



Koncert dwóch wybitnych improwizatorów przyniósł muzykę, której składowych nie można było się spodziewać, choć formułę można było przewidzieć. Matthew Shipp i Joe Morris snuli niemal nieprzerwaną akustyczną narrację, intrygującą brzmieniowo i wykonawczo, choć, poza finałem, skromnie dozującą melodyczne i rytmiczne wrażenia.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]