polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Japanese New Music Festival
Powiększenie | Warszawa | 15.11.10

Trzech muzyków - Tatsuya Yoshida, Kawabata Makoto i Tsuyama Atsushi - w siedmiu projektach, czyli Japanese New Music Festival po siedmiu latach ponownie w Polsce. Tym razem w Powiększeniu, w formie bardziej zwartej, krótszej i bardziej kpiarskiej niż w 2003 roku na dziedzińcu CSW. Rozpoczęło się od hałaśliwego ciosu, po którym panowie zaanonsowali pierwszy projekt - Tsuyama Atsushi solo na gitarze akustycznej. Japoński freak-folk, można by powiedzieć, zwłaszcza po śpiewie gardłowym w finale. Następny wystąpił Kawabata Makoto solo, tworząc na gitarze elektrycznej niespieszną, przestrzenną formę. Ze stricte muzycznego punktu widzenia był to może i najciekawszy punkt wieczoru. Kolejny występ solo to Ruins Alone, czyli Yoshida i dr sampler. Po zniknięciu basisty Ruins, Yoshida gra na perkusji, pozostałe partie (bas, czasem saksofon lub sample) odpalając samemu. Choć obłędne tempa i wolty tej muzyki nadal robią wrażenie, a miks cytatów z przebojów muzyki klasycznej jeszcze większe, to jednak mam wrażenie, że ta formuła już się wyczerpała.

Po krótkiej przerwie nadszedł czas duetów. Najpierw Akaten (Tsuyama/Yoshida) i ich piosenki grane na przedmiotach codziennego użytku bądź spożycia. Zip-core zagrany na rozporkach, rytm wystrzelany klatką analogowego pentaxa lub wytarty rzepą, piosnka wybębniona i wyszumiana na butelkach z wodą - oto niezawodny program duetu. Nie zawiódł i tym razem. Po kilkunastu minutach Tsuyamę zastąpił Kawabata - nastał czas Zoffy - japońskiej odpowiedzi na Kwadratowych, albo na odwrót. Zaczęli od zabójczego Smoke on the Water, potem zagrali bodajże utwór Captain Beefheart, pieśń japońskich trubadurów, a skończyli kapitalną parodią Milesa Davisa, w którego rewelacyjnie wcielił się Tsuyama.

Po takiej dawce absurdu nastąpiła niespodzianka w programie, panowie przeistoczyli się bowiem w Acid Mothers Temple SWR. Niestety, pozostali w kpiarskiej konwencji, co było dla mnie rozczarowaniem - w 2003r. 30-minutowy, głośny i wybuchowy koncert AMT był doskonałym zamknięciem wieczoru, przywracającym balans między kabaretem a muzyką. Tutaj tego zabrakło, a kilka pasaży "normalnej" gry nie oddało siły tego składu na scenie. Dlatego gdy trio przeistoczyło się w, programowo jajcarskie, Zubi Zuva X, chyba większość osób się ucieszyła. Piosnka na trzy głosy prędko przeistoczyła się w absurdalny performans, w czasie którego muzycy zaskakiwali samych siebie i sami padali ze śmiechu, wraz z publicznością. Nienazwany projekt ósmy na bis polegał na zwięzłym pi***ciu.

Tylko Japończycy mogli wymyślić taką imprezę i zjechać z nią pół Europy. Pomysłowość przedsięwzięcia i wielość wcieleń bohaterów happeningu robi bezapelacyjne wrażenie. Szkoda tylko, że prześmiewczy aspekt show wziął aż tak górę na jego muzyczną stroną.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Tsuyama Atsushi solo [fot. Piotr Lewandowski]
Tsuyama Atsushi solo [fot. Piotr Lewandowski]
Kawabata Makoto solo [fot. Piotr Lewandowski]
Kawabata Makoto solo [fot. Piotr Lewandowski]
Ruins Alone [fot. Piotr Lewandowski]
Ruins Alone [fot. Piotr Lewandowski]
Ruins Alone [fot. Piotr Lewandowski]
Japanese New Music Festival [fot. Piotr Lewandowski]
Akaten [fot. Piotr Lewandowski]
Akaten [fot. Piotr Lewandowski]
Akaten [fot. Piotr Lewandowski]
Akaten [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Zoffy [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Acid Mothers Temple SWR [fot. Piotr Lewandowski]
Zubi Zuva X [fot. Piotr Lewandowski]
Zubi Zuva X [fot. Piotr Lewandowski]
Zubi Zuva X [fot. Piotr Lewandowski]
Japanese New Music Festival [fot. Piotr Lewandowski]