyce. Składają się na nią kompozycje oparte o gitarę (-y) i napisane między 1978 a 2009 rokiem, które przy całym swym formalnym rygoryzmie są jednak od akademizmu dalekie. Płyta została zarejestrowana przez Polansky’ego z grupą belgijskich muzyków o pokolenie od niego młodszych – elektrycznym, gitarowym kwartetem ZWERM, ensemble’m [sic], złożonym z kwartetu saksofonowego i perkusji oraz kilkoma innymi wykonawcami (harfistką, kolejnym gitarzystą, operatorem live electronics).
Spiritus movens przedsięwzięcia wydają się ZWERM, dzięki którym także kompozycje napisane przez Polansky’ego z myślą o innym instrumentarium, są tutaj zaprezentowane w gitarowym kontekście. W szczególności, dotyczy to otwierającego album utworu Ensembles of Note w wykonaniu ZWERM i [sic], które uderza bogactwem i siłą wypływającą z prostoty pomysłu. W uporządkowanych rytmicznie iteracjach rozwijane są motywy melodyczne – w każdej kolejnej wydłużane o jedną nutę, ale grane w dowolnych momentach iteracji. Towarzyszy temu rosnące natężenie wykonania, z czasem przypominające wymianę idealnie wymierzonych ciosów gitarowo-saksofonowego składu. Brzmi znajomo? Tak, to utwór stricte oparty o proces, niemal jak z Reicha, dla którego rozwijanie fraz w iteracjach jest naturalnym odruchem. Ale zagrany z taką werwą, energią i nieprzewidywalnością, że absolutnie świeży. I o dużym marginesie improwizacji, bowiem Polansky to muzykom pozostawia decyzję, kiedy melodia staje zamknięta. On jedynie kreśli proces (w innych utworach np. w ogóle nie zapisuje perkusji i zaprasza do improwizacji). Jeśli nadal wydaje się to akademickim ćwiczeniem, to dodajmy, że najciekawsze pomysły grupy Zs zdają się żywcem bazować na tych koncepcjach.

Choć Ensembles of Note chce się słuchać w kółko, warto pójść dalej, gdyż „The World’s Longest Melody” jest płytą długą i zróżnicowaną. Zarazem wymagającą nieustannej i elastycznej uwagi, co uświadamia już następująca po chwili sekwencja tooayatood – radykalnie krótkich miniatur gitarowych, z których najdłuższa ma 12 sekund, ale każda wybrzmiewa przez kolejne kilka. Dla kontrastu, kolejna forma, na gitarę, harfę i perkusję, rozpościera się przez ponad 16 minut, podzielonych na trzy sekcje. W środkowej okazuje się poruszającą reinterpretacją piosenki Morisa Rosenfelda w jidish. Zamyka go zaś utwór tytułowy w wariancie The Ever Widening Halfstep, skrajnie różnym od wariantu pojawiającego się w dalszej części albumu. „The World’s Longest Melody” jest bowiem nie tyle utworem, co metodą. Jeśli dodać, że wariant na gitarę i harfę został napisany przez komputer wykorzystujący algorytm niekończącej się melodii Polansky’ego, staje się jasne, z jak niezwykłą i zaskakującą muzyką mamy do czynienia. Wydłużające się bloki rytmiczne, w których replikuje się dyskretna melodia gitary i harfy, zdają się swoistym muzycznym fraktalem. Równie pięknym.

W dalszej części płyty znajdujemy zarówno utwory na gitarę solo, jak i grupę. W ivtoo kapitalne wejście gitar elektrycznych w połowie utworu momentalnie skraca dystans między muzyką współczesną a rockową do zaniedbywalnych rozmiarów. Również tytułowy utwór w wersji ensemble, unaocznia tę możliwość, ze świadomością której pozostajemy po wybrzmieniu ostatniego utworu, jedynego zagranego tutaj przez kompozytora solo. Frapujące zatarcie tej granicy przykuwa uwagę nawet jeśli zignoruje się konceptualne tło „The World’s Longest Melody”. Choćby niedawne niepowodzenie Steve’a Reicha i Bang on the Can w „2x5” unaocznia, że to nie lada wyzwanie. Oceny, w jakim stopniu tajemnica sukcesu tkwi nie w kompozycjach Polansky’ego, a w jakim w pasji i inwencji, jakie wnosi ZWERM, najlepiej podjąć się samemu.

[Piotr Lewandowski]