polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mouse On The Keys  An Anxious Object

Mouse On The Keys
An Anxious Object

Niedawno zagrali u nas kilka koncertów, promując swój pierwszy album w związku z jego europejską premierą. Ich nazwa może wywoływać mimowolne skojarzenia z legendarną, niemiecką grupą Mouse On Mars. Tym bardziej, że Japonia, skąd formacja pochodzi to kraj, który elektroniką stoi. Łatwo w tym przypadku nabrać przeświadczenia, iż oto drugi Satanicpornocultshop – formacja oddająca się cudacznym swawolom w epileptycznym rytmie zaciętej płyty kompaktowej albo uszkodzonego pliku „,mp3”. Mapa, która dyktuje nam skojarzenia okazuje się jednak zwodnicza. Przekonujemy się o tym już od pierwszego utworu o przekornym tytule „Completed Nihilism”. Przekornym o tyle, że jesteśmy całe lata świetlne od Satanicpornocultshop i o żadnym nihilizmie nie ma tu mowy. Ta wprowadzająca w atmosferę płyty nieco ponad minutowa etiuda każe raczej myśleć, że punktem odniesienia dla niej będą raczej wycyzelowane kompozycje Ryuchi Sakamoto. Ale i to okazuje się wnioskiem chybionym. Jakkolwiek perlące się na starcie klawisze, stanowią adekwatne wprowadzenie do tego dość krótkiego, ale treściwego albumu – to one ostatecznie stanowią o jego atmosferze. Dwóch z trzech muzyków formacji obsługuje keyboardy, ostatni gra na bębnach – wcześniej członkowie Nine Days Wonders, w ramach którego penetrowali okolice tzw. math rocka. Doświadczenia te przenieśli do swojej nowej grupy. Kompozycje MOTK cechuje symetryczna struktura i wyrazista narracja. Jednak barwa i klimat niewiele mają wspólnego z abstrakcyjnym hardcorem, czy przesterowanym postrockiem, jak innymi słowy można by określić math rockowy idiom. Panowie poruszają się gdzieś na pograniczu stylowego, obrazowego jazzu i eleganckiego jazz rocka. Albo po prostu grają fusion, jeśli ktoś woli. Nie ma zresztą większego znaczenia w jakiej szufladce upchniemy ich twórczość. To jest ostatecznie muzyka, która mówi sama za siebie. Epicka, obrazowa, sugestywna. Dość podobna do tej, którą urzekł rodzimy Contemporary Noise Quintet na swoim pierwszym albumie. Także ci, których nieco rozczarował drugi longplay Polaków, na płycie Japończyków powinni znaleźć to, czego zabrakło im na „Unaffect Tought Flow”. Pełne emocji, ale wyważone tematy piano - opowiedziane w odpowiednim rytmie przejmujące historie bez słów. Dla wielbicieli „Pig Inside Gentleman” CNQ zdecydowany „must have”. 

[Michał Nierobisz]