polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Katapulto  Pralines of Doom

Katapulto
Pralines of Doom

Muszę przyznać, że to wydawnictwo było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Oto dostaję maila jakich wiele. Pan Taki i Taki właśnie wydaje kolejną płytę dla Jakiegoś Bliżej Nieznanego Mi Labelu; do maila załączona jest informacja prasowa. Katapulto to solowy projekt Wojtka Rusina – piękne melodie i prawie-taneczne rytmy plus śmiertelnie poważna liryka. Raczej maximal niż minimal, jak deklaruje autor. A występy na żywo to ponoć istne szaleństwo; Rusin dzielił scenę z takimi artystami jak Infinite Livez, Felix Kubin, Dj Scotch Egg, Ariel Pink. To jego trzecie wydawnictwo – tym razem dla brytyjskiej oficyny Onec Records. Nic mi to nie mówi - pierwsze słyszę, nie tylko o labelu, ale i samym artyście. Także włącza mi się lekka rezerwa.

Okazuje się jednak, że piękne melodie, prawie-taneczne bity i egzystencjonalna powaga tekstów to nic innego, jak zwyczajna zgrywa. Wojtek Rusin ma spory dystans do rzeczywistości i to ujawnia się w jego muzyce, o czym przekonujemy się od pierwszego na płycie utworu – „Adventures In Modern Bathrooms”. Skoczne to i surrealistyczne – bo jakie inne mogą być przygody w nowoczesnej toalecie czy łazience? Ale numer dwa – „Big Iron” – wypada jeszcze lepiej: na mojej prywatnej setliście sytuuje go gdzieś w okolicach „Slur” Coila z „Horse Rotorvator”; taneczne i klimatyczne – w idealnych proporcjach; to – jak dla mnie – zdecydowanie „number one” tego wydawnictwa.

Apetyt nieco wyostrzony, po naprawdę dobrym wstępie... Ale numer trzeci nieco rozczarowuje. Eksperymentalny electro hip hop – zdziecinniały i spastyczny – nieco burzy taneczne nastroje. A potem za ciosem idzie „Gospelioza” – dekonstruuje narrację, toczy się w nerwowych podrygach. Dopiero „Oklahomaalabama” to powrót na pierwotny tor – siarczyste, syntetyczne electro z pazurem, którego nie powstydziłby się kanadyjski duet Crystal Castles. Na deser dostajemy jeszcze, utrzymany w podobnym klimacie cover „Sexual Healing” Marvina Gaye’a. Także ostatecznie „Pralines of Doom” robi pozytywne wrażenie. Z pewnością miło zaskakuje – więc, choćby z ciekawości, chce się do tego albumu wrócić. Przesłuchać jeszcze raz. A potem jeszcze raz. I w końcu stwierdzamy, że to całkiem niezły kawałek electro punka.   

[Michał Nierobisz]

recenzje Katapulto w popupmusic