polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Polar Bear
Jazz Club Hipnoza | Katowice | 03.10.10

Niedzielny koncert Polar Bear zaskoczył i to podwójnie. Artyści kazali na siebie czekać około 45.minut, ale to co zaprezentowali, zrekompensowało wszelkie opóźnienia.

Polar Bear to dwa saksofony, gitara elektryczna połączona z laptopem, kontrabas, perkusja i spora dawka elektronicznych manipulacji dźwięku w czasie rzeczywistym. Przez większość koncertu dominował taneczny i dość prosty współczesny jazz, jednak kilka jego fragmentów zaintrygowało publiczność. Jednym z nich była solówka gitarzysty Johna Leafcuttera na nadmuchanym balonie, jego gra widelcem na gitarze elektrycznej, czy laptopowy glitch tworzony za pomocą pada do Playstation. W innym utworze basista Tom Herbert grał solowo z użyciem wielu efektów: najpierw zloopował zagrany fragment rytmiczny, dograł kolejny, sięgnął po smyczek, by wprowadzić melodię, następnie wybijał rytm uderzeniami palców o pudło kontrabasu, aż wreszcie dołączył do niego cały zespół – była to sztuka i jednocześnie dobra zabawa. Przedostatni utwór rozpoczęły ambientowe przestrzenie i glitche tworzone za pomocą laptopa i gitary oraz loopowane wokale pozostającego w cieniu kolegów z zespołu gitarzysty – muzyka inspirowana Dalekim Wschodem i islandzkimi pustyniami lodowymi. Przejście w solówki Marka Lockhearta i Pete'a Warehama (saksofony tenorowe) nastąpiło linearnie do wejścia do gry wyłaniającej się z tła sekcji rytmicznej. Dźwięki dęte również zostały zloopowane i przetwarzane przez Leafcuttera, którego komputer był podłączony do kilku mikrofonów stojących na przedzie. W fazie kulminacyjnej Lockheart i Wareham dogrywali kolejne partie i solówki do utworu prowadzonego przez resztę zespołu i swoich, zloopowanych przez gitarzystę fraz. Była to dość zawiła materia muzyczna, jednak w pełni opanowana przez artystów.

Muzyka Polar Bear jest łatwo przyswajalna, niesie sporą dawkę humoru, melancholii, oldschoolu oraz, choć przystępna, często zmierza w kierunku eksperymentu, brzmi lekko, ale pomysłowo. Na swój sposób wodewilowa, oldschoolowa, może kojarzyć się z big bandami z początku XX wieku – gdyby ówczesne big bandy znały XXwieczną awangardę, korzystały z gitary elektrycznej, efektów, looperów i laptopa.

Była to solidna porcja muzyki rozrywkowej i współczesnego jazzu z dekonstrukcją w tle. Koncert brytyjskiego kwintetu był jednym w cyklu koncertów z okazji 10-lecia Hipnozy - kolejne przed nami. Można go też postrzegać jako dobrą rozgrzewkę przed nadchodzącym festiwalem Ars Cameralis. Lineup potwierdza, że – jak co roku - jest na co czekać.

[zdjęcia: Łukasz Folda]

Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]
Polar Bear [fot. Łukasz Folda]