



Spodziewałem się, że solowy koncert Hanne Hukkelberg będzie czymś a la solowe koncerty Jamie'go Stewarta bez Xiu Xiu - ascetycznym wieczorem na jeden (choć zmieniający się) instrument i jeden głos. Grając na gitarze elektrycznej Hanne jednak postanowiła zachować dźwiękowy krajobraz płyt, puszczając nieobecne partie z laptopa. Co było pomysłem średnim - skoro jej głos ma siłę magnetyczną, cyfrowe uzupełnienia są zbędne. Z czasem udało się z tą formułą oswoić, a kilka utworów zagranych bez laptopa, jak wspaniałe Salt of the Earth na głos i klawisze, zapadnie w pamięć na dłużej. Hanne jednak i tak postawiła na swoim dzięki przejmującemu wykonaniu. Dwa bisy były jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza, że sądząc po brzuchu, przez najbliższe kilka miesięcy koncertowanie nie będzie jej w głowie.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]