polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

ATP Nightmare Before Christmas curated by Godspeed You! Black Emperor
Minehead | 03-05.12.10

Godspeed You! Black Emperor nie mogli wybrać lepszego miejsca na koncertowy powrót niż festiwal ATP Nightmare Before Christmas. Wilgotna, wietrzna aura Butlins, położonego w Minehead nad Zatoką Brystolską ośrodka wypoczynkowego z lat 70-tych ubiegłego wieku, idealnie korespondowała z sytuacją. Podobnie jak fakt, że przez trzy dni festiwalu na jego terenie wszyscy – i muzycy, i około 5,5 tysiąca uczestników – przebywają niemal bezustannie. To zresztą wielki urok każdego ATP, a w Minehead nic specjalnego do roboty i tak nie ma. Podejmując się roli kuratora festiwalu GY!BE otrzymali jednak możliwość, chyba ważniejszą od samego zagrania pierwszych koncertów w nietypowym miejscu, osadzenia swej muzyki w kontekście, pewnego rodzaju deklaracji intencji towarzyszących reaktywacji. I skorzystali z niej wspaniale, programując dość wymagający, fascynujący festiwal, na którym wystąpiło wielu artystów koncertujących w Europie rzadko. Przy tym, poza samymi kuratorami, nie było zespołów, które można wrzucić nawet do bardzo szeroko rozumianej post-rockowej szufladki. Jeśli pojawiały się zespoły z Constellation, to nie te bezpośrednio związane z muzykami GY!BE. Szeroko natomiast reprezentowany był noise, muzyka improwizowana różnej maści, jeden dzień poświęcono też muzyce współczesnej. Znalazło się miejsce na atmosferyczny song-writing i punk w najlepszym tego słowa znaczeniu (The Ex, NoMeansNo). Co więcej, ostatniego dnia pozbawionego popowych wtrętów festiwalu fantastyczną wiwisekcję popkultury zaprezentował Weird Al Yankovic, dla którego był to pierwszy koncert w Europie. Godspeedowe ATP stało się wspaniałym laboratorium dźwięku, jego faktury, barw i wrażeń, które powstają tylko podczas uczestnictwa w procesie jego tworzenia. Spięty awangardowym sznytem festiwal ukazał się różnorodny i równocześnie ułożył się w logiczną całość.

Ale po kolei. Zacznijmy od powracających po pięcioletniej przerwie kuratorów. GY!BE zagrali trzy dwugodzinne koncerty. Występowali na Central Stage, która mieści mniej więcej połowę publiczności festiwalu, więc na koncerty piątkowy i sobotni rozdawano opaski uprawniające do wejścia w pierwszej kolejności. Pół godziny między otwarciem drzwi a harmonogramowym początkiem koncertu muzycy wypełniali ambientową plamą, witającą stopniowo wsączającą się publiczność. Zaprezentowali przekrój swojej twórczości i niepublikowane kompozycje, przywołali melancholię sprzed dekady, ale dalecy byli od nostalgii – brzmienie było rozpoznawalne, ale mocne i wyraziste. Piątkowy koncert rozpoczęli od hitu w postaci Storm, lecz w niedzielę już go nie zagrali. Rewolucji nie było, ale chyba nikt jej nie oczekiwał. Ważne, że nie udzielający żadnych wywiadów, nie chcący fotografów przed sceną, pogrążeni w półmroku i oświetlani pięknymi wizualizacjami z tradycyjnych, analogowych projektorów, Godspeed zagrali potężne, przejmujące koncerty. Można im uwierzyć, że dali się namówić do powrotu dla muzyki, a nie odcinania kuponów.

Drugim zespołem, który zagrał więcej niż jeden raz było Neurosis. Ich koncerty, oba fascynujące, były od siebie różne. Sobotni był ostrym, dynamicznym ciosem, w niedzielnym na pierwszym planie znalazło się budowanie atmosfery. Doświadczenie ich muzyki z dwóch różnych perspektyw było wyjątkowym doświadczeniem, zwłaszcza, że determinacja wykonania i brzmienie grupy były absolutnie powalające, mimo technicznych trudności na początku pierwszego koncertu. Drugi metalowy akcent festiwalu, czyli Wolves In the Throne Room, okazał się kompletną porażką, sztampowym black metalem 15 lat za Wikingami.

Front doskonałego operowania dźwiękiem w gitarowym środowisku był na szczęście dużo szerszy. W sobotę wspaniały koncert zagrali The Dead C. Nawiązując do dekonstrukcji rockowych i psychodelicznych konwencji na ostatniej płycie „Patience” nowozelandzkie trio zagrało noise’owe, improwizowane quasi-piosenki, składające się na rozbudowaną architekturę dźwiękowej przestrzeni. The Dead C wzięli też tego samego dnia udział w niezwykłym projekcie grupy Oneida. Nowojorska formacja zaprezentowała projekt „Oneida presents the Ocropolis”, nawiązując do organizowanych przez nich w Nowym Jorku improwizowanych sesji. Podczas dziesięciogodzinnego jamu do Oneida dołączyło wielu muzyków uczestniczących w festiwalu. Wyróżniały się fragmenty z udziałem Grega Saunier i Johna Dietericha z Deerhoof we wczesnej fazie jamu, oraz ten z Mike’m Watt w środkowej jego części. Z Oneida zagrali też Mauro Pezzente, basista GY!BE, perkusista Chris Corsano, Aaron Mullan (Tall Firs, Hallo Gallo), Dallas Good (The Sadies). Improwizowany projekt, w którym Oneida reagowali na kolejne wyzwania wprowadzane przez gości, zakończył się godzinnym pasażem ich samych, dowodzącym, że na polu improwizowanego, psychodelicznego, motorycznego grania są oni zjawiskiem wyjątkowym.

Podobnie wyjątkowym zjawiskiem są The Ex, którzy z nowym wokalistą Arnoldem de Boer przeżywają n-tą młodość. Albo nigdy przez 30 lat kariery się nie zestarzeli. Na ATP zagrali głównie nowy materiał, plus dwa klasyki – Hidegen Fújnak A Szelek ze „Scrabbling at the Lock” i Theme from Konono z „Turn”. Nasycona improwizacją, cudownie brzmiąca, afrykańsko wibrująca wariacja na temat punku holenderskiego kolektywu szczególnie rozruszała festiwalową publiczność. Podobnie jak NoMeansNo, którzy upływu czasu są świadomi i nawet zaczęli od tytułowego utworu z tegorocznej epki „Old”. Jednak ich styl, energia i poczucie humoru pozostają unikatowe i świeże. Trzecim zespołem podnoszącym dynamikę imprezy byli Deerhoof, których udział, podobnie jak psychodelicznych Bardo Pond, był ukłonem GY!BE w stronę ATP. Jak na wyśrubowane standardy Deerhoof, ich koncert był umiarkowanie udany, choć przejście gitarzystów na 12-strunowe gitary przyniosło ciekawy efekt.

Rob Wright z NoMeansNo zażartował, że gdy się zbierze tyle kanadyjskich zespołów w jednym miejscu, musi spaść śnieg. Faktycznie, ten prawie przykrył trawę, szerząc panikę komunikacyjną wśród miejscowych. Za to kolejne dwie kanadyjskie formacje, jedyne reprezentujące Constellation, wzbudziły skrajne uczucia. Hangedup, duet na altówkę i bębny, zagrali pierwszy od kilku lat koncert, który określili swoim najlepszym w życiu. Faktycznie, ich energetyczna, czujna brzmieniowo muzyka wypadła na żywo wspaniale, utwory z „Clutter for Control” były witane owacjami, a płyty się wyprzedały. Oby zaczęli znów grać regularnie. Rozczarował natomiast Land of Kush, którzy na płytach nagrywają skomponowaną muzykę na duży skład, nawiązującą do muzyki Maghrebu. W kwintecie ostało się orientalne instrumentarium, ale zabrakło koncepcji. Mało znanym kanadyjskim zespołem na ATP byli też The Sadies, grający żartobliwą i przejaskrawioną mieszankę rocka i country. Na rockowym idiomie bazowali też Thee Oh Sees.

Festiwal pokazał też trzy wizje manipulacji syntezatorowymi falami i przetworzonymi gitarami, zaprezentowane przez swoiste trzy pokolenia artystów – Black Dice, Growing i Emeralds. Najciekawiej i najbardziej agresywnie wypadli Black Dice, Growing zbyt ochoczo wpadali w przejrzystość densflorowego rytmu. Emeralds okazali się powierzchowni, mam wrażenie, że za kilka lat będziemy bardziej pamiętać wszystkie teorie i językowe konstrukty, które ukuto dla potrzeby opisu reprezentowanej przez nich sceny, niż samą muzykę.

W festiwalu zdominowanym przez brzmienia mocne i pełne rozmachu, chwile wyciszenia i poetyki mogły zapewnić trzy piosenkarki – Josephine Foster, Scout Niblett i Marissa Nadler. Niestety wszystkim przyszło grać w złych okolicznościach. Josephine solo z gitarą grała praktycznie pierwszy koncert festiwalu, a jej dyskretną muzykę zagłuszył gwar publiczności i brzęk pierwszego na festiwalu piwa. Scout zagrała na Pavillion Stage, największej scenie w holu Butlins –choć poradziła sobie nieźle, to jednak jej muzyka najlepiej sprawdza się w kameralnych warunkach. Marissa natomiast występowała w południe ostatniego dnia – pora zaporowa. Przekleństwa dużej sceny i grania na początek festu dotknęły też francuski duet Berg Sans Nipple.

Pavillion Stage to audytorium duże i specyficzne, wymagające umiejętności operowania przestrzenią. Jak to zrobić pokazali Cluster, których piękny ambientowy set miał jedną wadę – trwał tylko pół godziny. Nieco dłuższy koncert zagrał na Center Stage Tim Hecker, który przykuwał uwagę na tyle, na ile to było możliwe w 25 minut po zakończeniu występu GY!BE i w sali grającej niestety razem z nim. Pierwszego dnia mogliśmy też ujrzeć dwa pokolenia turn-table’istów – na scenie Reds zagrali Philip Jeck i dj /rupture. Jecka widzieliśmy już na Offie, dotarliśmy więc dopiero na rozkręcony już set Amerykanina. Ten jednak pozostawił niedosyt grając imprezowy set, ale możliwe, że takie były oczekiwania publiczności, zmęczonej całym dniem dźwiękowych eksperymentów.

Tym ostatnim poświęcono natomiast całą niedzielę na scenie Crazy Horse, zamienionej na salę z miejscami siedzącymi. Stworzyło to właściwe warunki dla odbioru skrajnie ascetycznej muzyki Francisco Lopeza, który dla ułatwienia skupienia na niej nawet zawiązał ludziom opaski na oczach, ekscentrycznego minimalisty Charlemagne Palestine, czy występu Bruce’a McClure, tworzącego jednocześnie muzykę i obraz za pomocą projektorów filmowych. Dwa zdania więcej o Charlemagne Palestine, postaci szczególnej. Nowojorski artysta, podejmujący na przestrzeni lat wątki skrajnego minimalizmu, zagrał mantryczny występ na wysoki dron z laptopa, kieliszek z koniakiem, który sam określił jako „najstarszy syntezator świata” oraz głos. Spędzona z nim godzina byłym bezpretensjonalnym, żartobliwym, lecz dalekim od kpiny i parodii odkrywaniem rezonansów i odcieni dźwiękowej przestrzeni.

Parodię skrajną przedstawił za to Weird Al Yankovic, po raz pierwszy grający w Europie. Weird Al, z towarzyszeniem bezbłędnego trio muzyków sesyjnych, wskoczył na scenę z akordeonem i otworzył koncert swoim najnowszym przebojem Polka Face, będącym obłędnym medley hitów Lady Gagi, Britney, Kate Perry, Keshy, Justina Biebera i całej gamy raperów. Po błyskotliwym początku zespół zniknął, na ekranach pojawił się pierwszy ze zmontowanych, absurdalnych wywiadów Ala z gwiazdami popkultury. Po chwili zespół pojawił się kapitalnie wystylizowany na Nirvanę i w towarzystwie dwóch chear-leaderek zagrał Smells Like Nirvana! Dwie godziny upłynęły właśnie w takiej konwencji, przebieranek przerywanych filmikami. Usłyszeliśmy m.in. znane i lubiane Amish Paradise, Eat It, I’m Fat, jak też najnowszy hit White & Nerdy, dedykowane Godspeedowi Canadian Idiot, czy I Wanna Be a Jedi na melodię American Pie. Wydawać by się mogło, że parodie Yankovica to jednorazowy żart. Jednak jego zdumiewający talent wychwytywania klisz kolejnych popkulturowych mód, doskonałe aktorstwo i dopracowana muzyczna forma sprawiają, że po trzech dekadach obecności na scenie Weird Al nie tylko jest nieodłącznym elementem amerykańskiej kultury, ale przede wszystkim zachował trafność obserwacji i błyskotliwość żartu.

Obłędny szoł Yankovica był doskonałym, zdumiewającym uzupełnieniem festiwalu, który był jednym z najbardziej ambitnych, przemyślanych, a zarazem eksponujących improwizację i artystyczne ryzyko festiwali w dziesięcioletniej historii ATP. Spełnił, czy wręcz przerósł moje oczekiwania. Niestety, nie dane było zagrać Throbbing Gristle, których muzyka rozbrzmiewała z Pavillion Stage jako hołd dla Petera Christophersona.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
Godspeed You! Black Emperor [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
The Ex [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
Neurosis [fot. Piotr Lewandowski]
The Dead C [fot. Piotr Lewandowski]
The Dead C [fot. Piotr Lewandowski]
The Dead C [fot. Piotr Lewandowski]
Cluster [fot. Piotr Lewandowski]
Cluster [fot. Piotr Lewandowski]
Cluster [fot. Piotr Lewandowski]
Cluster [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
NoMeansNo [fot. Piotr Lewandowski]
NoMeansNo [fot. Piotr Lewandowski]
NoMeansNo [fot. Piotr Lewandowski]
NoMeansNo [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis w/ Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis w/ Deerhoof [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis w/ Mauro Pezzente (GY!BE) [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Oneida presents the Ocropolis [fot. Piotr Lewandowski]
Black Dice [fot. Piotr Lewandowski]
Black Dice [fot. Piotr Lewandowski]
Growing [fot. Piotr Lewandowski]
Growing [fot. Piotr Lewandowski]
Growing [fot. Piotr Lewandowski]
Emeralds [fot. Piotr Lewandowski]
Emeralds [fot. Piotr Lewandowski]
Emeralds [fot. Piotr Lewandowski]
Hangedup [fot. Piotr Lewandowski]
Hangedup [fot. Piotr Lewandowski]
Hangedup [fot. Piotr Lewandowski]
Land of Kush [fot. Piotr Lewandowski]
Land of Kush [fot. Piotr Lewandowski]
Land of Kush [fot. Piotr Lewandowski]
Land of Kush [fot. Piotr Lewandowski]
Josephine Foster [fot. Piotr Lewandowski]
Josephine Foster [fot. Piotr Lewandowski]
Scout Niblett [fot. Piotr Lewandowski]
Scout Niblett [fot. Piotr Lewandowski]
Scout Niblett [fot. Piotr Lewandowski]
Berg Sans Nipple [fot. Piotr Lewandowski]
The Sadies [fot. Piotr Lewandowski]
The Sadies [fot. Piotr Lewandowski]
Thee Oh Sees [fot. Piotr Lewandowski]
Wolves in the Throne Room [fot. Piotr Lewandowski]
Wolves in the Throne Room [fot. Piotr Lewandowski]
Wolves in the Throne Room [fot. Piotr Lewandowski]
Tim Hecker [fot. Piotr Lewandowski]
DJ /rupture [fot. Piotr Lewandowski]
Francisco Lopez [fot. Piotr Lewandowski]
Charlemagne Palestine [fot. Piotr Lewandowski]
Charlemagne Palestine [fot. Piotr Lewandowski]
Charlemagne Palestine [fot. Piotr Lewandowski]
Charlemagne Palestine [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]
Weird Al Yankovic [fot. Piotr Lewandowski]